Translate

wtorek, 26 lipca 2016

Zapomniany sojusznik...


Od czasu do czasu zaglądam do Charity Shops( sklepy z używanymi rzeczami,różnościami). Można tam znaleźć dosłownie wszystko, czasem nawet prawdziwe perełki. Podczas ostatniej wizyty, rozglądałam się po sklepie, zerkając po półkach i nieoczekiwanie wpadła mi w oko broszura z Polską w tytule. Wzięłam ją do ręki ze wzruszeniem.
Wydana, a raczej wydrukowana w 1946 roku w Londynie, przez

 być może - potajemnie.  Zdjęcia Polski sprzed wojny, poprzedzone dwoma kartkami opisu o trudnych losach naszego kraju. O dążeniu do wolności, o odwadze, o waleczności Polaków i o tym..., że po wojnie zostaliśmy oddani Stalinowi.
Na okładce jest dedykacja, ale trudno mi rozszyfrować adresata...


Pozwoliłam sobie po amatorsku,przetłumaczyć ostatni fragment.

"Redaktorzy i Wydawca mają nadzieje, że ta mała broszura dotrze do wielu angielskich domów. W dzisiejszych czasach czytanie tego może być niewygodne...
W przyszłości, kiedy Polska będzie znów wolna, to będzie świadczyć, że Polacy nigdy nie byli (zdesperowani) zawiedzeni Anglią, że zawsze widzą w Anglikach przyjaciół, sojuszników, sprzymierzeńców i sympatyków. I, że angielsko-polska przyjaźń zwycięsko i promiennie wyłoni się  z obecnego, tymczasowego zaćmienia. "

Zaćmienie trwało jednak długo...

czwartek, 14 lipca 2016

Piwo jest odpowiedzią, ale... nie pamiętam pytania

W lokalnym pubie, którego wygląd jest taki sam, jak dwieście lat temu, między butelkami z alkoholem, wisi sobie tabliczka z napisem:
          Beer is the answer but… I don’t remember  the question

          Piwo jest odpowiedzią, ale... nie pamiętam pytania



Napis coś sugeruje..., ale nie straszyJ
Nie bywam tam często, ale czasami bywam. Do pubu przychodzą różni ludzie: Mężczyźni i kobiety, razem i osobno, młodzi i starzy. Nikogo nie dziwi widok starszej Pani, która przy barze pije lampkę wina czy piwo, bądź też inny alkohol. Czasem przy większym stoliku, zasiada trzypokoleniowa rodzina, bo tam można też zjeść obiad. Czasem ktoś czyta książkę, popijając piwo. Najwyraźniej, niewielki gwar rozmawiających, mu w tym nie przeszkadza. W tle gra przyciszona muzyka.
Muszę przyznać, że nigdy nie widziałam w pubie pijanych osób, które by przysypiały z podpartym łokciem. Bywalcy sączą drinki powoli(słabe zresztą) i prowadzą rozmowy, przeważnie lekkie, żartobliwe. Jeśli pojawia się temat polityki(bardzo rzadko), to dyskutują o tym bez emocji.
Nie jestem pewna, czy to jest ich kultura osobista, czy po prostu, angielska krew nie jest taka "gorąca" jak nasza - polska...  
Dodam jeszcze, że mieszkam na wsi, a są tu dwa puby, jeden hotel, dwie restauracje (oprócz pubów) i kawiarnia. I to wszystko, nieustannie - utrzymuje się.

czwartek, 7 lipca 2016

Są rzeczy, których nie widać, ale one się dzieją...

Wiara czyni cuda. Wszyscy znamy to powiedzenie, ale czy wierzymy w to naprawdę...?
Czy zdajemy sobie sprawy z tego, ilu i jakich rzeczy sobie życzymy. I nie zawsze są to rzeczy, których chcemy naprawdę. Czasem myślimy i wypowiadamy niefrasobliwie, lekkomyślnie lub nieświadomie, różne słowa, zwroty... A te, wypowiadane „życzenia”  zostają wysyłane, niestety - wszystkie jak leci. Wiele lat temu, po przeczytaniu „Potęgi podświadomości”, uzmysłowiłam sobie, ile takich rzeczy wydarzyło się w moim życiu. Np., dawno temu, kupiliśmy z mężem „malucha” i kiedy przyszło na świat nasze dziecko, podróżowaliśmy z nim do teściów. Mieszkali oni sto dwadzieścia kilometrów od nas. Martwiłam się, żeby „maluch” nam się nie popsuł w drodze, bo wiadomo, że te autka psuły się często. Tak więc, jak tylko ruszaliśmy w drogę, ja zaczynałam moją myślową modlitwę, a brzmiała ona mniej więcej tak: „Boże, jak samochód ma nam się popsuć, to niech się popsuje, ale w takim miejscu, żebyśmy mogli łatwo z dzieckiem dostać się do domu”
I „maluch” nawalał za każdym razem! Zawsze, jak wracaliśmy i zawsze było to niedaleko domu, a raz nawet przed samą bramą. Zawsze mogłam wziąć dziecko na rękę i dojść do domu. Oczywiście, te samochody były do kitu i wiadomo, że psuły się często. Wtedy, to była wina samochodu, ale po uświadomieniu sobie i przypomnieniu mojej modlitwy, już taka pewna nie byłam... Być może, wyżyczyłam sobie tych awarii...

Chcę przedstawić Wam, autentyczną opowieść o pewnej rodzinie. Jestem ciekawa, co o tym sądzicie? A może Wam też się coś przydarzyło?

"Proś, a będzie ci dane" 

Młode małżeństwo, z dwójką szkolnych dzieci, mieszkało w którymś już z kolei... wynajętym mieszkaniu. Do tej pory nie mogli trafić na normalnych, wynajmujących właścicieli. Dodam, że to odległe czasy i z wynajmem łatwo nie było. Właściciel rozmyślał się po pół roku, bo rodzina przyjeżdża albo, że chciał sprzedać znienacka, albo okazywało się, że wcale nie był właścicielem.  Tym razem, wspomniana rodzina, zamieszkała na wsi, za pomocą znajomych, którzy znaleźli im to mieszkanie. W jednym domu z właścicielem, ale mieszkanie miało osobne wejście i było przestronne. Ich szczęście trwało jednak krótko, bowiem, okazało się, że właściciele - to patologia. Pijaństwo, awantury. Starsze dzieci właścicieli, zaczynały deprawować młodsze dzieci lokatorów, częstując je papierosami i... winem! Pijany właściciel przychodził w nocy, dobijał się do drzwi, wykrzykując ciężkie przekleństwa i...wzywając lokatora na pięści.
Lokatorzy znów musieli szukać nowego miejsca (ich rodzina nie mogła im pomóc, z braku warunków). Szukali gorączkowo, bo awantury były często i żyją w ciągłym stresie.
Rozpytywali więc wśród znajomych, wieszali swoje ogłoszenia, sprawdzali każde ogłoszenie w lokalnych gazetach. Dzwonili z budki( jeszcze nie było komórek i internetu), jeśli ktoś podał telefon. Jak trzeba było, jechali autobusem lub pociągiem, a nie rzadko pieszo, wszędzie tam, gdzie usłyszeli od kogoś, że podobno jest tam jakieś mieszkanie. Bezskutecznie. Około dwóch miesięcy, może dłużej, bezowocnych poszukiwań. Podłamali się. Właściciel awanturował się już co wieczór, waląc w drzwi i krzycząc, że mają się wynosić. Bezradność. Niemoc.
I wtedy nagle, pewnego dnia, w głowie żony-lokatorki, pojawił się pomysł, zrodzony być może z tej niemocy. Zwróciła się do męża i dzieci ze stanowczą pewnością, zaskakując nawet samą siebie:
 „ Chodźcie, pomodlimy się razem o znalezienie domu. Wiem, że napewno go znajdziemy..., w ciągu tygodnia! Jestem tego pewna! Tylko wszyscy, modląc się musimy o tym myśleć z przekonaniem, że tak będzie, mocno w to wierzyć!”
Nikt się nie buntował, bo już nic innego im nie zostało. Uklękli razem i modlili się przez jakiś czas...
Po dwóch dniach, przyjechał do nich rowerem, stary znajomy, (przez którego tu się przyprowadzili), od progu wołając „jest dom!”
Sąsiad przyszedł mu powiedzieć, że jego kolega z pracy ma dom do wynajęcia i pyta czy on o kimś nie wie, kto szuka. Tak więc on na rower i w te pędy. Nie zwlekając, pojechali tam( w tej samej miejscowości), dogadali się z nowymi właścicielami, normalnymi, uczciwymi ludźmi  i podpisali umowę. Mieszkali w tym domu tak długo, aż kupili sobie własne mieszkanie.  Lecz wtedy, podczas rozmowy przy kawie, lokatorzy słuchając opowieści nowej właścicielki, doznali szoku.    

Właściciele wybudowali sobie nowy dom i zamieszkali w nim rok temu. Starego nigdy nie zamierzali, nie chcieli wynajmować, bo to pieniądze z tego nie wielkie, a z lokatorami różnie bywa, jak się słyszy. Tak więc, zrobili sobie tam graciarnię. Aż do wczoraj..., bo wczoraj(następnego dnia po owej modlitwie), właścicielka obudziła się z myślą, że dom trzeba wynająć. Przekonała o tym swojego męża, przy porannej kawie, jeszcze zanim wyszedł do pracy. Postanowili, że on zapyta w pracy kolegów, czy nie znają kogoś, kto szuka domu do wynajęcia... 

piątek, 1 lipca 2016

Co wiemy o naszych marzeniach sennych?

Sny nurtują ludzkość od zarania dziejów. Przez wieki, sny interpretowano  na różne sposoby. Ludzie zaczęli spisywać sny, a potem wydarzenia, jakie niosło im życie i w taki sposób powstały senniki. Można w nich sprawdzać znaczenie snu, ale wiemy, że to trochę taka zabawa jak z horoskopem. No, bo czy może taki sen czy horoskop oznaczać dla tysięcy ludzi to samo?
Śpimy, bo nasz organizm potrzebuje, a nawet musi się zregenerować, ale dlaczego śnimy..., co wtedy dzieje się z naszym umysłem, który nie śpi..., z podświadomością...
W snach przemieszczamy się swobodnie z jednego miejsca w drugie, niekiedy bardzo odległe. Niektórzy mają prorocze sny..., jak gdyby dostali skądś sygnał.
Naukowcy robią w tym kierunku badania, doświadczenia, ale dokładnej odpowiedzi nadal nie ma. Czytałam, że na podstawie opowiadanych szczegółów, śniących ochotników, potrafią odtworzyć obrazy czy nawet filmiki, ale to nie jest odpowiedź.
Ciekawa jestem jakie miewacie sny i czy udaje Wam się je rozszyfrowywać?
Ja mam okresy z powtarzającymi się snami i zastanawiałam się nie raz, co one mogą oznaczać...

Co jakiś czas śni mi się, że podróżuję pociągiem, zawsze z przesiadką. Czasem siedzę w pociągu przed przesiadką, a czasem po. Czasem czekam na ten drugi pociąg, w miejscu przesiadki. Kilka razy też, ale rzadziej, czekałam na przystanku autobusowym. W obydwu przypadkach są to te same miejsca. To są „dobre” sny. Może ktoś z Was okaże się specjalistą od snów...:)




Odchodzi dzień

Odchodzi kolejny dzień
zerwana kartka z kalendarza
jutro wyśnię inny sen
nowy..., wczoraj się nie powtarza.
Zapada powoli noc...
rozpływają się w zmierzchu drzewa,
na niebie magiczna noc
srebrzystością się rozlewa.
Odpłynę razem z tym dniem
za dotknięciem różdżki z atłasu...
przeżywać życie przykryte snem
w nieznanym wymiarze czasu...