Translate

niedziela, 18 czerwca 2017

Przesilenie letnie

Te cudne zdjęcia są z netu - Pixabay. Pierwsze - Stonehenge w Anglii

Bardzo Wam wszystkim dziękuję za komentarze pod ostatnim postem. Spędziłam cudowny czas z moimi dziećmi i wnuczętami. Cieszyliśmy się sobą, czerpiąc z danego nam czasu każdą chwilę. Prowadziliśmy rozmowy, snuliśmy opowieści, były też żarty i zabawy.  A potem, jak goście wyjechali, zakradł się smutek.  Na to za dużo poradzić nie można. Trzeba pozwolić smutkowi pobyć, żeby mógł przejść... Wróciłam do pracy. Jak powszechnie wiadomo, gdy człowiek weźmie się za robotę, to szybko wraca do swojego trybu w dużym kole;)
Tymczasem czas poleciał jakby beze mnie i już jest druga połowa czerwca! Wkrótce przesilenie letnie. Ziemia wychyli swoją oś maksymalnie w kierunku słońca swoją północną stroną. Słońce rozpostrze promienie na zwrotniku Raka. A dla ludzi Północy, słońce wcale nie będzie zachodzić. Najkrótsza noc w roku z 20 na 21 czerwca. W tym roku przesilenie nastąpi o 6:24. Przesilenie czerwcowe to magiczne święto - sabat Litha.  Litha to zwycięstwo światła nad ciemnością, dnia nad nocą. Noc poświęcona jest żywiołom wody i ognia, które posiadają oczyszczającą moc. Tej nocy należy odprawiać rytuały na rzecz powodzenia w życiu miłosnym, robić praktyki oczyszczające i uzdrawiające, a także sporządzać amulety zapewniające pomyślność.  To magiczna noc, gdzie łączy się świat widzialny z niewidzialnym. Tej nocy najlepiej wcale nie iść spać, tylko tańczyć w kręgu przy ognisku, wróżyć, zbierać zioła i przywoływać elfy...
                                                               
                                                                           

środa, 31 maja 2017

Rodzina

Jednym z najcenniejszych darów w życiu jest - rodzina. Pierwszą rodziną, jaką znamy są nasi rodzice i rodzeństwo. No i dziadkowie, jeśli jeszcze nie odeszli z tego świata. (Ja znałam tylko dziadków ze strony ojca). W miarę jak rośniemy, poznajemy coraz więcej cioć i wujków, kuzynów i kuzynek.
Nasze rodzeństwo zakłada własne rodziny i przychodzą na świat nowe dzieci...Rodzina się rozrasta. Niektórzy fascynują się powiązaniami rodziny, poszukują swoich korzeni, tworzą drzewo genealogiczne. Czasem zamienia się to w cel życia.
W pewnym czasie my sami dojrzewamy do założenia własnej rodziny. Kiedy w naszym domu, pojawia się nasze dziecko... I patrzymy na to małe wielkie szczęście...Na małego człowieczka, który jest w stu procentach miłością...  Słowo rodzina nabiera bardzo szczególnego znaczenia. A energia naszego serca pięknieje i zatacza wielki krąg. Z każdym nowym dzieckiem coraz większy...
Następuje czas, kiedy w domach naszych dzieci pojawiają się także te maleńkie cuda. Kręgi naszego serca ciągle pięknieją i rozrastają się do magicznych rozmiarów...
W najbliższym czasie będę mniej obecna na blogu. Już za dwa dni mój dom rozświetli ta cudownie piękna, rodzinna energia:) Jak wiecie, mieszkamy w różnych miejscach i nie da się tak po prostu wpaść na kawę czy niedzielny obiad. Tym bardziej nasze spotkania to prawdziwa celebracja:)

czwartek, 25 maja 2017

MATKA

(Wszystkim matkom, także ze wspomnieniem o mojej mamie)

                                                      
Matka jest wysłanniczką Stwórcy
Ogniwem,
które łączy niebo i ziemię
Matka daje cud życia
Jest portalem przejścia
Bez niej cóż by było...
Bycie matką to misja miłości
W naszym oddaleniu się od Boga
zapomnieliśmy
jak to jest kochać naprawdę...
Ale matka nie zapomniała
Zasłona zapomnienia jej nie objęła...
Nawet jeśli czasem nie potrafi
zrozumieć tego umysłem
nazwać słowem...
To jej serce i tak to wie, zawsze wie...
Serce, które jaśnieje
czystym światłem miłości
nie oczekując niczego w zamian


piątek, 19 maja 2017

Człowiek żyje z 20% tego, co zjada. Z pozostałych 80% żyją lekarze ;)

Każdy z nas chce być piękny, młody, zdrowy i bogaty! No i szczęśliwy w miłości:)
Wszyscy tego pragną, ale nie wszyscy dostają. Dlaczego tak się dzieje? Pewnie każdy zadaje sobie czasem takie pytanie. Ja zastanawiałam się nad tym często i zrobiłam duży krok, dowiadując się, że "wiem, że nic nie wiem"ha, ha.  A w małym kroczku doszłam do wniosku, z mojego obczytania się i własnych obserwacji, że sami sobie podcinamy skrzydła nieodpowiednim myśleniem.
Ciągle na wszystko narzekamy. Robimy to już z przyzwyczajenia, automatycznie. Zdania(życzenia), które najczęściej wypowiadamy są typu; "Życie to walka o przetrwanie"  "Ciągle trzeba się martwić o pieniądze" "Mnie to nic w życiu nie wychodzi" " Czuję, że coś mnie bierze, pewnie będę chora/y".
Wiem, że nie wszyscy podzielają taką opinię, że to my sami mamy wpływ na nasze życie, że je kreujemy myślami, słowami...  Ale co, jeśli tak jest... Wtedy w naszym życiu wydarza się to, o czym myśleliśmy nieświadomie, mechanicznie, chaotycznie. Tytuł mojego wpisu, to zdanie wyjęte z jakiegoś artykułu, niestety nie pamiętam z jakiego, ale spodobało mi się. Trochę zabawne, ale czyż nie jest prawdziwe? Pomyślałam, że podzielę się z wami moim doświadczeniem w sprawie zdrowia. Sama na sobie sprawdziłam kreowanie zdrowia. Od kilkunastu lat nie choruję wcale, żadne przeziębienie mnie nie bierze. Nie biorę żadnych leków. Wcześniej, przed laty chorowałam często, w zasadzie łapałam wszystkie wirusy, poza tym mój kręgosłup był w nie najlepszym stanie, nerki "dały mi popalić", miałam czasem jakieś zadyszki, moje serce coś zaburzało, powiększyła mi się tarczyca i odzywały się reumatyczne zmiany, pomimo że byłam młoda..  Kilka ładnych lat temu w pracy panował ciężki wirus grypy, który rozłożył po kolei wszystkich pracowników - tylko ja się nie zaraziłam. Każdy się dziwił, a ja odpowiadałam to co zwykle, czyli to, czego już się nauczyłam - mnie nie bierze, bo ja po prostu NIE CHORUJĘ.  I wtedy dokładnie zdałam sobie sprawę, że "to" działa! Próbowałam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio cokolwiek mi dokuczało. Olśniło mnie, że nic mi nie jest od dawna, nawet te poważniejsze dolegliwości, które odczuwałam - cofnęły się! A ja nawet nie wiedziałam kiedy to się stało. Od tamtej pory "wiem "o tym świadomie. A na czym polegało moje uzdrowienie? To bardzo prosta rzecz. Trzeba tylko myśleć o sobie, jako o osobie zdrowej, pozytywnej, szczęśliwej. Unikać mówienia - "czuję, że coś mnie bierze", nie przyciągajmy do siebie choroby. Jeśli już mamy jakieś objawy, mówmy - "coś czuję, ale to już mi przechodzi". Każdego ranka, zawsze miło witajmy nowy dzień, mówiąc w myślach " jestem w doskonałym zdrowiu, fizycznym i psychicznym - lepiej niż poprzednio" "jestem młoda/y, zdrowa/y i atrakcyjna/y", uśmiechając się w myślach do siebie. Zapytajmy zaczynającego się dnia, co pięknego dziś nam przyniesie..., co fajnego nas spotka za tym wzgórzem...Czujmy radość oczekiwania na piękne rzeczy. Bo piękną rzeczą jest już takie "czucie się".   Pierwszą książką z radami jak być zdrowym, na jaką trafiłam była "Samouzdrawianie" Silvy. Szczerze mogę powiedzieć, że u mnie to zadziałało. Myślę, że tak samo działa to w innych dziedzinach, ale nie możemy podcinać skrzydeł swoim marzeniom, wątpiąc w nie już na samym początku, bo nie pofruną;)
Kiedyś widziałam film komediowy, z którego utrwaliła mi się  taka scenka; Sąsiad idzie do sąsiada pożyczyć sekator, żeby obciąć żywopłot. Musiał obejść swoją działkę i sąsiada, żeby dojść do jego drzwi wejściowych. Z początku wesoły, pełen zapału wyobrażał sobie jak tnie żywopłot, robi grila, rodzina się cieszy... Ale po chwili pomyślał - a może on (czyli sąsiad) nie będzie chciał mi pożyczyć tego sekatora... Nie, no czemu miałby nie pożyczyć - uśmiechnął się znowu radośnie. No, kto wie jaki on jest - podpowiadał drugi głos, najpierw delikatnie, ale potem z każdym krokiem coraz mocniej - Może będzie ci zazdrościł, że będziesz miał ładniejszy żywopłot i złośliwie pomyśli, że masz sobie kupić własny jak chcesz się chwalić żywopłotem, a tobie powie niewinnie, że nie może ci pożyczyć, bo ma zepsuty...
W tym miejscu  nasz sąsiad kipiał już  taką złością, że gdy doszedł do drzwi, nacisnął dzwonek i drzwi się otworzyły, zdołał tylko wykrzyknąć -  A w dupie mam twój sekator! Po czym odwrócił się i poszedł do siebie.
Wspaniałego zdrowia życzę sobie i Wam wszystkim:)  

sobota, 13 maja 2017

Zabawne słówka

Mieszkając w Anglii, co jakiś czas widzę śmieszne słówka. Śmieszne są tylko dla mnie, bo wyglądają jak polskie, ale w angielskim znaczą co innego. A ja nawet nie mam się z kim pośmiać w tym momencie, więc tylko się sama do siebie uśmiecham. I tak np. często widzę, bo w każdym sklepie jest -  różnego rodzaju mięso zapiekane w cieście o ogólnej nazwie "pukka pies"

Czasem restauracje wystawiają reklamę
W mojej pracy firma od rękawiczek nazywa się...

Wczoraj rano chciałam się upewnić jaka będzie pogoda, bo miałam ochotę wrócić z pracy "na nogach". Głównie chodziło mi o to czy nie będzie "coś" padać. Bo tutaj rodzajów deszczu jest wiele, od ulewy(bardzo rzadko) poprzez "prysznic"(ten często), coś pomiędzy prysznicem a bryzą, bryzę i jeszcze coś takiego, czego prawie nie widać, że pada, a jednak jest się mokrym.
Jednego wyrazu nie byłam pewna, więc wrzuciłam całą prognozę pogody na tłumacza. A ten od razu wprawił mnie w kabaretowy nastrój, pomimo, ze padać jednak coś miało.
Oto tłumaczenie;
"Podsumowanie prognozy
Dzisiaj
Mniejsze zachmurzenie z deszczem deszczowym w miejscach. W ciągu dnia powstaną słoneczne przerwy, ale także kolejne rozproszone prysznice, które mogą obracać się lokalnie ciężkimi grzmotami. Nadal czując ciepłe krajki"
Chyba te "krajki" padały ha ha ha, bo było ciepło.
Dzisiaj byłam w sklepie i obsługiwała mnie bardzo miła dziewczyna o imieniu "Pippa" ;) Skrót od Philippa.
Przypomniałam sobie przy okazji tego postu, jak mój mąż sprowokował mnie do głośnego wybuchu śmiechu w miejscu publicznym. Do tego tylko ja się śmiałam, bo on nie rozumiał co mnie śmieszy, nawet jak mu wyjaśniłam, to i tak nie było to tak zabawne dla niego jak dla mnie.  Byliśmy w Gdańsku i chcieliśmy jechać do ZOO w Oliwie. Przeglądałam Biuletyn turystyczny, żeby zobaczyć jak tam dojechać.
- Pojedziemy tramwajem - mówię do męża - Tylko nie mogę znaleźć tego Zoo - dodaję, studiując mapę Trójmiasta. On też patrzy na plan  i nagle podekscytowany woła, że znalazł!
- Gdzie? - pytam.
- Tu, zobacz jest "zuu" -  i pokazuje mi palcem miejsce z reklamą, gdzie występuje - Spółka z o.o.

piątek, 5 maja 2017

Inny Wymiar - Demencja

Kiedy wchodzę do pracy i zamykam za sobą drzwi, mam odczucie wejścia w inny wymiar...
To świat równoległy, który jest obok nas... Tak mało o nim wiemy... Demencja.
Pracuję w Domu Opieki. Nie jako opiekun, moje miejsce jest akurat w pralni, ale tu wszyscy są jak jedna rodzina. Lubię moją pracę. Nie mam jej za dużo, więc nie przemęczam się, natomiast mam dużo czasu na myślenie, bo pranie składam automatycznie. To miejsce jest na swój sposób niezwykłe... Automatycznie zatrzymuje każdego w stanie - TU i TERAZ - bez potrzeby medytacji.
Większość osób ma demencję, a są to osoby dobrze wykształcone, dyplomy wiszą w ramkach... Nie wszyscy są tacy starzy... W takim miejscu, patrząc na ludzi żyjących w ich własnych światach, zastanawiam się czym jest życie... czy wiemy jak powinniśmy żyć...
W tym momencie nie ma znaczenia kto jakie zajmował stanowisko ani ile zgromadził bogactwa. Wszyscy osiągnęli ten sam poziom i stali się na powrót dziećmi... Stąd poprowadzi ich jedna ta sama droga - droga do nieba...

Ten Dom jest Bramą...
przejściem do innego świata
Tu rzeczywistość
z fantazją się przeplata
Tu jest się dzieckiem
i starcem zarazem
Tutaj codzienność
ma tak wiele twarzy...
Choć świetna przeszłość
błyszczy na obrazach
żadnej dumy ni radości
już nie przysparza...
Teraz szczery uśmiech ważny
ciepły dotyk dłoni
i dobre, czułe słowo
co przed światem obroni

niedziela, 30 kwietnia 2017

Spełnianie życzeń - afirmacja "Szklanka Wody"

Oto obiecana afirmacja ze szklanką wody. Poniżej wszystko jest dokładnie opisane jak to robić. Całość skopiowałam ze strony "Złoty Wiek Gai" Od siebie dodam tylko, że kto wierzy w afirmowanie, w moc  myśli, to za pomocą metody ze szklanką wody może spełnić swoje życzenia!
A kto nie wierzy... to też dobrze. Moim zamiarem nie jest przekonywanie, namawianie kogokolwiek, żeby w to wierzył . Szanuję opinię wszystkich. Pomyślałam, że dla niektórych osób będzie to miłą ciekawostką, a poza tym szklanka wody rano i wieczorem... to samo zdrowie;)
Życzę Wam zatem spełniania życzeń, sama też muszę pomyśleć czego bym chciała;)

„Wyobraźnia jest początkiem tworzenia. Wyobrażasz sobie coś czego pragniesz, chcesz tego co sobie wyobrażasz i na końcu tworzysz to co chcesz.”  – George Bernard Shaw


Podczas zbierania informacji do seminarium online pt. „Jak sprawić zaawansowanymi technikami manifestacji, aby spełniły się marzenia” natrafiłem na bardzo interesującą metodę „manifestacji własnych życzeń” Vadima Zelanda i chciałbym się nią z wami podzielić.  Przetestowałem ją i poprosiłem też moich przyjaciół o to samo.  Namawiam was abyście przetestowali ją sami.  Technika manifestacji „Szklanka Wody” potrafi otworzyć wasze wewnętrzne umiejętności manifestacji/materializacji, pomóc rozwiązać najróżniejsze problemy i zwiększyć energię w osiągnięciu tego co chcecie, aby się spełniło w waszym życiu.
Weź kawałek papieru, albo kartkę-naklejkę i napisz na niej w formie afirmacji coś czego potrzebujesz, albo chcesz, aby się spełniło.  Jeżeli pracujesz nad jakimś projektem i potrzebujesz nowatorskich pomysłów, możesz napisać coś na wzór:  „Jestem pełen inspiracji i kreatywności.  Pozwalam swojej kreatywnej energii przepływać przez cały czas.  Kreatywność przychodzi do mnie naturalnie.  Przyciągam kreatywne pomysły przez cały czas.  Moje kreatywna istota pomaga mi wykorzystać cały mój potencjał.”   Może to brzmieć nieco naiwnie, jednak twój mózg i serce potrzebują usłyszeć o twoich potrzebach, aby znać kierunek, w którym podążać (więcej o tym, jak ludzki mózg i serce współgrają ze sobą jest w „Jak jest tworzone pole energetyczne ludzkiej aury i co zachowuje jego równowagę”.  Tytuł ang. – “How Human Aura Energy Field is Created and What Keeps it in Balance”).
Każdy rodzaj techniki kreatywnej wizualizacji lub manifestacji jest tylko szablonem myślokształtu, który pomaga ci lepiej komunikować się z wyższymi poziomami świadomości, aby osiągnąć twój cel.  Niemniej jednak nie musisz ograniczać się tylko do zdobycia kreatywnych pomysłów.  Możesz znaleźć wiele różnych afirmacji skierowanych na przyciągnięcie partnera, którego potrzebujesz w życiu, znalezienie lepszej pracy, stabilności/obfitości finansowej, a nawet rozwiązanie problemów zdrowotnych (włącznie ze schudnięciem).   Po prostu wybierz afirmację z obszaru życia, który chcesz poprawić i napisz ją.  Następnie weź ten kawałek papieru z afirmacją i przyczep go do szklanki z wodą (przypomnij sobie o eksperymentach z wodą przeprowadzonych przez Masaru Emoto).  Upewnij się że woda jest dobrej jakości.  Możesz również użyć swojego ulubionego kubka, lub filiżanki.  Jednak szklanka jest najbardziej odpowiednim naczyniem do tej techniki. Potrzyj swoje dłonie, aby zaktywować energię przepływającą w twoich rękach i umieść je dookoła szklanki z wodą (jest to jedna z łatwych metod, aby uaktywnić przepływ energii w twoich rękach). 
Wypowiedz afirmację na głos lub w myślach (jeżeli wypowiadasz ją na głos, nadajesz jej więcej mocy).  Powinieneś również wizualizować to, co zamierzasz osiągnąć podczas wysyłania energii do wody w szklance.  Energia płynie tam gdzie skupiasz swoją uwagę.  Więc, gdy kierujesz uwagę na szklance z wodą podczas wizualizowania swojego życzenia, ładujesz ją myślokształtem twojego życzenia.  Woda jest bardzo potężnym przewodnikiem energii informacji.  Następnie wypij tę wodę.  Powinieneś przeprowadzać tę technikę manifestacji każdego ranka ikażdego wieczoru zanim pójdziesz spać.
Ponadto wielu dietetyków zaleca, aby wypić jedną szklankę wody zaraz po przebudzeniu, więc możesz potraktować tę technikę manifestacji jako twoją poranną rutynę.  Dwa tygodnie powinny być wystarczające na małe życzenia, a większe mogą potrzebować do trzech miesięcy, lub dłużej w zależności od ich złożoności.  Twoja pozytywna intencja będzie ładować wodę w szklance i twoje ciało po tym jak wypijesz wodę (które nota bene składa się w 60-70% z wody) będzie naładowane energią, która pokieruje cię ku manifestacji twojego życzenia. Technika ta jest bardzo potężna.
„Żywe ciało nie jest rzeczą stałą, lecz czymś co płynie jak płomień lub wir wodny:  Kształt sam w sobie jest zachowany, jednak jego substancja jest strumieniem energii wpływającej przez jeden koniec i wypływającej przez drugi” – Alan Watts 
Kluczem jest to, aby być jak najbardziej konkretnym w swoich afirmacjach i celach.  Jeżeli chcesz kreatywnych pomysłów do projektów, wypowiedz to.   Jeżeli chcesz przyciągnąć partnera do swojego życia, powinieneś być w tym szczegółowy (jednak zapisanie więcej niż 7-miu cech osoby, którą chcesz przyciągnąć to już przesada).  Bądź realistyczny!  Chociaż twoje życzenie, aby zamanifestować milion dolarów do jutra może się spełnić po użyciu techniki „szklanki z wodą”, nie zapominaj, że musisz przynajmniej kupić los na loterię i również pamiętaj o syndromie nagłego bogactwa [stress wywołany nagłą zmianą stylu życia z powodu wygranej – kr].
Jeżeli masz kilka życzeń, które chciałbyś żeby się spełniły, to sugeruję przygotowanie osobnej szklanki wody na każde życzenie.  Mądrze jest też upewnić się, że nikt inny nie pije z tej samej szklanki przynajmniej do zakończenia okresu przeprowadzania tej techniki.  Twoje ręce posiadają 26 kanałów energetycznych i umieszczając dłonie dookoła szklanki z wodą lokalizujesz i zasilasz intencję, aby manifestować to co sobie życzysz.  Woda zapisuje informację, którą wysyłasz.  Po wypiciu wody, cząstki energo-informacyjne rozprzestrzenią się po całym twoim ciele i nastroją pole morfologiczne do nadawania intencji którą wprowadziłeś.  Nie przejmuj się, jeżeli na początku nie poczujesz wiązki energii pomiędzy dłońmi.  Odczuwanie przyjdzie wraz z praktyką.  Istnieje wiele technik, które pomogą ci w wyczuwaniu energii.  Woda jest bardzo delikatnym elementem i bardzo łatwo na nią wpłynąć energią z twoich rąk (nawet gdy świadomie jej jeszcze nie odczuwasz).  Życzę ci wszystkiego dobrego przy praktykowaniu tej potężnej techniki manifestacji i nie zapomnij podzielić się nią z twoimi bliskimi!
Fragment  przetłumaczył Bartosz, edycja Krystal

wtorek, 25 kwietnia 2017

Woda czuje!

zdj. z netu
Woda jest obecna w naszym życiu tak naturalnie, że większość ludzi nie zastanawia się nad jej istnieniem... Woda po prostu jest.
 Ale woda posiada tajemnice...

Naukowcy badają fenomen wody od niepamiętnych czasów. Niedawno odkryli nowy, czwarty stan skupienia wody – plazmę.  Dokonali tego przy pomocy zastosowania hipotezy mechaniki kwantowej tzw. zjawiska tunelowego. To bardzo ciekawe odkrycie i można poczytać o tym na fachowych stronach.
Na mnie ogromne wrażenie wywarła wiadomość, że woda czuje i posiada pamięć!
Wielu wybitnych światowych naukowców prowadziło eksperymenty z wodą. Japoński naukowiec Masaru Emoto wiele lat poświęcił na takie badania, w wyniku których napisał książkę „ Wieści z wody”
Woda w szklanych naczyniach była poddawana reakcjom na dźwięk, emocje, obrazy. Następnie była zamrażana i fotografowana pod mikroskopem elektronowym. Woda, która słuchała pięknych słów, wzniosłych uczuć, spokojnych, harmonijnych dźwięków, tworzyła piękne, regularne struktury – takie piękne gwiazdki. A woda wystawiona na działanie agresywnych słów, emocji i hewy metalowej muzyki, tworzyła brzydkie, nieregularne twory. 
Jest na yutube piękny, dokumentalny film „Woda. Wielka Tajemnica”. Jeśli ktoś jeszcze nie widział to szczerze polecam. Wszystko jest pokazane i opowiedziane ciekawie i pięknie. Wypowiadają się różni światowej sławy naukowcy. Okazuje się, że woda rejestruje i zapamiętuje wszystko i przechowuje te informacje... jak komputer.

Masaru Emoto uważa, że skoro wpływamy na wodę myślą, słowem... i ona zmienia się, to możemy to samo zasugerować sobie, wszak składamy się w większości z wody. W zależności od wieku od 70% do 80%, a nasz mózg aż z 86%  A jeśli tak to właśnie działa... to jesteśmy tacy jak nasze myśli.
Co o tym myślicie;)
W następnym wpisie podam fajną afirmację z wodą. Jest trochę długa, a tego skrócić nie można, bo żeby zadziałało, musi być cały, szczegółowy przepis,  

I jeszcze przypomniałam sobie, że jutro będzie rok jak założyłam bloga!
Chcę Wam Wszystkim Pięknie Podziękować:) Za to, że mnie odwiedzacie, czytacie, komentujecie...
Za to, że Jesteście! Gorąco Wszystkich Pozdrawiam:))) 


środa, 19 kwietnia 2017

Błękit w lesie


Było piękne popołudnie
a w lesie było tak cudnie
jakby niebo w zachwycie
rozdzieliło się w błękicie
i zaścieliło lasy
tworząc niebiańskie arrasy!


czwartek, 13 kwietnia 2017

Wielkanoc

Wielka Noc. Noc, którą Bóg podarował nam, abyśmy mogli zobaczyć, przekonać się, że śmierć nie jest końcem naszego istnienia, a tylko ziemskiego życia. Dusza wibruje w innej częstotliwości, jest światłem, miłością i nic nie może jej zniszczyć.
Jezus przyszedł, żeby wskazać nam drogę, dać wskazówki jak powinniśmy żyć... Mówił, że mamy wielką moc w sobie i jeśli nasza wiara będzie niezachwiana, to możemy dokonać wszystkiego. Jeden warunek - mamy kochać się nawzajem. A to okazuje się nie takie łatwe...


Życzę Wam kochani radosnych świąt Wielkiejnocy. Miłych spotkań z bliskimi, stuknięciem się jajkiem, milutkich kurczaczków i króliczków i oczywiście mokrego dyngusa, ale nie za mocno;)

piątek, 7 kwietnia 2017

Prawa człowieka dla rzeki!

Rzeka Whanganui zdj. Wikipedia
I jak tu nie wierzyć, że na ziemi następują zmiany...
 W Nowej Zelandii  Rzeka Whanganui otrzymała prawa człowieka!
15 marca 2017 parlament nowozelandzki uznał rzekę za "byt żywy"i nadał jej prawo jak w przypadku osoby niepełnoletniej. Tak więc rzeka ma od teraz dwóch opiekunów prawnych, rdzennych mieszkańców - jeden z plemienia, a drugi z rządu. Mogą oni składać skargi, broniąc rzekę przed złym traktowaniem, głównie zanieczyszczaniem.
Maorysi, rdzenni mieszkańcy Nowej Zelandii uważają, że ta rzeka jest ich przodkiem. Zawsze twierdzili, że rzeka żyje i ma swoją duszę. Domagali się uznania dla rzeki od roku 1873.
Teraz się doczekali. Podczas ogłaszania decyzji płakali ze szczęścia.
W ślad za Nową Zelandią już poszły Indie. Dwie rzeki - Ganges i Jamuna zyskały status "bytów żywych", którym przysługuje prawo.
Dobrze, że tak się stało, bo rzeki są bezkarnie zanieczyszczanie, a same się przecież nie obronią.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Czytać, czytać

Nie czytam tyle ile bym chciała, ale dostałam własnie zamówione książki z Polski. Cóż za radość dostać tyle książek na raz! Zwykle zamawiam w polskiej księgarni w UK, ale niestety nie wszystko tu mają.
Co czytam? Ano różnie, ale najbardziej lubię książki obyczajowe. Zamawiając sugeruję się tytułem i opisem, czasem z czyjegoś polecenia.
Oprócz powieści czytam wiedzę tajemną, która teraz, w tych czasach już wiedzą tajemną nie jest;) Mam na myśli książki o poszukiwaniu prawdy, o rozwoju duchowym. Te wybieram po wcześniej przeczytanych obszerniejszych fragmentach albo po wysłuchaniu wykładu autora na yutube.
Mam też wreszcie "Sekretne życie drzew"o którym już dużo się nasłuchałam. Będzie uczta;)


środa, 29 marca 2017

Wolni od strachu

zdj. Blessing of Nature
Strach to potężne narzędzie.
Wiedzą o tym dobrze przywódcy religijni i przywódcy państw. Przez całe wieki ludzkość była utrzymywana w stanie strachu. W wielu miejscach na ziemi nadal tak jest.  Zastraszonym społeczeństwem łatwo jest rządzić. Narzędzia strachu używają też rodzice czy nauczyciele, chociaż wydaje się to niewinne to jednak takie nie jest. Rodzice straszą nas od małego babą jagą, czarnym ludem itp. To zapada w podświadomość dziecka. Okres szkolny dla wielu dzieci jest okresem strachu przed odpytywaniami, klasówkami, egzaminami. Niektórym te wspomnienia w dorosłym życiu wkradają się w sny. Straszeni wizją choroby, zaczynamy się bać, serce zaczyna walić i nabawiamy się stresu. Nie rzadko sami sobie zasiewamy strach przed czymkolwiek, a zasiany szybko rośnie. Strach jest najszybszym z uczuć, bywa że najpierw się wystraszymy, a  dopiero potem okazuje się, że nie było ku temu powodu. Ciągle czymś straszeni, w końcu boimy się własnego cienia, bo jak dopuścimy do siebie strach to cień nagle ma rogi, ostrogi i ręce jak gałęzie.
A może by to tak odwrócić... Skoro wyobraźnia jest taka twórcza to skierujmy ją w drugą stronę. Pomyślmy, że cień jest naszym przyjacielem, towarzyszy nam kłaniając się z figlarnym uśmiechem.
Nie pozwalajmy strachowi się rozwinąć, bo tylko nam szkodzi.
Jeśli nas dopada z jakiegoś powodu, natychmiast przywołajmy w myślach dobre rzeczy, piękne obrazy. Każdy przechowuje w swoich wspomnieniach jakiś piękny, szczęśliwy obrazek ze swojego życia. Pomyślmy o nim intensywnie, a strach nie zasilany naszą uwagą rozpuści się, zniknie. Jeśli nie możemy sobie przypomnieć, to wystarczą nam powtarzane w myślach piękne słowa jak; miłość, radość, harmonia, światło... 

Ciekawa jestem czy podzielacie moje zdanie...   

piątek, 24 marca 2017

Emigracja - plusy

Anioł północy
Wszystko, co napisałam w poprzednim poście jest prawdą, którą odczułam na własnej skórze lub raczej na własnym sercu, duszy...
Doszłam jednak do wniosku, że mam obowiązek napisania także o plusach bycia emigrantem.
To prawda, że nie czujemy się u siebie, no... chociaż są tacy, co tak twierdzą i to już po paru miesiącach mieszkania za granicą. Szybko zapominają polskiego, na urlopy jeżdżą wyłącznie do egzotycznych krajów i otwarcie mówią, że Polska nic już ich nie obchodzi, bo Polakami się nie czują. Żal mi ich, bo nie wiedzą , co mówią.
Jeśli nie są Polakami, to przepraszam bardzo, ale kim są? Nikim. Bez tożsamości. Ale to nie jest temat o nich.
Plus Emigranta to łatwiejsze życie materialne. Na początku tak łatwo nie jest, ale to zależy od tego, do kogo się przyjechało i czy praca już czeka czy trzeba jej dopiero szukać. Polacy, wiadomo zaradny naród, więc z zarabianych tutaj pieniędzy, szybko potrafią odłożyć. A więc nie trzeba się martwić czy starczy do wypłaty, a jeszcze można pomyśleć o jakichś inwestycjach.  Są różnego rodzaju zasiłki od państwa np. wyrównują niski dochód, dają zasiłki na dzieci oprócz tzw. rodzinnego, dokładają do wynajętego mieszkania lub dają mieszkanie. Jeśli chodzi o zasiłki, to wśród rodaków nie brakuje roszczeniowców i oszustów, niestety.
Plusem jest wszechobecna tolerancja pod każdym względem. Ludzie są różnych nacji, różnego koloru skóry, a nikt nie musi czuć się inny z tego powodu. Także w kwestii ubraniowej jest ogromna różnorodność, ale nikt się za nikim nie ogląda i nie kręci głową, jak to widywałam w Polsce. W zimie często można zobaczyć osoby na krótki rękaw lub nawet w spodenkach, a jeszcze częściej w klapkach na gołych nogach. I nie zawsze są to młodzi. Pewnie jest im ciepło, bo dla jakiego innego powodu mieliby się tak ubierać. Tak samo jest z biżuterią, fryzurą, kolorem włosów itp. Nikt się nie dziwi. Każdy ma swój gust, ale nie narzuca go innym.
Plusem są wizyty u lekarzy. Wizyta jest zawsze umawiana na czas(może zdarzyć się kilkuminutowe opóźnienie, ale rzadko). Przeważnie lekarz przychodzi osobiście po swojego pacjenta na poczekalnię i zabiera go do gabinetu. Czasem lekarz prosi pacjenta za pomocą wyświetlacza, na którym ukazuje się nazwisko pacjenta i nr gabinetu. Nigdy nie spotkałam się ze znanymi mi z Polski kolejkami pod gabinetem, że kto za kim przyjdzie tak wejdzie. Zawsze może towarzyszyć rodzina. Lekarz traktuje pacjenta życzliwie i opiekuńczo.
Leki w Szkocji są za darmo, a w Anglii ryczałtowo 6 f za lek. Antykoncepcja darmowa wszędzie.
Plusem jest załatwianie spraw w Urzędach, gdzie klient/petent zawsze obsługiwany jest grzecznie, z uśmiechem, z szacunkiem.
Plusem i to wielkim jest kultura. Zwroty grzecznościowe; dziękuję, proszę, przepraszam używane są wszędzie i bez przerwy. Ludzie uśmiechają się do siebie, nie tylko znajomi, ale obcy ludzie kiedy się mijają wymieniają uśmiechy, a jeśli to jest gdzieś w plenerze to także z pozdrowieniem się. Kultura jest także na drodze wśród kierowców, chociaż teraz to już różnie bywa, bo nietutejszych jest sporo. Tutejsi zawsze ustąpią, wpuszczą z drogi podporządkowanej, nie zbliżą się maksymalnie do samochodu przed nim i nie rzucają wiązanką jak już im ktoś zajedzie drogę, najwyżej jednym wyrazem;)

Plus zawarty jest także w minusach poprzedniego wpisu „Emigranckie życie”. Doświadczanie tego procesu, przeżycia z nim związane, analizowanie, prowadzi nas – emigrantów do rozszerzenia świadomości życia. Widzimy szerzej i więcej... Samotność sprzyja rozmyślaniu i zagłębianiu się we wszystko... Stajemy się przez to innymi ludźmi, więcej rozumiemy. Swój kraj postrzegamy też inaczej, niż wtedy gdy mieszkaliśmy w nim.  Z perspektywy odległości, czasu, przemyśleń... widać lepiej, wyraźniej.

poniedziałek, 20 marca 2017

Wiosna przyszła!

Zaskoczyła mnie wiosna
jak co roku
weszłam do parku
wolnym krokiem
a tam cóż?
Kwiatuszki białe, żółte
dzwoneczkowe
z perlistą rosą
fioletowe
i lila róż!

Chciałam skakać jak dziecko
radośnie ;)
lecz czy to wypada
przy wiośnie
gdy jesień życia
wchodzi na bark?
Szłam więc powoli
i dostojnie
a kwiatki oczka
puszczały do mnie
czarując park;)

wtorek, 14 marca 2017

Emigranckie życie

Bycie Emigrantem to rozległe i głębokie doświadczenie. Życie Emigranta to złożony, niekończący się proces. Trudno jest to rozmienione na drobne życie wydobyć z głębokich pokładów, ująć w całość i ubrać w słowa.
Życie Emigranta to wiele żyć jednocześnie...  albo życie w innym wymiarze.
To są tęsknoty niezaspokojone i świadomość, że nie da się już ich zaspokoić...
Tęsknota... za domem... Ale gdzie jest Dom?
Na początku Emigrant wie – tęskni za krajem rodzinnym, za domem w Polsce.
Wkrótce miejsce tęsknoty wypełnia się wrażeniami z nowego świata. Emigrant  pozwala sobie na zachłyśnięcie się nowym życiem. Nowym światem, lepszym, łatwiejszym... Robieniem zakupów bez zwracania szczególnej uwagi na ceny. Wypłatę błyskawicznie przelicza w głowie na złotówki, a uzyskana przez pomnożenie kwota robi wrażenie! Wolne dni od pracy Emigrant przeznacza na  zwiedzanie nowego, pięknego kraju. Nie może się doczekać kiedy to wszystko opowie znajomym.
Czas szybko mija i nie wiadomo kiedy nadchodzi czas urlopu. Jest podekscytowany podróżą do Ojczyzny! Cóż za radość! Kupuje wszystkim prezenty, nie żałuje na nic. Emigrant wyobraża sobie te przyszłe wspaniałe spotkania z przyjaciółmi, ze znajomymi...
Szczęśliwy ląduje na rodowitej ziemi. Po wyjściu z lotniska trochę się dziwi, że napotykani ludzie nie uśmiechają się, ale to nic, jego radość wystarcza za wszystkich!
Pełen kipiącego entuzjazmu, w objęciach z bliskimi, jedzie w Polskę, ciesząc się widokami jak dziecko.
Urlop mija w zastraszającym tempie!
Gdzieś, w przebłyskach podświadomości Emigrant zdaje sobie sprawę, że lecąc do Polski, czuł radość powrotu do domu...
Ale on nie wrócił, on przybył tylko na chwilę...
Podczas spotkań, słucha rozmów z dziwnym uczuciem. Rodzina czy też znajomi planują jakieś spotkania, jakieś wyjazdy za tydzień, dwa lub za miesiąc...
 W pewnym momencie rozmawiają już poza nim, nie biorąc go pod uwagę, bo przecież już wyjedzie, już go nie będzie.
- Nie będzie mnie – myśli Emigranta przesuwają się też jakby poza nim... Czuje się niewidzialny, ale nie dostrzega w tym nic zabawnego.
Pora wracać do siebie.  DO SIEBIE?! Przez pierwszy tydzień po powrocie wszystko w nim krzyczy – CO JA TU ROBIĘ?!
Czuje wyobcowanie. Czytając o tym wcześniej, nie wiedział, że to boli...
Żeby nie zastanawiać się nad trudnymi pytaniami, rzuca się w wir pracy. Bierze wszelkie możliwe nadgodziny, nie ma czasu myśleć. Siłą rzeczy Emigrant oswaja się. Spotyka coraz więcej rodaków. Wymieniają poglądy, spostrzeżenia, dają sobie wzajemne rady odnośnie załatwiania różnych spraw. W grupie rodaków Emigrant czuje się najlepiej i nabiera nadziei na nie do końca sprecyzowaną przyszłość. Tymczasem kolejna wymarzona wizyta w Polsce. Pobytowi towarzyszy ogromna mieszanka uczuć. Radość Emigranta gaszona jest raz po raz. Starzy znajomi jakoś się rozmywają. Nie mają czasu albo mają  jakieś inne plany. Emigrant czuje się zbyteczny, odrzucony. Myślał, że wszystko będzie tak jak w chwili jego wyjazdu, ale przecież życie idzie do przodu, tylko że on nie bierze w nim udziału... Wytwarza się pustka,dół...   W miejscowym sklepie przy robieniu większych zakupów, zauważa zawistne oko niektórych osób, czasem słyszy komentarze, że chwali się kasą, a tu ludzie ciężko pracują.
Jest mu źle. Ludzie zazdroszczą mu, że ma pieniądze, a przecież on też ciężko pracuje, bardzo ciężko... Ludzie w jego kraju nie rozumieją go.
Tak tęsknił do tej swojskości, a tu patrzą na niego jak na obcego...
Wyobcowanie we własnym kraju... to boli jeszcze bardziej...
Nadchodzi koniec wakacji i czas odlotu. Emigrant nie potrafi sprecyzować co czuje, nie wie gdzie jest jego Dom... Już nigdzie nie czuje się u siebie... Po prostu mechanicznie czeka na samolot. Obserwuje żegnającą się rodzinę. Dziewczynka dziesięcio - może dwunastoletnia trzyma ramionami ojca z całych sił, a jej ciało wstrząsa szlochem rozpaczy. Matka próbuje ją pocieszać, bo ojciec musi już iść do odprawy...

Nasz Emigrant odwraca głowę, w której tłuką się myśli – za jaką cenę kupujemy pracę, lepsze materialne życie...

środa, 8 marca 2017

Sztuka nie oceniania


Umiejętność obserwowania
bez oceniania
jest najwyższą formą inteligencji


                      Jiddu Krishnamurti










Hmm... Czy można widzieć czyjeś wady i nie oceniać ich, nie krytykować? Nie oceniać w żaden sposób ani komentując głośno ani w myślach. Czy to jest w ogóle możliwe, czy tak potrafimy...
Ludzie, którzy zgłębili głęboką wiedzę, ludzie „przebudzeni duchowo” twierdzą, że można. I, że dopiero wtedy możemy żyć w pełnym komforcie, bez doznawania złych, niskich uczuć jak złość, zazdrość, zawiść, które nami targają i robią nam szkodę.
Za taki stan odpowiedzialne jest nasze ego(nadmiernie rozbudowane), nasz niższy umysł. To ono gromadzi i przechowuje te odczucia, aby w razie nadażającej się, sprzyjającej  sytuacji szybko je nam podsunąć. My, utażsamiając się z nimi, np. ze złością, zasilamy tę złość swoją energią i automatycznie wzmacniamy ją. Ta wzmocniona złość wróci do nas prędzej czy później, poprzez jakichś ludzi czy sytuacje, bo tak działa prawo przyczyny i skutku, dla wszystkich jednakowe.
Aby uwolnić się od tego, trzeba pracę zacząć od siebie. Pobyć tylko ze sobą, wsłuchać się w siebie, pokochać siebie... Zaakceptować się takim jakim się jest. Nie kochając siebie, nie możemy być szczęśliwi...
Przebywać często na łonie natury. Słuchać pięknej muzyki.
Telewizję, politykę i religię zamknąć i odesłać.
Wtedy zauważymy, że te czyjeś wady już nas nie irytują, właściwie wcale nas już nie obchodzą... Będziemy je postrzegać jako obserwator, ale bez emocji, bez oceny, z wewnętrzną wolnością...

Myślicie, że to możliwe?


niedziela, 5 marca 2017

Lubię starocie



Mam słabość do rzeczy, które ktoś wykonał ręcznie, lubię także starocie. Myślę, że każdy twórca w swoje dzieło wkłada trochę serca, a może nawet całkiem dużo. Nie wszystkie napotkane rzeczy, które mi się podobają od razu kupuję, ale od czasu do czasu coś muszę. Czasami coś dostaję w prezencie. Wszystkie niezmiernie mnie cieszą.



Mam dwa albumy do zdjęć, które wykonane są z jakichś egzotycznych, ale naturalnych materiałów.



To także egzotyczna, chyba tykwa do wody. Nie wiem co to za materiał, ale chyba rodzaj drewna. Góra jest otwierana

Obraz z worka

















Bardzo ładne pudełko, chyba bardzo stare, bo mapy wcale nie przypominają dzisiejszych


Ramka do zdjęcia wręcz mnie urzekła

Babciunia z papieru

A to rzeczy, które dostałam. Dwie filiżanki z podstawkami podarowała mi koleżanka Jola. Są one wykonane  z gliny z odciśniętymi prawdziwymi liśćmi, przez znajomych mojej koleżanki.





                   

Niedawno dostałam od mojej tesciowej, która robiła remonty w domu i pozbywała się różności. Oryginalna butelka z oliwą z oliwek, ciągle zalakowana i puszka (chyba z gliny) z musztardą też nie użyta jeszcze, ale raczej tez się nie skuszę ;)



Na koniec angielska ozdoba w kształcie wszechobecnego czajnika do herbaty. Na czajniki to swoją drogą osobny wpis potrzebny


sobota, 25 lutego 2017

Dzień, w którym komputer napisał powieść

W Japonii od roku 2013 jest organizowany konkurs literacki o nagrodę Shinichiego Hoshi, jednego z najlepszych pisarzy science-fiction. W ubiegłym roku dopuszczono do konkursu prace z udziałem sztucznej inteligencji. Jurorzy podczas czytania nie znają nazwisk autorów (żeby nie było kumoterstwa). Do konkursu nadesłano 1450 tytułów. Okazało się, że przez pierwszy z czterech etapów selekcji przeszła książka o tytule "Dzień, w którym komputer napisał książkę" napisaną przez... komputer!
Co prawda, program napisali ludzie z ogólnym zarysem powieści, ale całość składał i pisał komputer. Członkowie Komisji uznali, że fabuła jest dobra. Zastrzeżenia mieli tylko do zbyt mało rozbudowanych postaci. Nie zorientowali się, że powieść napisała maszyna...  Zakończenie książki brzmi tak;
 „Wiłem się z radości, której doświadczyłem pierwszy raz i pisałem wciąż w pełnym podnieceniu. Dzień, w którym komputer napisał powieść. Komputer, kładąc nacisk na dążenie do własnej radości, przestał pracować dla ludzi” 
Czy powinniśmy się bać? Wszak komputerom powierzamy coraz więcej i we wszystkich dziedzinach. Są coraz inteligentniejsze, rozwijają się. A my ludzie stajemy się wygodni. Sporo z nas ogranicza się do kontaktu z ekranikiem, który usłużnie podsuwa nam domyślne wyrazy, zwroty... Pomaga nam, ale może kiedyś uznać, że jest mądrzejszy... Gdzieś przeczytałam zdanie "Albo będziemy czytać książki albo ślad po nas nie zostanie"  Jak tak rozejrzeć się po ludziach w publicznych miejscach... Wszyscy mają ręce przyspawane do komórek, są jak w transie... Nasuwa się pytanie - czy ci ludzie jeszcze samodzielnie myślą, czy to już komputer za nich...
My ludzie jesteśmy wyjątkowi poprzez odczuwanie uczuć... żebyśmy tylko potrafili żywić te dobre uczucia do siebie, wzajemnie...

poniedziałek, 13 lutego 2017

Komentarz do "Przygody z angielskim"

Pozwolicie, że odpowiem Wszystkim jednocześnie, gdyż każdy zastanawia się nad tym samym - Co Manuel mi pokazywał?
Tak naprawdę nie mam pewności, bo on wkrótce po tym wydarzeniu, zwolnił się z pracy i więcej go nie widziałam. Ale rozmawiałam o tym z różnymi osobami z pracy(Polakami) i wszystko wskazywało na samochód, który Manuel kupił od zaprzyjaźnionego Polaka. A owo magiczne słówko było w nazwie samochodu. No, bo za oknem oprócz samochodów były tylko kwiatowe rabatki. Żadnej ukrytej torby ze wspomnianym trunkiem, ani śladu ha ha ha
Oczywiście, nie zamierzałam pić tego wyobrażonego przeze mnie spirytusu - chyba oczy wyszłyby mi z orbit! Chciałam tylko odwieść Manuela od tego pomysłu, podążając za nim, rozpaczliwie szukałam odpowiednich do tego słów po angielsku.
Jestem na krótkim urlopie, ale jutro wszystkich Was odwiedzę - obiecuję:)

sobota, 11 lutego 2017

Przygody z angielskim

W Anglii pracowałam od niedawna. Mój angielski powiedzmy, że był komunikatywny. Pewnego dnia w pracy zagadnął mnie czarnoskóry kolega. Było z niego kawał chłopa, a na imię przy tym miał Manuel, jak ten motylek z bajki.
- Hi (Cześć)
- Hi
- How are you? (Jak się masz?)
- I'm fine, thank you. And you? (Dobrze, dziękuję. A ty jak się masz?)
- Very good.(Bardzo dobrze)
- What your name? (Jak masz na imię?)
- Maria. 
- Ooo, Marija! Nice, very nice.(Bardzo ładnie)
- My name is Manuel.
I zaszczycił mnie szerokim uśmiechem, ukazując bielutkie zęby, jak z reklamy.
- Manuel - powtórzyłam niedowierzająco, mając przed oczami wspomnianego motylka.
- Where are you from?( Skąd jesteś?) - zapytałam.
- Nigeria. Are you  Polish?( Z Nigerii. Ty jesteś Polką?)
- Yes. I am. (Tak)
- I like Poland! I like polish people. I like you - Marija - rozkręcał się Manuel.
 Przy czym zaczął mówić szybko i dużo. Nie wiele z tego rozumiałam, mój komunikatywny angielski nie nadążał. Przytakiwałam, wyłapując znajome wyrazy "like" "polish". W następnej porcji zdań zaczął powtarzać jakieś bliżej nieokreślone "sprit" albo "spirit". Nagle ucichł i zdałam sobie sprawę, że chyba oczekuje ode mnie jakiejś reakcji.
Poprosiłam, żeby powtórzył powoli, licząc na jakiś cud zrozumienia.
Manuel z ochotą powtórzył, że lubi Polaków i że ma polskich przyjaciół. Potem dodał, że lubi polski... w tym miejscu użył znów tego wyrazu "sprit".

Nagle mnie olśniło - Lubi polski spirytus!
- Do you like polish drink? (Lubisz polskie napoje?)- chciałam się upewnić
- Yea... I like it. Polish drink is very good.(Tak, są bardzo dobre) - pochwalił Manuel.
- Polish drink is very strong(polskie napoje są mocne) - straszę go i czekam na reakcję.
- No - zbagatelizował moje słowa.
- Not strong... hevi...? - nie dowierzam
- No. Marija do you like... Dalej nie zrozumiałam, no ale przecież już wiedziałam, że rozmowa toczy się o polskim alkoholu, odpowiedziałam więc wzruszając lekko ramionami - Sometimes (czasami)
- Marija com with me. I have got...(chodź ze mną, ja mam, dostałem...)
Manuel widząc moje niezdecydowanie, zapewniał mnie, że to nie daleko i zajmie tylko małą chwilę.
Ja stałam sparaliżowana!  Manuel przyniósł do pracy polski spirytus! I chce mnie nim poczęstować...
Boże, może to chociaż tylko wódka! - myślę gorączkowo. A on czeka całkiem spokojny, uśmiechnięty. Widzę, że się nie przejmuje. Jak można być takim lekkomyślnym... - nie dowierzam. Chcę mu powiedzieć, że nie wolno, ale nie wiem jak. Poza tym, jeśli ktoś usłyszy tą rozmowę, to od razu się wyda... 
Idę! Trudno, przecież muszę mu jakoś wytłumaczyć, że nie wolno... alkohol w pracy... - miałam burzę w mózgu - Do tego spirytus! Żeby chociaż nie polski... jak się wyda, będzie na nas...
A Manuel podszedł do dużych, oszklonych drzwi. Idąc w jego kierunku, bacznie zerkam po kątach w poszukiwaniu trefnego towaru.
- No chodź, zobacz -  bardzo z siebie zadowolony, pokazywał mi coś za oknem.
Popatrzyłam za szybę jak przysłowiowy wół na malowane wrota! Nic sensownego nie zobaczyłam. Zupełnie nie wiedziałam o co chodzi. Za oknem rosły krzewy, klomby z kwiatami i stało kilka samochodów na parkingu. Żadnej ukrytej torby.
- I co, podoba ci się? - zapytał roześmiany Manuel
Całkiem zbita z tropu, przytaknęłam tak, żeby do wszystkiego pasowało i pod pozorem śpieszenia się do zostawionej pracy, oddaliłam się czym prędzej. Musiałam ostudzić polskie myślenie;)
 

niedziela, 5 lutego 2017

Złota Liczba, Boska Proporcja

Słoneczniki to piękne kwiaty (zdj. internet)...
Widziałam kiedyś program o Boskiej Proporcji.
Pokaz zaczął się od szczegółowego przyjrzenia się słonecznikom. Zrobiło to na mnie tak wielkie wrażenie, że od tamtej pory inaczej patrzę na te słoneczka.
Ziarenka słoneczników ułożone są w krzyżujące się spirale, osiem spirali w jedną stronę i trzynaście spirali w drugą stronę.
Złota liczba. Tajemniczy ciąg Fibonacciego czyli liczba Fi. Polega ona na tym, że każda następna liczba powstaje w wyniku zsumowania dwóch poprzednich czyli
0,1,1,2,3,5,8,13,21,34,55 itd.
Boska Proporcja 1:1,618
Zainteresowanych odsyłam do fachowych stron, których na ten temat jest sporo. Ja z matematyką zawsze byłam na bakier, ale zdaje się, że cały świat z niej się składa, ba cały wszechświat!
 Wszystko zbudowane jest wg. wzoru Boskiej proporcji. Wszystko - Płatki kwiatów, liście, szyszki, muszle... Zwierzęta. Ludzkie ciało, Układ Słoneczny, Spirale Galaktyk... Muzyka.
Wszechświat to cudowna harmonia. Może to tylko my ludzie ją zaburzamy...




czwartek, 26 stycznia 2017

Zima

Zdjęcie z internetu - kartki.pl
Ten pierwszy wiersz napisałam już dano temu, ale często przypominam sobie tamto zauroczenie zimą












Płaty śniegu na drzewach
iskrzą srebrem
Mróz trzyma
Zima.
Usypane zaspy na polach
śpi przykryta ozimina
Zima.
Sople wiszą pod dachem
i sikorki tańczą przy słoninach
Zima.
Koń biegnący, rzuca śnieg kopytami
a w saniach ojciec powozi lejcami
Dookoła piękna kraina...
Zima.

Wiem, że zima niesie ze sobą utrudnienia, niedogodności, ale ja,kiedy słyszę zima,to zawsze mam przed oczami piękne, czarodziejskie widoki.
Tutaj, niestety, tych widoków nie mam. Czasem jakąś namiastkę i nawet wtedy czuję te achy;)


Witaj zimowy lesie


Ach, witaj mi czarujący lesie!
Witajcie dumne w orszaku drzewa!
To pozdrowienie niech się niesie,
po lesie całym niech rozbrzmiewa!

Dziś na gałązkach zimowe szaty.
Sukienki o świerkowej zieleni
przybrano w srebro i brokaty,
co srebrzy się cudnie i mieni.

Promienne słońce drzewa oświetla
- na dwornej scenie stoją strojni.
Pokazują zimowy spektakl
dla zachwyconej wprost widowni!