Translate

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Ziemia - nasz kosmiczny statek


Zdj net "crazy nauka"

A jeśli jest tak, że lecimy bez pilota jak na tej komedii...
Każdy wie, że na naszej Ziemi panuje chaos i harmider jak w tym filmowym samolocie. Tylko, że to nie jest komedia...

Światowi przywódcy są zajęci walką o przywództwo.
Rządzący państwami, sąsiadujące kraje uważają za potencjalnych wrogów i bronią się przed nimi... atakowaniem ich. Przecież najlepszą obroną jest atak.
Partie polityczne w każdym państwie walczą między sobą, bo każdy rwie się do władzy. Żeby poczuć jej smak, żeby mieć kontrolę nad ludźmi, żeby mieć dostęp do nielimitowanej państwowej kasy...
Religie w większości dążą do tego samego. Zarządzanie ludźmi, władza, pieniądze.
Wielcy światowi biznesmeni dla własnych korzyści  nie wahają się przed wyzyskiem ludzi, nawet nieletnich dzieci...
Wielkie korporacje wciskają swój towar ludziom, państwom, wyzyskując ich bez żadnych skrupułów.
Zwyczajni ludzie, po sąsiedzku też nie życzą sobie najlepiej. Czyż w "Modlitwie Polaka" nie ma częściowo gorzkiej prawdy...
Ziemia ograbiana jest ze wszystkiego. Eksploatacja bogactw naturalnych odbywa się do dna, do cna, przy okazji niszczy się okoliczne środowisko, bo kto by się przejmował czymś co już nie daje zysku.

Zwierzęta hodowane na mięso, trzymane są w urągających warunkach, bo trzeba szybciej i więcej sprzedać. One się nie poskarżą, nie wyjdą w proteście na ulicę... A one tak samo czują...

 Ziemia woła o pomoc...
Czy w ogóle ktoś trzyma ster...

Kochajmy Ziemię.  To jest Dom nas wszystkich. Myślmy o Niej z szacunkiem i miłością każdego dnia, choćby parę minut i o sobie nawzajem także...
Tyle zła nagromadziło się na naszej planecie...
Wysyłajmy Jej wsparcie  w pozytywnych, ciepłych myślach... One rozpuszczają zło...


Nie umieraj Ziemio

Jesteś taka piękna Ziemio
z niebieskością wód
i lasów zielenią
z wyniosłością gór
z podniebną przestrzenią

Jesteś naszą Matką - Ziemio
dajesz życie - najpiękniejszy cud!
wszystkie stworzenia to cenią
tylko człowiek...zranił cię jak tylko mógł
ale wybacz, jak wybacza Matka
ona przecież kocha do ostatka
daj nam szansę naprawienia szkody
posadzimy drzewa, oczyścimy wody
nasze myśli i czyny się zmienią
tylko... nie umieraj Ziemio


wtorek, 8 sierpnia 2017

Ja na twoim miejscu...




Ja na twoim miejscu to bym postąpiła inaczej...
Na twoim miejscu to nie tak bym to zrobił...
Ooo! Na twoim miejscu to ja bym...!

Na pewno każdy z Was spotkał takich ludzi, którzy bardzo chętnie  używają tego zwrotu. Są przekonani, że lepiej pokierowaliby sprawami innych, korzystniej rozegraliby niejedną sytuację. I z każdej opresji wyszliby zwycięsko.

Ale czy można być na czyimś miejscu?

Nie można. Nie można być na czyimś miejscu ani mieć czyichś zdarzeń.
Każdy z nas ma swój własny świat. Nie ma dwóch takich samych.  
Chociaż wszyscy jesteśmy w jakiś sposób podobni, to jednak każdy z nas jest inny.
Wszyscy idziemy w tym samym kierunku, do tego samego celu zmierzamy, jednak drogi mamy zupełnie inne.   Inne wyzwania, inne przeszkody do pokonania, inne wyznaczone zdarzenia do przeżycia...
Każdy jest na innym etapie tej trasy, więc nie może być tak samo.
Nie można wejść na czyjeś miejsce i zmienić sprawę w jego życiu po swojemu.

Szanujmy świat innego człowieka, on jest tak samo wyjątkowy i wspaniały jak nasz, tylko patrząc z zewnątrz tego nie widzimy.

A każdy napotkany w życiu człowiek niesie dla nas jakąś ważną informację... o nas samych...

 


czwartek, 27 lipca 2017

David Garrett - AIR (Johann Sebastian Bach).



      Jest takie miejsce...

    gdzieś
    pomiędzy słońcem,
    a księżycem...
    pomiędzy tym co było,
    a tym co będzie...
    pomiędzy
    wszystkim i niczym... 
    pomiędzy nigdzie i wszędzie
    jest takie miejsce...

    Tam 
    niezmącona trwa cisza
    w kolebce życia
    i pięknym blaskiem
    emanuje serce... 
    

czwartek, 20 lipca 2017

Jak rutyna potrafi zwieść




Czy zdarzyło wam się kiedyś iść do pracy, chociaż nie było takiej potrzeby, bo dzień był jak najbardziej wolnym dniem?

Ja wczoraj poszłam do pracy o godzinę wcześniej i nie od razu się w tym zorientowałam, jako że Dom jest „otwarty” zawsze. Dopiero po pewnym czasie coś zaczęło mi się nie zgadzać. Było trochę śmiechu i mogłam godzinę wcześniej iść do domu.
 W związku z tym przypomniały mi się różne historie.

 Kilka razy zdarzyło się, że wstałam, zaczęłam przygotowania, zrobiłam kanapki, ale jakoś w porę ocknęłam się, że jest niedziela. Teraz pracuję co drugi tydzień inaczej, więc budzik na wszelki wypadek zawsze mam włączony. Gdy się budzę, to przez chwilę  upewniam się, że dzień jest wolny i dopiero zasypiam dalej.
Moja siostra lubiła popołudniowe drzemki. Kiedyś po takiej drzemce zerknęła na zegarek – była szósta. Przekonana, że to szósta rano(wstawała o wpół do szóstej), zerwała się, wrzuciła szybszy bieg żeby się wyrobić i w pośpiechu wypadła z domu. Była jesień, więc na dworze o tej godzinie było tak samo. Po drodze siostra wstępowała po koleżankę, z którą razem pracowały i tam u tej koleżanki, po długich  dyskusjach wyjaśniło się, że jednak nie jest rano tylko wieczór! Ale nie tak łatwo było przekonać siostrę, dopiero dobranocka w tv potwierdziła rację koleżanki.

Bardzo dawno temu miałam sąsiada, który nie używał budzika ani nawet zegarka, bo orientował się doskonale i bez tych wynalazków.
Budził się automatycznie o piątej i to był właściwy czas, aby się oporządzić, zebrać i wyjść na oddalony o trzy kilometry PKeS.
Kiedy sąsiad przychodził na przystanek, w kilku oknach pobliskich domów zwykle świeciło się już światło. Pewnego dnia wstał jak co dzień na wyczucie, ogarnął się i wyruszył na autobus. Na miejscu trochę się zdziwił, że w żadnym oknie nie świeciło się jeszcze światło(lamp ulicznych na wsi jeszcze wtedy nie było), ale nie tak bardzo, bo w tamtych czasach elektrownia często wyłączała prąd. Usiadł na ławeczkę, zapalił sporta i cierpliwie czekał. Po jakimś czasie spalił jeszcze trzy papierosy, ale autobusu ni widu ni słychu.   Sąsiad był człowiekiem spokojnego i wesołego usposobienia, ale tym razem zaczął się denerwować.
- Nic, tylko pekaes się popsuł – pomyślał z rezygnacją, zapalając kolejnego sporta. Od długiego czekania czuł przenikający go jesienny ziąb. Powziął decyzję o powrocie do domu, podczas gdy  nieopodal zapaliło się światełko w oknie. Po chwili w następnym domu i jeszcze gdzieś dalej. Pomyślał, że elektrownia włączyła światło, ale coś tu się nie zgadzało – światło powinno zapalić się wszędzie jednocześnie…
Po chwili rozbłysło światło na podwórku w pobliżu przystanku. Był to znak, że gospodarz wyszedł na zewnątrz. Mój sąsiad był człowiekiem kontaktowym i znał się ze wszystkimi, więc udał się na pogawędkę.
Na jego „dzień dobry” gospodarz aż podskoczył.
- Ale mnie wystraszyłeś! Co ty tak wcześnie tu robisz?
- Wcześnie? – zdziwił się mój sąsiad – A która godzina teraz?
- Za dziesięć piąta.
- Ku..a! – skomentował sąsiad w jedynie słuszny i uzasadniony sposób w zaistniałej sytuacji.
Do autobusu było jeszcze dwie godziny czasu!
To o której ty wstałeś chłopie?! – zapytał nagle rozbawiony gospodarz i zaprosił mojego sasiada na gorącą herbatę.

I tak tamtego dnia sąsiad kupił sobie zegarek. 

niedziela, 9 lipca 2017

Najlepszy dywizjon RAFu


https://www.youtube.com/watch?v=H-NFLiqt4eg

Dywizjon 303 | Ci cholerni cudzoziemcy | Bloody Foreigners The Battle of Britain


Podążając śladami Polaków


Chciałam zamieścić na blogu film, który jest streszczeniem filmu "Ci cholerni cudoziemcy" ale nie udało mi się. (technika to nie jest moja mocna strona)
Podaję link do całego dokumentalnego filmu z polskim lektorem.  Film trwa 50 minut. Jeśli ktoś nie oglądał to szczerze polecam - ja obejrzałam kilka razy. Jest to historia bitwy o Anglię, ale pokazana od podszewki - przemilczana historia...


      Do wzgórza nad kanałem La Manche mam blisko, zaledwie pół godziny samochodem. Bywam tam co jakiś czas, żeby posiedzieć w ciszy...


Jest takie miejsce nad kanałem La Manche,
teraz tam taka cisza trwa...
Na błękitnym niebie latają tylko ptaki
ciesząc się wolnością...
Biały motyl przysiadł
na drzemiącym wśród stokrotek samolocie...
W dole morze szumi historyczną pieśń
unosząc w górę bryzę aż na urwisty brzeg...






Na tablicach doliczyłam się dużo ponad sto polskich nazwisk, nie mogłam ich tutaj wszystkich umieścić, więc chociaż symbolicznie. No i umknęło mi gdzieś nazwisko słynnego Josefa Frantiska -  Czecha w polskim dywizjonie.

piątek, 30 czerwca 2017

Skąd jesteś? - zapytał, przyjmując postawę na baczność. - Jestem z Polski - odpowiedziałam

 

  Czasami spotykają nas takie sytuacje, które w jednej chwili zwalają nas z nóg. Chcę wam opowiedzieć o jednej z nich.
Mieszkałam w Szkocji od kilku miesięcy. Nie zawsze było łatwo, miewałam okresy, kiedy bardziej odczuwałam wyobcowanie. Mój język angielski był ledwie co komunikatywny. Pracowałam w Domu Opieki jako sprzątaczka. Nas - Polaków pracowało tam więcej, ale relacje między rodakami bywały różne, powiedzmy, że mało wspomagające się nawzajem. Ciągle krążyły jakieś obgadywania za plecami, wzajemne donoszenia do szefostwa. Przygnębiało mnie to i chodząc z moim wózkiem od pokoju do pokoju, zastanawiałam się nad nami Polakami... Dlaczego tacy jesteśmy...
Pokoje w tym czasie były puste, bo była pora lunchu. Ale pielęgniarka mijając mnie na korytarzu, wspomniała, że w jednym pokoju jest nowy rezydent, który dopiero co przybył. Dodała, że będzie w D.O. przez tydzień -  "na próbę",  żeby jego córka mogła zobaczyć jak to będzie. Odwiedziłam jego pokój, pytając czy potrzebuje posprzątania. Mężczyzna nie był bardzo stary, ale miał poważną demencję. Przywitał się ze mną, podziękował z uśmiechem za moje dobre chęci, ale do sprzątania jeszcze nic nie było. Pożegnałam się i poszłam do następnego pokoju. Zdążyłam zamknąć za sobą drzwi, gdy rozległo się pukanie. Otworzyłam drzwi. Na korytarzu stał dopiero co poznany pan.

- Skąd jesteś? - zapytał, przyjmując postawę na baczność. Wzrokiem błądził,  jakby szukał czegoś w myślach.
- Jestem z Polski - odpowiedziałam przyjaźnie, gotowa na krótką rozmówkę.
W wyprostowanej pozycji(na tyle na ile mu wiek pozwalał), z rękami wzdłuż ciała, trochę zabawnie wyglądał...

- Jeszcze Polska nie zginęła puki my żyjemy! - rozbrzmiało nagle jak grom z jasnego nieba.

Stałam zszokowana, a nogi się pode mną ugięły. Zdążyła przemknąć mi myśl jak błyskawica, że ów pan nauczył się od kogoś jednego zdania i chciał mi zaimponować polskim, bo tak się często zdarzało.

- Co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy!- śpiewał dalej mocnym głosem.

Patrzył na mnie czy też poza mnie rozmytym wzrokiem i już go nie podejrzewałam o popisywanie się.

- Marsz, marsz Dąbrowski
z ziemi włoskiej do Polski...

Stałam jak zahipnotyzowana! Targnęły mną najrozmaitsze emocje. Wzruszenie ścisnęło mi gardło i ledwie powstrzymywałam łzy. Miejsce i sytuacja w jakiej się nagle w takim miejscu znalazłam  była nie do objęcia jedną myślą. Ten widok był niesamowity! Na długim, pustym korytarzu w Domu Opieki, w obcym państwie, starszy człowiek z demencją stał na baczność i śpiewał mój narodowy hymn! Śpiewał go dla mnie!

- Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę
będziem Polakami....

Rozkleiłam się i łzy pociekły mi po twarzy, ale nie spuszczałam z niego oczu. Poczułam dla niego wielki podziw, bo to nie była wygodna pozycja dla starego człowieka, a jednak stał nie zachwianie i nie przestał śpiewać dopuki nie skończył wszystkich zwrotek. Ja - Polka tyle nie umiałam. Wtedy ten polski hymn, zniekształcony angielskim akcentem, był dla mnie najpiękniej odśpiewanym hymnem jaki kiedykolwiek słyszałam. Stałam na baczność naprzeciw "dziadka", lekceważąc spływające łzy, sprzątanie i całą resztę.
Kiedy skończył śpiewać, powiedział dziękuję i poszedł do swojego pokoju jakby nigdy nic. Wyrwałam się z osłupienia i poszłam za nim. Podziękowałam mu i zapytałam czy jest Polakiem?. Zaprzeczył.  Zapytałam czy ma polskich przyjaciół? Zaprzeczył ponownie. Siadając na łóżku powiedział, że jest zmęczony i że chce się położyć, więc wyszłam.
Ciągle oszołomiona, poleciałam zapytać  pielęgniarkę, czy ten nowy rezydent nie jest przypadkiem Polakiem? I opowiedziałam jej o hymnie Polski. Roześmiała się mówiąc, że ludzie uczą się różnych rzeczy, to pewnie on też się nauczył, ale jest Szkotem, a nie Polakiem.
Poszłam podzielić się tym, co się wydarzyło z moimi rodakami. Skomentowali podobnie jak pielęgniarka -  pewnie się od kogoś nauczył. Mnie to nie przekonywało. To nie jest taka łatwa rzecz dla obcokrajowca nauczyć się tak długiego hymnu.
Postanowiłam, że następnego dnia poproszę go, aby mi opowiedział jak to z tą mauką było. I miałam nadzieję, że jego pamięć będzie to miała w swoim zapisie.

 Ale pokój był już pusty! Pielęgniarka wyjaśniła mi, że córka tego pana zmieniła zdanie. Przyjechała i zabrała go jeszcze poprzedniego dnia po południu. Zrobiło mi się smutno. Tak chciałam z nim porozmawiać...
Potem pomyślałam, że całe to zdarzenie było jak jeden z nie wyjaśnionych cudów. To nie było normalne. To było tak, jakby ten starszy pan pojawił się tam specjalnie, żeby odśpiewać dla mnie hymn mojego narodu.


środa, 28 czerwca 2017

Życie zapisane w dacie narodzin

Nic w naszym życiu nie jest przypadkowe, począwszy od dnia naszych narodzin. Dzień w którym przychodzimy na świat nie jest przypadkowym dniem. Rodzimy się w przypisanym dla nas dniu, który jak niektórzy twierdzą, wybieramy sobie sami(nasza dusza). Taką datę, której liczby są dla nas najlepszą ścieżką do dalszego rozwoju. W chwili narodzin oddziałuje na nas określona wibracja tych konkretnych liczb, które zawierają w sobie napęd i przekaz naszego przyszłego życia. Ponadto imię, które nam nadano razem z nazwiskiem(rodowym) są narzędziami do rozwijania zdolności, zainteresowań,  które w nas drzemią. Poszczególnym literom odpowiadają konkretne liczby. Przy czym samogłoski mają inne znaczenie, a spółgłoski inne. Zresztą podobno imię także nie jest przypadkiem, jak nam się wydaje. Sama znam dwa przypadki, gdzie imie dziecka w domu było uzgodnione od dawna, a w szpitalu nagle mama podała całkiem inne, nie wiedząc czemu.
Nauka o numerologii jest bardzo rozległa i bardzo stara, sięgająca Egipcjan, Fenicjan i Sumerów. Podwalinę pod dzisiejszą numerologię stworzył Pitagoras, który uważał że liczbami można cały świat zmierzyć i określić.
Każdy z nas po zsumowaniu swojej daty urodzin aż do pojedynczej liczby, może poznać swój życiowy numer.
Np.  dzisiejsza data      27.06.2017.       2+7+0+6+2+0+1+7= 25   2+5= 7
W tym przypadku jest to numer 7 - siódemka. Oprócz liczb zwykłych(pojedyńczych jak np. 7) są liczby mistrzowskie. Jeśli po zsumowaniu całej daty urodzin, otrzymujemy ostatnie dwie cyfry takie same, to już ich nie dodajemy. To są właśnie liczby mistrzowskie(doskonałe); 11, 22, 33, 44. Osoby z pod tych liczb są bardziej uzdolnione, uduchowione, oświecone, więc ich życie jest "piękniejsze", ale są także obarczone większą odpowiedzialnością(nie tylko za siebie). Bywa, że osoba z numerem mistrzowskim nie radzi sobie z tym i wtedy zaczyna wibrować negatywnie.
Na stronach wróżek można przeczytać swoje numerologiczne horoskopy. Można też zamówić sobie szczegółowy portret numerologiczny. Najlepiej znać jeszcze godzinę swoich narodzin. Dobry numerolog może nawet "poprawić" na lepsze nasze życiowe wibracje, przez dodanie nam dodatkowego imienia.
A czy zdarza wam się zauważać co jakiś czas albo często widzieć powtarzające się cyfry np. na zegarku 11:11, 17:17 czy 21:21 ? Mogą być też różne kombinacje cyfr, możemy widzieć je w różnych miejscach(nie tylko na zegarku), ale jeśli powtarzają się takie same, to oznacza, że nasz Anioł czy inny świetlny Opiekun próbuje nam zwrócić na coś ważnego uwagę. Na coś, co w tym czasie dzieje się w naszym życiu. Chce nam pomóc w dobrym wyborze decyzji, przed którą stoimy.
Odpowiedzi na takie powtarzające się cyfry też możemy znaleźć. Rozmawiajmy więc z naszymi Aniołami, prośmy ich o opiekę, o wskazówki którą iść drogą, gdy staniejemy czasem na rozstajach.  Jakby ktoś był zainteresowany, to podaję link do strony - jednej z wielu stron wróżek.    http://prosperita.edu.pl/index.html
A wróżki w tych czasach to bardzo wykształcone osoby, oczywiście z wrodzonymi cechami w tym kierunku. Jestem bardzo ciekawa waszego zdania w tym temacie, a może ktoś ma jakieś doświadczenia...

niedziela, 18 czerwca 2017

Przesilenie letnie

Te cudne zdjęcia są z netu - Pixabay. Pierwsze - Stonehenge w Anglii

Bardzo Wam wszystkim dziękuję za komentarze pod ostatnim postem. Spędziłam cudowny czas z moimi dziećmi i wnuczętami. Cieszyliśmy się sobą, czerpiąc z danego nam czasu każdą chwilę. Prowadziliśmy rozmowy, snuliśmy opowieści, były też żarty i zabawy.  A potem, jak goście wyjechali, zakradł się smutek.  Na to za dużo poradzić nie można. Trzeba pozwolić smutkowi pobyć, żeby mógł przejść... Wróciłam do pracy. Jak powszechnie wiadomo, gdy człowiek weźmie się za robotę, to szybko wraca do swojego trybu w dużym kole;)
Tymczasem czas poleciał jakby beze mnie i już jest druga połowa czerwca! Wkrótce przesilenie letnie. Ziemia wychyli swoją oś maksymalnie w kierunku słońca swoją północną stroną. Słońce rozpostrze promienie na zwrotniku Raka. A dla ludzi Północy, słońce wcale nie będzie zachodzić. Najkrótsza noc w roku z 20 na 21 czerwca. W tym roku przesilenie nastąpi o 6:24. Przesilenie czerwcowe to magiczne święto - sabat Litha.  Litha to zwycięstwo światła nad ciemnością, dnia nad nocą. Noc poświęcona jest żywiołom wody i ognia, które posiadają oczyszczającą moc. Tej nocy należy odprawiać rytuały na rzecz powodzenia w życiu miłosnym, robić praktyki oczyszczające i uzdrawiające, a także sporządzać amulety zapewniające pomyślność.  To magiczna noc, gdzie łączy się świat widzialny z niewidzialnym. Tej nocy najlepiej wcale nie iść spać, tylko tańczyć w kręgu przy ognisku, wróżyć, zbierać zioła i przywoływać elfy...
                                                               
                                                                           

środa, 31 maja 2017

Rodzina

Jednym z najcenniejszych darów w życiu jest - rodzina. Pierwszą rodziną, jaką znamy są nasi rodzice i rodzeństwo. No i dziadkowie, jeśli jeszcze nie odeszli z tego świata. (Ja znałam tylko dziadków ze strony ojca). W miarę jak rośniemy, poznajemy coraz więcej cioć i wujków, kuzynów i kuzynek.
Nasze rodzeństwo zakłada własne rodziny i przychodzą na świat nowe dzieci...Rodzina się rozrasta. Niektórzy fascynują się powiązaniami rodziny, poszukują swoich korzeni, tworzą drzewo genealogiczne. Czasem zamienia się to w cel życia.
W pewnym czasie my sami dojrzewamy do założenia własnej rodziny. Kiedy w naszym domu, pojawia się nasze dziecko... I patrzymy na to małe wielkie szczęście...Na małego człowieczka, który jest w stu procentach miłością...  Słowo rodzina nabiera bardzo szczególnego znaczenia. A energia naszego serca pięknieje i zatacza wielki krąg. Z każdym nowym dzieckiem coraz większy...
Następuje czas, kiedy w domach naszych dzieci pojawiają się także te maleńkie cuda. Kręgi naszego serca ciągle pięknieją i rozrastają się do magicznych rozmiarów...
W najbliższym czasie będę mniej obecna na blogu. Już za dwa dni mój dom rozświetli ta cudownie piękna, rodzinna energia:) Jak wiecie, mieszkamy w różnych miejscach i nie da się tak po prostu wpaść na kawę czy niedzielny obiad. Tym bardziej nasze spotkania to prawdziwa celebracja:)

czwartek, 25 maja 2017

MATKA

(Wszystkim matkom, także ze wspomnieniem o mojej mamie)

                                                      
Matka jest wysłanniczką Stwórcy
Ogniwem,
które łączy niebo i ziemię
Matka daje cud życia
Jest portalem przejścia
Bez niej cóż by było...
Bycie matką to misja miłości
W naszym oddaleniu się od Boga
zapomnieliśmy
jak to jest kochać naprawdę...
Ale matka nie zapomniała
Zasłona zapomnienia jej nie objęła...
Nawet jeśli czasem nie potrafi
zrozumieć tego umysłem
nazwać słowem...
To jej serce i tak to wie, zawsze wie...
Serce, które jaśnieje
czystym światłem miłości
nie oczekując niczego w zamian


piątek, 19 maja 2017

Człowiek żyje z 20% tego, co zjada. Z pozostałych 80% żyją lekarze ;)

Każdy z nas chce być piękny, młody, zdrowy i bogaty! No i szczęśliwy w miłości:)
Wszyscy tego pragną, ale nie wszyscy dostają. Dlaczego tak się dzieje? Pewnie każdy zadaje sobie czasem takie pytanie. Ja zastanawiałam się nad tym często i zrobiłam duży krok, dowiadując się, że "wiem, że nic nie wiem"ha, ha.  A w małym kroczku doszłam do wniosku, z mojego obczytania się i własnych obserwacji, że sami sobie podcinamy skrzydła nieodpowiednim myśleniem.
Ciągle na wszystko narzekamy. Robimy to już z przyzwyczajenia, automatycznie. Zdania(życzenia), które najczęściej wypowiadamy są typu; "Życie to walka o przetrwanie"  "Ciągle trzeba się martwić o pieniądze" "Mnie to nic w życiu nie wychodzi" " Czuję, że coś mnie bierze, pewnie będę chora/y".
Wiem, że nie wszyscy podzielają taką opinię, że to my sami mamy wpływ na nasze życie, że je kreujemy myślami, słowami...  Ale co, jeśli tak jest... Wtedy w naszym życiu wydarza się to, o czym myśleliśmy nieświadomie, mechanicznie, chaotycznie. Tytuł mojego wpisu, to zdanie wyjęte z jakiegoś artykułu, niestety nie pamiętam z jakiego, ale spodobało mi się. Trochę zabawne, ale czyż nie jest prawdziwe? Pomyślałam, że podzielę się z wami moim doświadczeniem w sprawie zdrowia. Sama na sobie sprawdziłam kreowanie zdrowia. Od kilkunastu lat nie choruję wcale, żadne przeziębienie mnie nie bierze. Nie biorę żadnych leków. Wcześniej, przed laty chorowałam często, w zasadzie łapałam wszystkie wirusy, poza tym mój kręgosłup był w nie najlepszym stanie, nerki "dały mi popalić", miałam czasem jakieś zadyszki, moje serce coś zaburzało, powiększyła mi się tarczyca i odzywały się reumatyczne zmiany, pomimo że byłam młoda..  Kilka ładnych lat temu w pracy panował ciężki wirus grypy, który rozłożył po kolei wszystkich pracowników - tylko ja się nie zaraziłam. Każdy się dziwił, a ja odpowiadałam to co zwykle, czyli to, czego już się nauczyłam - mnie nie bierze, bo ja po prostu NIE CHORUJĘ.  I wtedy dokładnie zdałam sobie sprawę, że "to" działa! Próbowałam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio cokolwiek mi dokuczało. Olśniło mnie, że nic mi nie jest od dawna, nawet te poważniejsze dolegliwości, które odczuwałam - cofnęły się! A ja nawet nie wiedziałam kiedy to się stało. Od tamtej pory "wiem "o tym świadomie. A na czym polegało moje uzdrowienie? To bardzo prosta rzecz. Trzeba tylko myśleć o sobie, jako o osobie zdrowej, pozytywnej, szczęśliwej. Unikać mówienia - "czuję, że coś mnie bierze", nie przyciągajmy do siebie choroby. Jeśli już mamy jakieś objawy, mówmy - "coś czuję, ale to już mi przechodzi". Każdego ranka, zawsze miło witajmy nowy dzień, mówiąc w myślach " jestem w doskonałym zdrowiu, fizycznym i psychicznym - lepiej niż poprzednio" "jestem młoda/y, zdrowa/y i atrakcyjna/y", uśmiechając się w myślach do siebie. Zapytajmy zaczynającego się dnia, co pięknego dziś nam przyniesie..., co fajnego nas spotka za tym wzgórzem...Czujmy radość oczekiwania na piękne rzeczy. Bo piękną rzeczą jest już takie "czucie się".   Pierwszą książką z radami jak być zdrowym, na jaką trafiłam była "Samouzdrawianie" Silvy. Szczerze mogę powiedzieć, że u mnie to zadziałało. Myślę, że tak samo działa to w innych dziedzinach, ale nie możemy podcinać skrzydeł swoim marzeniom, wątpiąc w nie już na samym początku, bo nie pofruną;)
Kiedyś widziałam film komediowy, z którego utrwaliła mi się  taka scenka; Sąsiad idzie do sąsiada pożyczyć sekator, żeby obciąć żywopłot. Musiał obejść swoją działkę i sąsiada, żeby dojść do jego drzwi wejściowych. Z początku wesoły, pełen zapału wyobrażał sobie jak tnie żywopłot, robi grila, rodzina się cieszy... Ale po chwili pomyślał - a może on (czyli sąsiad) nie będzie chciał mi pożyczyć tego sekatora... Nie, no czemu miałby nie pożyczyć - uśmiechnął się znowu radośnie. No, kto wie jaki on jest - podpowiadał drugi głos, najpierw delikatnie, ale potem z każdym krokiem coraz mocniej - Może będzie ci zazdrościł, że będziesz miał ładniejszy żywopłot i złośliwie pomyśli, że masz sobie kupić własny jak chcesz się chwalić żywopłotem, a tobie powie niewinnie, że nie może ci pożyczyć, bo ma zepsuty...
W tym miejscu  nasz sąsiad kipiał już  taką złością, że gdy doszedł do drzwi, nacisnął dzwonek i drzwi się otworzyły, zdołał tylko wykrzyknąć -  A w dupie mam twój sekator! Po czym odwrócił się i poszedł do siebie.
Wspaniałego zdrowia życzę sobie i Wam wszystkim:)  

sobota, 13 maja 2017

Zabawne słówka

Mieszkając w Anglii, co jakiś czas widzę śmieszne słówka. Śmieszne są tylko dla mnie, bo wyglądają jak polskie, ale w angielskim znaczą co innego. A ja nawet nie mam się z kim pośmiać w tym momencie, więc tylko się sama do siebie uśmiecham. I tak np. często widzę, bo w każdym sklepie jest -  różnego rodzaju mięso zapiekane w cieście o ogólnej nazwie "pukka pies"

Czasem restauracje wystawiają reklamę
W mojej pracy firma od rękawiczek nazywa się...

Wczoraj rano chciałam się upewnić jaka będzie pogoda, bo miałam ochotę wrócić z pracy "na nogach". Głównie chodziło mi o to czy nie będzie "coś" padać. Bo tutaj rodzajów deszczu jest wiele, od ulewy(bardzo rzadko) poprzez "prysznic"(ten często), coś pomiędzy prysznicem a bryzą, bryzę i jeszcze coś takiego, czego prawie nie widać, że pada, a jednak jest się mokrym.
Jednego wyrazu nie byłam pewna, więc wrzuciłam całą prognozę pogody na tłumacza. A ten od razu wprawił mnie w kabaretowy nastrój, pomimo, ze padać jednak coś miało.
Oto tłumaczenie;
"Podsumowanie prognozy
Dzisiaj
Mniejsze zachmurzenie z deszczem deszczowym w miejscach. W ciągu dnia powstaną słoneczne przerwy, ale także kolejne rozproszone prysznice, które mogą obracać się lokalnie ciężkimi grzmotami. Nadal czując ciepłe krajki"
Chyba te "krajki" padały ha ha ha, bo było ciepło.
Dzisiaj byłam w sklepie i obsługiwała mnie bardzo miła dziewczyna o imieniu "Pippa" ;) Skrót od Philippa.
Przypomniałam sobie przy okazji tego postu, jak mój mąż sprowokował mnie do głośnego wybuchu śmiechu w miejscu publicznym. Do tego tylko ja się śmiałam, bo on nie rozumiał co mnie śmieszy, nawet jak mu wyjaśniłam, to i tak nie było to tak zabawne dla niego jak dla mnie.  Byliśmy w Gdańsku i chcieliśmy jechać do ZOO w Oliwie. Przeglądałam Biuletyn turystyczny, żeby zobaczyć jak tam dojechać.
- Pojedziemy tramwajem - mówię do męża - Tylko nie mogę znaleźć tego Zoo - dodaję, studiując mapę Trójmiasta. On też patrzy na plan  i nagle podekscytowany woła, że znalazł!
- Gdzie? - pytam.
- Tu, zobacz jest "zuu" -  i pokazuje mi palcem miejsce z reklamą, gdzie występuje - Spółka z o.o.

piątek, 5 maja 2017

Inny Wymiar - Demencja

Kiedy wchodzę do pracy i zamykam za sobą drzwi, mam odczucie wejścia w inny wymiar...
To świat równoległy, który jest obok nas... Tak mało o nim wiemy... Demencja.
Pracuję w Domu Opieki. Nie jako opiekun, moje miejsce jest akurat w pralni, ale tu wszyscy są jak jedna rodzina. Lubię moją pracę. Nie mam jej za dużo, więc nie przemęczam się, natomiast mam dużo czasu na myślenie, bo pranie składam automatycznie. To miejsce jest na swój sposób niezwykłe... Automatycznie zatrzymuje każdego w stanie - TU i TERAZ - bez potrzeby medytacji.
Większość osób ma demencję, a są to osoby dobrze wykształcone, dyplomy wiszą w ramkach... Nie wszyscy są tacy starzy... W takim miejscu, patrząc na ludzi żyjących w ich własnych światach, zastanawiam się czym jest życie... czy wiemy jak powinniśmy żyć...
W tym momencie nie ma znaczenia kto jakie zajmował stanowisko ani ile zgromadził bogactwa. Wszyscy osiągnęli ten sam poziom i stali się na powrót dziećmi... Stąd poprowadzi ich jedna ta sama droga - droga do nieba...

Ten Dom jest Bramą...
przejściem do innego świata
Tu rzeczywistość
z fantazją się przeplata
Tu jest się dzieckiem
i starcem zarazem
Tutaj codzienność
ma tak wiele twarzy...
Choć świetna przeszłość
błyszczy na obrazach
żadnej dumy ni radości
już nie przysparza...
Teraz szczery uśmiech ważny
ciepły dotyk dłoni
i dobre, czułe słowo
co przed światem obroni

niedziela, 30 kwietnia 2017

Spełnianie życzeń - afirmacja "Szklanka Wody"

Oto obiecana afirmacja ze szklanką wody. Poniżej wszystko jest dokładnie opisane jak to robić. Całość skopiowałam ze strony "Złoty Wiek Gai" Od siebie dodam tylko, że kto wierzy w afirmowanie, w moc  myśli, to za pomocą metody ze szklanką wody może spełnić swoje życzenia!
A kto nie wierzy... to też dobrze. Moim zamiarem nie jest przekonywanie, namawianie kogokolwiek, żeby w to wierzył . Szanuję opinię wszystkich. Pomyślałam, że dla niektórych osób będzie to miłą ciekawostką, a poza tym szklanka wody rano i wieczorem... to samo zdrowie;)
Życzę Wam zatem spełniania życzeń, sama też muszę pomyśleć czego bym chciała;)

„Wyobraźnia jest początkiem tworzenia. Wyobrażasz sobie coś czego pragniesz, chcesz tego co sobie wyobrażasz i na końcu tworzysz to co chcesz.”  – George Bernard Shaw


Podczas zbierania informacji do seminarium online pt. „Jak sprawić zaawansowanymi technikami manifestacji, aby spełniły się marzenia” natrafiłem na bardzo interesującą metodę „manifestacji własnych życzeń” Vadima Zelanda i chciałbym się nią z wami podzielić.  Przetestowałem ją i poprosiłem też moich przyjaciół o to samo.  Namawiam was abyście przetestowali ją sami.  Technika manifestacji „Szklanka Wody” potrafi otworzyć wasze wewnętrzne umiejętności manifestacji/materializacji, pomóc rozwiązać najróżniejsze problemy i zwiększyć energię w osiągnięciu tego co chcecie, aby się spełniło w waszym życiu.
Weź kawałek papieru, albo kartkę-naklejkę i napisz na niej w formie afirmacji coś czego potrzebujesz, albo chcesz, aby się spełniło.  Jeżeli pracujesz nad jakimś projektem i potrzebujesz nowatorskich pomysłów, możesz napisać coś na wzór:  „Jestem pełen inspiracji i kreatywności.  Pozwalam swojej kreatywnej energii przepływać przez cały czas.  Kreatywność przychodzi do mnie naturalnie.  Przyciągam kreatywne pomysły przez cały czas.  Moje kreatywna istota pomaga mi wykorzystać cały mój potencjał.”   Może to brzmieć nieco naiwnie, jednak twój mózg i serce potrzebują usłyszeć o twoich potrzebach, aby znać kierunek, w którym podążać (więcej o tym, jak ludzki mózg i serce współgrają ze sobą jest w „Jak jest tworzone pole energetyczne ludzkiej aury i co zachowuje jego równowagę”.  Tytuł ang. – “How Human Aura Energy Field is Created and What Keeps it in Balance”).
Każdy rodzaj techniki kreatywnej wizualizacji lub manifestacji jest tylko szablonem myślokształtu, który pomaga ci lepiej komunikować się z wyższymi poziomami świadomości, aby osiągnąć twój cel.  Niemniej jednak nie musisz ograniczać się tylko do zdobycia kreatywnych pomysłów.  Możesz znaleźć wiele różnych afirmacji skierowanych na przyciągnięcie partnera, którego potrzebujesz w życiu, znalezienie lepszej pracy, stabilności/obfitości finansowej, a nawet rozwiązanie problemów zdrowotnych (włącznie ze schudnięciem).   Po prostu wybierz afirmację z obszaru życia, który chcesz poprawić i napisz ją.  Następnie weź ten kawałek papieru z afirmacją i przyczep go do szklanki z wodą (przypomnij sobie o eksperymentach z wodą przeprowadzonych przez Masaru Emoto).  Upewnij się że woda jest dobrej jakości.  Możesz również użyć swojego ulubionego kubka, lub filiżanki.  Jednak szklanka jest najbardziej odpowiednim naczyniem do tej techniki. Potrzyj swoje dłonie, aby zaktywować energię przepływającą w twoich rękach i umieść je dookoła szklanki z wodą (jest to jedna z łatwych metod, aby uaktywnić przepływ energii w twoich rękach). 
Wypowiedz afirmację na głos lub w myślach (jeżeli wypowiadasz ją na głos, nadajesz jej więcej mocy).  Powinieneś również wizualizować to, co zamierzasz osiągnąć podczas wysyłania energii do wody w szklance.  Energia płynie tam gdzie skupiasz swoją uwagę.  Więc, gdy kierujesz uwagę na szklance z wodą podczas wizualizowania swojego życzenia, ładujesz ją myślokształtem twojego życzenia.  Woda jest bardzo potężnym przewodnikiem energii informacji.  Następnie wypij tę wodę.  Powinieneś przeprowadzać tę technikę manifestacji każdego ranka ikażdego wieczoru zanim pójdziesz spać.
Ponadto wielu dietetyków zaleca, aby wypić jedną szklankę wody zaraz po przebudzeniu, więc możesz potraktować tę technikę manifestacji jako twoją poranną rutynę.  Dwa tygodnie powinny być wystarczające na małe życzenia, a większe mogą potrzebować do trzech miesięcy, lub dłużej w zależności od ich złożoności.  Twoja pozytywna intencja będzie ładować wodę w szklance i twoje ciało po tym jak wypijesz wodę (które nota bene składa się w 60-70% z wody) będzie naładowane energią, która pokieruje cię ku manifestacji twojego życzenia. Technika ta jest bardzo potężna.
„Żywe ciało nie jest rzeczą stałą, lecz czymś co płynie jak płomień lub wir wodny:  Kształt sam w sobie jest zachowany, jednak jego substancja jest strumieniem energii wpływającej przez jeden koniec i wypływającej przez drugi” – Alan Watts 
Kluczem jest to, aby być jak najbardziej konkretnym w swoich afirmacjach i celach.  Jeżeli chcesz kreatywnych pomysłów do projektów, wypowiedz to.   Jeżeli chcesz przyciągnąć partnera do swojego życia, powinieneś być w tym szczegółowy (jednak zapisanie więcej niż 7-miu cech osoby, którą chcesz przyciągnąć to już przesada).  Bądź realistyczny!  Chociaż twoje życzenie, aby zamanifestować milion dolarów do jutra może się spełnić po użyciu techniki „szklanki z wodą”, nie zapominaj, że musisz przynajmniej kupić los na loterię i również pamiętaj o syndromie nagłego bogactwa [stress wywołany nagłą zmianą stylu życia z powodu wygranej – kr].
Jeżeli masz kilka życzeń, które chciałbyś żeby się spełniły, to sugeruję przygotowanie osobnej szklanki wody na każde życzenie.  Mądrze jest też upewnić się, że nikt inny nie pije z tej samej szklanki przynajmniej do zakończenia okresu przeprowadzania tej techniki.  Twoje ręce posiadają 26 kanałów energetycznych i umieszczając dłonie dookoła szklanki z wodą lokalizujesz i zasilasz intencję, aby manifestować to co sobie życzysz.  Woda zapisuje informację, którą wysyłasz.  Po wypiciu wody, cząstki energo-informacyjne rozprzestrzenią się po całym twoim ciele i nastroją pole morfologiczne do nadawania intencji którą wprowadziłeś.  Nie przejmuj się, jeżeli na początku nie poczujesz wiązki energii pomiędzy dłońmi.  Odczuwanie przyjdzie wraz z praktyką.  Istnieje wiele technik, które pomogą ci w wyczuwaniu energii.  Woda jest bardzo delikatnym elementem i bardzo łatwo na nią wpłynąć energią z twoich rąk (nawet gdy świadomie jej jeszcze nie odczuwasz).  Życzę ci wszystkiego dobrego przy praktykowaniu tej potężnej techniki manifestacji i nie zapomnij podzielić się nią z twoimi bliskimi!
Fragment  przetłumaczył Bartosz, edycja Krystal

wtorek, 25 kwietnia 2017

Woda czuje!

zdj. z netu
Woda jest obecna w naszym życiu tak naturalnie, że większość ludzi nie zastanawia się nad jej istnieniem... Woda po prostu jest.
 Ale woda posiada tajemnice...

Naukowcy badają fenomen wody od niepamiętnych czasów. Niedawno odkryli nowy, czwarty stan skupienia wody – plazmę.  Dokonali tego przy pomocy zastosowania hipotezy mechaniki kwantowej tzw. zjawiska tunelowego. To bardzo ciekawe odkrycie i można poczytać o tym na fachowych stronach.
Na mnie ogromne wrażenie wywarła wiadomość, że woda czuje i posiada pamięć!
Wielu wybitnych światowych naukowców prowadziło eksperymenty z wodą. Japoński naukowiec Masaru Emoto wiele lat poświęcił na takie badania, w wyniku których napisał książkę „ Wieści z wody”
Woda w szklanych naczyniach była poddawana reakcjom na dźwięk, emocje, obrazy. Następnie była zamrażana i fotografowana pod mikroskopem elektronowym. Woda, która słuchała pięknych słów, wzniosłych uczuć, spokojnych, harmonijnych dźwięków, tworzyła piękne, regularne struktury – takie piękne gwiazdki. A woda wystawiona na działanie agresywnych słów, emocji i hewy metalowej muzyki, tworzyła brzydkie, nieregularne twory. 
Jest na yutube piękny, dokumentalny film „Woda. Wielka Tajemnica”. Jeśli ktoś jeszcze nie widział to szczerze polecam. Wszystko jest pokazane i opowiedziane ciekawie i pięknie. Wypowiadają się różni światowej sławy naukowcy. Okazuje się, że woda rejestruje i zapamiętuje wszystko i przechowuje te informacje... jak komputer.

Masaru Emoto uważa, że skoro wpływamy na wodę myślą, słowem... i ona zmienia się, to możemy to samo zasugerować sobie, wszak składamy się w większości z wody. W zależności od wieku od 70% do 80%, a nasz mózg aż z 86%  A jeśli tak to właśnie działa... to jesteśmy tacy jak nasze myśli.
Co o tym myślicie;)
W następnym wpisie podam fajną afirmację z wodą. Jest trochę długa, a tego skrócić nie można, bo żeby zadziałało, musi być cały, szczegółowy przepis,  

I jeszcze przypomniałam sobie, że jutro będzie rok jak założyłam bloga!
Chcę Wam Wszystkim Pięknie Podziękować:) Za to, że mnie odwiedzacie, czytacie, komentujecie...
Za to, że Jesteście! Gorąco Wszystkich Pozdrawiam:))) 


środa, 19 kwietnia 2017

Błękit w lesie


Było piękne popołudnie
a w lesie było tak cudnie
jakby niebo w zachwycie
rozdzieliło się w błękicie
i zaścieliło lasy
tworząc niebiańskie arrasy!


czwartek, 13 kwietnia 2017

Wielkanoc

Wielka Noc. Noc, którą Bóg podarował nam, abyśmy mogli zobaczyć, przekonać się, że śmierć nie jest końcem naszego istnienia, a tylko ziemskiego życia. Dusza wibruje w innej częstotliwości, jest światłem, miłością i nic nie może jej zniszczyć.
Jezus przyszedł, żeby wskazać nam drogę, dać wskazówki jak powinniśmy żyć... Mówił, że mamy wielką moc w sobie i jeśli nasza wiara będzie niezachwiana, to możemy dokonać wszystkiego. Jeden warunek - mamy kochać się nawzajem. A to okazuje się nie takie łatwe...


Życzę Wam kochani radosnych świąt Wielkiejnocy. Miłych spotkań z bliskimi, stuknięciem się jajkiem, milutkich kurczaczków i króliczków i oczywiście mokrego dyngusa, ale nie za mocno;)

piątek, 7 kwietnia 2017

Prawa człowieka dla rzeki!

Rzeka Whanganui zdj. Wikipedia
I jak tu nie wierzyć, że na ziemi następują zmiany...
 W Nowej Zelandii  Rzeka Whanganui otrzymała prawa człowieka!
15 marca 2017 parlament nowozelandzki uznał rzekę za "byt żywy"i nadał jej prawo jak w przypadku osoby niepełnoletniej. Tak więc rzeka ma od teraz dwóch opiekunów prawnych, rdzennych mieszkańców - jeden z plemienia, a drugi z rządu. Mogą oni składać skargi, broniąc rzekę przed złym traktowaniem, głównie zanieczyszczaniem.
Maorysi, rdzenni mieszkańcy Nowej Zelandii uważają, że ta rzeka jest ich przodkiem. Zawsze twierdzili, że rzeka żyje i ma swoją duszę. Domagali się uznania dla rzeki od roku 1873.
Teraz się doczekali. Podczas ogłaszania decyzji płakali ze szczęścia.
W ślad za Nową Zelandią już poszły Indie. Dwie rzeki - Ganges i Jamuna zyskały status "bytów żywych", którym przysługuje prawo.
Dobrze, że tak się stało, bo rzeki są bezkarnie zanieczyszczanie, a same się przecież nie obronią.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Czytać, czytać

Nie czytam tyle ile bym chciała, ale dostałam własnie zamówione książki z Polski. Cóż za radość dostać tyle książek na raz! Zwykle zamawiam w polskiej księgarni w UK, ale niestety nie wszystko tu mają.
Co czytam? Ano różnie, ale najbardziej lubię książki obyczajowe. Zamawiając sugeruję się tytułem i opisem, czasem z czyjegoś polecenia.
Oprócz powieści czytam wiedzę tajemną, która teraz, w tych czasach już wiedzą tajemną nie jest;) Mam na myśli książki o poszukiwaniu prawdy, o rozwoju duchowym. Te wybieram po wcześniej przeczytanych obszerniejszych fragmentach albo po wysłuchaniu wykładu autora na yutube.
Mam też wreszcie "Sekretne życie drzew"o którym już dużo się nasłuchałam. Będzie uczta;)


środa, 29 marca 2017

Wolni od strachu

zdj. Blessing of Nature
Strach to potężne narzędzie.
Wiedzą o tym dobrze przywódcy religijni i przywódcy państw. Przez całe wieki ludzkość była utrzymywana w stanie strachu. W wielu miejscach na ziemi nadal tak jest.  Zastraszonym społeczeństwem łatwo jest rządzić. Narzędzia strachu używają też rodzice czy nauczyciele, chociaż wydaje się to niewinne to jednak takie nie jest. Rodzice straszą nas od małego babą jagą, czarnym ludem itp. To zapada w podświadomość dziecka. Okres szkolny dla wielu dzieci jest okresem strachu przed odpytywaniami, klasówkami, egzaminami. Niektórym te wspomnienia w dorosłym życiu wkradają się w sny. Straszeni wizją choroby, zaczynamy się bać, serce zaczyna walić i nabawiamy się stresu. Nie rzadko sami sobie zasiewamy strach przed czymkolwiek, a zasiany szybko rośnie. Strach jest najszybszym z uczuć, bywa że najpierw się wystraszymy, a  dopiero potem okazuje się, że nie było ku temu powodu. Ciągle czymś straszeni, w końcu boimy się własnego cienia, bo jak dopuścimy do siebie strach to cień nagle ma rogi, ostrogi i ręce jak gałęzie.
A może by to tak odwrócić... Skoro wyobraźnia jest taka twórcza to skierujmy ją w drugą stronę. Pomyślmy, że cień jest naszym przyjacielem, towarzyszy nam kłaniając się z figlarnym uśmiechem.
Nie pozwalajmy strachowi się rozwinąć, bo tylko nam szkodzi.
Jeśli nas dopada z jakiegoś powodu, natychmiast przywołajmy w myślach dobre rzeczy, piękne obrazy. Każdy przechowuje w swoich wspomnieniach jakiś piękny, szczęśliwy obrazek ze swojego życia. Pomyślmy o nim intensywnie, a strach nie zasilany naszą uwagą rozpuści się, zniknie. Jeśli nie możemy sobie przypomnieć, to wystarczą nam powtarzane w myślach piękne słowa jak; miłość, radość, harmonia, światło... 

Ciekawa jestem czy podzielacie moje zdanie...   

piątek, 24 marca 2017

Emigracja - plusy

Anioł północy
Wszystko, co napisałam w poprzednim poście jest prawdą, którą odczułam na własnej skórze lub raczej na własnym sercu, duszy...
Doszłam jednak do wniosku, że mam obowiązek napisania także o plusach bycia emigrantem.
To prawda, że nie czujemy się u siebie, no... chociaż są tacy, co tak twierdzą i to już po paru miesiącach mieszkania za granicą. Szybko zapominają polskiego, na urlopy jeżdżą wyłącznie do egzotycznych krajów i otwarcie mówią, że Polska nic już ich nie obchodzi, bo Polakami się nie czują. Żal mi ich, bo nie wiedzą , co mówią.
Jeśli nie są Polakami, to przepraszam bardzo, ale kim są? Nikim. Bez tożsamości. Ale to nie jest temat o nich.
Plus Emigranta to łatwiejsze życie materialne. Na początku tak łatwo nie jest, ale to zależy od tego, do kogo się przyjechało i czy praca już czeka czy trzeba jej dopiero szukać. Polacy, wiadomo zaradny naród, więc z zarabianych tutaj pieniędzy, szybko potrafią odłożyć. A więc nie trzeba się martwić czy starczy do wypłaty, a jeszcze można pomyśleć o jakichś inwestycjach.  Są różnego rodzaju zasiłki od państwa np. wyrównują niski dochód, dają zasiłki na dzieci oprócz tzw. rodzinnego, dokładają do wynajętego mieszkania lub dają mieszkanie. Jeśli chodzi o zasiłki, to wśród rodaków nie brakuje roszczeniowców i oszustów, niestety.
Plusem jest wszechobecna tolerancja pod każdym względem. Ludzie są różnych nacji, różnego koloru skóry, a nikt nie musi czuć się inny z tego powodu. Także w kwestii ubraniowej jest ogromna różnorodność, ale nikt się za nikim nie ogląda i nie kręci głową, jak to widywałam w Polsce. W zimie często można zobaczyć osoby na krótki rękaw lub nawet w spodenkach, a jeszcze częściej w klapkach na gołych nogach. I nie zawsze są to młodzi. Pewnie jest im ciepło, bo dla jakiego innego powodu mieliby się tak ubierać. Tak samo jest z biżuterią, fryzurą, kolorem włosów itp. Nikt się nie dziwi. Każdy ma swój gust, ale nie narzuca go innym.
Plusem są wizyty u lekarzy. Wizyta jest zawsze umawiana na czas(może zdarzyć się kilkuminutowe opóźnienie, ale rzadko). Przeważnie lekarz przychodzi osobiście po swojego pacjenta na poczekalnię i zabiera go do gabinetu. Czasem lekarz prosi pacjenta za pomocą wyświetlacza, na którym ukazuje się nazwisko pacjenta i nr gabinetu. Nigdy nie spotkałam się ze znanymi mi z Polski kolejkami pod gabinetem, że kto za kim przyjdzie tak wejdzie. Zawsze może towarzyszyć rodzina. Lekarz traktuje pacjenta życzliwie i opiekuńczo.
Leki w Szkocji są za darmo, a w Anglii ryczałtowo 6 f za lek. Antykoncepcja darmowa wszędzie.
Plusem jest załatwianie spraw w Urzędach, gdzie klient/petent zawsze obsługiwany jest grzecznie, z uśmiechem, z szacunkiem.
Plusem i to wielkim jest kultura. Zwroty grzecznościowe; dziękuję, proszę, przepraszam używane są wszędzie i bez przerwy. Ludzie uśmiechają się do siebie, nie tylko znajomi, ale obcy ludzie kiedy się mijają wymieniają uśmiechy, a jeśli to jest gdzieś w plenerze to także z pozdrowieniem się. Kultura jest także na drodze wśród kierowców, chociaż teraz to już różnie bywa, bo nietutejszych jest sporo. Tutejsi zawsze ustąpią, wpuszczą z drogi podporządkowanej, nie zbliżą się maksymalnie do samochodu przed nim i nie rzucają wiązanką jak już im ktoś zajedzie drogę, najwyżej jednym wyrazem;)

Plus zawarty jest także w minusach poprzedniego wpisu „Emigranckie życie”. Doświadczanie tego procesu, przeżycia z nim związane, analizowanie, prowadzi nas – emigrantów do rozszerzenia świadomości życia. Widzimy szerzej i więcej... Samotność sprzyja rozmyślaniu i zagłębianiu się we wszystko... Stajemy się przez to innymi ludźmi, więcej rozumiemy. Swój kraj postrzegamy też inaczej, niż wtedy gdy mieszkaliśmy w nim.  Z perspektywy odległości, czasu, przemyśleń... widać lepiej, wyraźniej.

poniedziałek, 20 marca 2017

Wiosna przyszła!

Zaskoczyła mnie wiosna
jak co roku
weszłam do parku
wolnym krokiem
a tam cóż?
Kwiatuszki białe, żółte
dzwoneczkowe
z perlistą rosą
fioletowe
i lila róż!

Chciałam skakać jak dziecko
radośnie ;)
lecz czy to wypada
przy wiośnie
gdy jesień życia
wchodzi na bark?
Szłam więc powoli
i dostojnie
a kwiatki oczka
puszczały do mnie
czarując park;)

wtorek, 14 marca 2017

Emigranckie życie

Bycie Emigrantem to rozległe i głębokie doświadczenie. Życie Emigranta to złożony, niekończący się proces. Trudno jest to rozmienione na drobne życie wydobyć z głębokich pokładów, ująć w całość i ubrać w słowa.
Życie Emigranta to wiele żyć jednocześnie...  albo życie w innym wymiarze.
To są tęsknoty niezaspokojone i świadomość, że nie da się już ich zaspokoić...
Tęsknota... za domem... Ale gdzie jest Dom?
Na początku Emigrant wie – tęskni za krajem rodzinnym, za domem w Polsce.
Wkrótce miejsce tęsknoty wypełnia się wrażeniami z nowego świata. Emigrant  pozwala sobie na zachłyśnięcie się nowym życiem. Nowym światem, lepszym, łatwiejszym... Robieniem zakupów bez zwracania szczególnej uwagi na ceny. Wypłatę błyskawicznie przelicza w głowie na złotówki, a uzyskana przez pomnożenie kwota robi wrażenie! Wolne dni od pracy Emigrant przeznacza na  zwiedzanie nowego, pięknego kraju. Nie może się doczekać kiedy to wszystko opowie znajomym.
Czas szybko mija i nie wiadomo kiedy nadchodzi czas urlopu. Jest podekscytowany podróżą do Ojczyzny! Cóż za radość! Kupuje wszystkim prezenty, nie żałuje na nic. Emigrant wyobraża sobie te przyszłe wspaniałe spotkania z przyjaciółmi, ze znajomymi...
Szczęśliwy ląduje na rodowitej ziemi. Po wyjściu z lotniska trochę się dziwi, że napotykani ludzie nie uśmiechają się, ale to nic, jego radość wystarcza za wszystkich!
Pełen kipiącego entuzjazmu, w objęciach z bliskimi, jedzie w Polskę, ciesząc się widokami jak dziecko.
Urlop mija w zastraszającym tempie!
Gdzieś, w przebłyskach podświadomości Emigrant zdaje sobie sprawę, że lecąc do Polski, czuł radość powrotu do domu...
Ale on nie wrócił, on przybył tylko na chwilę...
Podczas spotkań, słucha rozmów z dziwnym uczuciem. Rodzina czy też znajomi planują jakieś spotkania, jakieś wyjazdy za tydzień, dwa lub za miesiąc...
 W pewnym momencie rozmawiają już poza nim, nie biorąc go pod uwagę, bo przecież już wyjedzie, już go nie będzie.
- Nie będzie mnie – myśli Emigranta przesuwają się też jakby poza nim... Czuje się niewidzialny, ale nie dostrzega w tym nic zabawnego.
Pora wracać do siebie.  DO SIEBIE?! Przez pierwszy tydzień po powrocie wszystko w nim krzyczy – CO JA TU ROBIĘ?!
Czuje wyobcowanie. Czytając o tym wcześniej, nie wiedział, że to boli...
Żeby nie zastanawiać się nad trudnymi pytaniami, rzuca się w wir pracy. Bierze wszelkie możliwe nadgodziny, nie ma czasu myśleć. Siłą rzeczy Emigrant oswaja się. Spotyka coraz więcej rodaków. Wymieniają poglądy, spostrzeżenia, dają sobie wzajemne rady odnośnie załatwiania różnych spraw. W grupie rodaków Emigrant czuje się najlepiej i nabiera nadziei na nie do końca sprecyzowaną przyszłość. Tymczasem kolejna wymarzona wizyta w Polsce. Pobytowi towarzyszy ogromna mieszanka uczuć. Radość Emigranta gaszona jest raz po raz. Starzy znajomi jakoś się rozmywają. Nie mają czasu albo mają  jakieś inne plany. Emigrant czuje się zbyteczny, odrzucony. Myślał, że wszystko będzie tak jak w chwili jego wyjazdu, ale przecież życie idzie do przodu, tylko że on nie bierze w nim udziału... Wytwarza się pustka,dół...   W miejscowym sklepie przy robieniu większych zakupów, zauważa zawistne oko niektórych osób, czasem słyszy komentarze, że chwali się kasą, a tu ludzie ciężko pracują.
Jest mu źle. Ludzie zazdroszczą mu, że ma pieniądze, a przecież on też ciężko pracuje, bardzo ciężko... Ludzie w jego kraju nie rozumieją go.
Tak tęsknił do tej swojskości, a tu patrzą na niego jak na obcego...
Wyobcowanie we własnym kraju... to boli jeszcze bardziej...
Nadchodzi koniec wakacji i czas odlotu. Emigrant nie potrafi sprecyzować co czuje, nie wie gdzie jest jego Dom... Już nigdzie nie czuje się u siebie... Po prostu mechanicznie czeka na samolot. Obserwuje żegnającą się rodzinę. Dziewczynka dziesięcio - może dwunastoletnia trzyma ramionami ojca z całych sił, a jej ciało wstrząsa szlochem rozpaczy. Matka próbuje ją pocieszać, bo ojciec musi już iść do odprawy...

Nasz Emigrant odwraca głowę, w której tłuką się myśli – za jaką cenę kupujemy pracę, lepsze materialne życie...

środa, 8 marca 2017

Sztuka nie oceniania


Umiejętność obserwowania
bez oceniania
jest najwyższą formą inteligencji


                      Jiddu Krishnamurti










Hmm... Czy można widzieć czyjeś wady i nie oceniać ich, nie krytykować? Nie oceniać w żaden sposób ani komentując głośno ani w myślach. Czy to jest w ogóle możliwe, czy tak potrafimy...
Ludzie, którzy zgłębili głęboką wiedzę, ludzie „przebudzeni duchowo” twierdzą, że można. I, że dopiero wtedy możemy żyć w pełnym komforcie, bez doznawania złych, niskich uczuć jak złość, zazdrość, zawiść, które nami targają i robią nam szkodę.
Za taki stan odpowiedzialne jest nasze ego(nadmiernie rozbudowane), nasz niższy umysł. To ono gromadzi i przechowuje te odczucia, aby w razie nadażającej się, sprzyjającej  sytuacji szybko je nam podsunąć. My, utażsamiając się z nimi, np. ze złością, zasilamy tę złość swoją energią i automatycznie wzmacniamy ją. Ta wzmocniona złość wróci do nas prędzej czy później, poprzez jakichś ludzi czy sytuacje, bo tak działa prawo przyczyny i skutku, dla wszystkich jednakowe.
Aby uwolnić się od tego, trzeba pracę zacząć od siebie. Pobyć tylko ze sobą, wsłuchać się w siebie, pokochać siebie... Zaakceptować się takim jakim się jest. Nie kochając siebie, nie możemy być szczęśliwi...
Przebywać często na łonie natury. Słuchać pięknej muzyki.
Telewizję, politykę i religię zamknąć i odesłać.
Wtedy zauważymy, że te czyjeś wady już nas nie irytują, właściwie wcale nas już nie obchodzą... Będziemy je postrzegać jako obserwator, ale bez emocji, bez oceny, z wewnętrzną wolnością...

Myślicie, że to możliwe?