Translate

sobota, 25 lutego 2017

Dzień, w którym komputer napisał powieść

W Japonii od roku 2013 jest organizowany konkurs literacki o nagrodę Shinichiego Hoshi, jednego z najlepszych pisarzy science-fiction. W ubiegłym roku dopuszczono do konkursu prace z udziałem sztucznej inteligencji. Jurorzy podczas czytania nie znają nazwisk autorów (żeby nie było kumoterstwa). Do konkursu nadesłano 1450 tytułów. Okazało się, że przez pierwszy z czterech etapów selekcji przeszła książka o tytule "Dzień, w którym komputer napisał książkę" napisaną przez... komputer!
Co prawda, program napisali ludzie z ogólnym zarysem powieści, ale całość składał i pisał komputer. Członkowie Komisji uznali, że fabuła jest dobra. Zastrzeżenia mieli tylko do zbyt mało rozbudowanych postaci. Nie zorientowali się, że powieść napisała maszyna...  Zakończenie książki brzmi tak;
 „Wiłem się z radości, której doświadczyłem pierwszy raz i pisałem wciąż w pełnym podnieceniu. Dzień, w którym komputer napisał powieść. Komputer, kładąc nacisk na dążenie do własnej radości, przestał pracować dla ludzi” 
Czy powinniśmy się bać? Wszak komputerom powierzamy coraz więcej i we wszystkich dziedzinach. Są coraz inteligentniejsze, rozwijają się. A my ludzie stajemy się wygodni. Sporo z nas ogranicza się do kontaktu z ekranikiem, który usłużnie podsuwa nam domyślne wyrazy, zwroty... Pomaga nam, ale może kiedyś uznać, że jest mądrzejszy... Gdzieś przeczytałam zdanie "Albo będziemy czytać książki albo ślad po nas nie zostanie"  Jak tak rozejrzeć się po ludziach w publicznych miejscach... Wszyscy mają ręce przyspawane do komórek, są jak w transie... Nasuwa się pytanie - czy ci ludzie jeszcze samodzielnie myślą, czy to już komputer za nich...
My ludzie jesteśmy wyjątkowi poprzez odczuwanie uczuć... żebyśmy tylko potrafili żywić te dobre uczucia do siebie, wzajemnie...

poniedziałek, 13 lutego 2017

Komentarz do "Przygody z angielskim"

Pozwolicie, że odpowiem Wszystkim jednocześnie, gdyż każdy zastanawia się nad tym samym - Co Manuel mi pokazywał?
Tak naprawdę nie mam pewności, bo on wkrótce po tym wydarzeniu, zwolnił się z pracy i więcej go nie widziałam. Ale rozmawiałam o tym z różnymi osobami z pracy(Polakami) i wszystko wskazywało na samochód, który Manuel kupił od zaprzyjaźnionego Polaka. A owo magiczne słówko było w nazwie samochodu. No, bo za oknem oprócz samochodów były tylko kwiatowe rabatki. Żadnej ukrytej torby ze wspomnianym trunkiem, ani śladu ha ha ha
Oczywiście, nie zamierzałam pić tego wyobrażonego przeze mnie spirytusu - chyba oczy wyszłyby mi z orbit! Chciałam tylko odwieść Manuela od tego pomysłu, podążając za nim, rozpaczliwie szukałam odpowiednich do tego słów po angielsku.
Jestem na krótkim urlopie, ale jutro wszystkich Was odwiedzę - obiecuję:)

sobota, 11 lutego 2017

Przygody z angielskim

W Anglii pracowałam od niedawna. Mój angielski powiedzmy, że był komunikatywny. Pewnego dnia w pracy zagadnął mnie czarnoskóry kolega. Było z niego kawał chłopa, a na imię przy tym miał Manuel, jak ten motylek z bajki.
- Hi (Cześć)
- Hi
- How are you? (Jak się masz?)
- I'm fine, thank you. And you? (Dobrze, dziękuję. A ty jak się masz?)
- Very good.(Bardzo dobrze)
- What your name? (Jak masz na imię?)
- Maria. 
- Ooo, Marija! Nice, very nice.(Bardzo ładnie)
- My name is Manuel.
I zaszczycił mnie szerokim uśmiechem, ukazując bielutkie zęby, jak z reklamy.
- Manuel - powtórzyłam niedowierzająco, mając przed oczami wspomnianego motylka.
- Where are you from?( Skąd jesteś?) - zapytałam.
- Nigeria. Are you  Polish?( Z Nigerii. Ty jesteś Polką?)
- Yes. I am. (Tak)
- I like Poland! I like polish people. I like you - Marija - rozkręcał się Manuel.
 Przy czym zaczął mówić szybko i dużo. Nie wiele z tego rozumiałam, mój komunikatywny angielski nie nadążał. Przytakiwałam, wyłapując znajome wyrazy "like" "polish". W następnej porcji zdań zaczął powtarzać jakieś bliżej nieokreślone "sprit" albo "spirit". Nagle ucichł i zdałam sobie sprawę, że chyba oczekuje ode mnie jakiejś reakcji.
Poprosiłam, żeby powtórzył powoli, licząc na jakiś cud zrozumienia.
Manuel z ochotą powtórzył, że lubi Polaków i że ma polskich przyjaciół. Potem dodał, że lubi polski... w tym miejscu użył znów tego wyrazu "sprit".

Nagle mnie olśniło - Lubi polski spirytus!
- Do you like polish drink? (Lubisz polskie napoje?)- chciałam się upewnić
- Yea... I like it. Polish drink is very good.(Tak, są bardzo dobre) - pochwalił Manuel.
- Polish drink is very strong(polskie napoje są mocne) - straszę go i czekam na reakcję.
- No - zbagatelizował moje słowa.
- Not strong... hevi...? - nie dowierzam
- No. Marija do you like... Dalej nie zrozumiałam, no ale przecież już wiedziałam, że rozmowa toczy się o polskim alkoholu, odpowiedziałam więc wzruszając lekko ramionami - Sometimes (czasami)
- Marija com with me. I have got...(chodź ze mną, ja mam, dostałem...)
Manuel widząc moje niezdecydowanie, zapewniał mnie, że to nie daleko i zajmie tylko małą chwilę.
Ja stałam sparaliżowana!  Manuel przyniósł do pracy polski spirytus! I chce mnie nim poczęstować...
Boże, może to chociaż tylko wódka! - myślę gorączkowo. A on czeka całkiem spokojny, uśmiechnięty. Widzę, że się nie przejmuje. Jak można być takim lekkomyślnym... - nie dowierzam. Chcę mu powiedzieć, że nie wolno, ale nie wiem jak. Poza tym, jeśli ktoś usłyszy tą rozmowę, to od razu się wyda... 
Idę! Trudno, przecież muszę mu jakoś wytłumaczyć, że nie wolno... alkohol w pracy... - miałam burzę w mózgu - Do tego spirytus! Żeby chociaż nie polski... jak się wyda, będzie na nas...
A Manuel podszedł do dużych, oszklonych drzwi. Idąc w jego kierunku, bacznie zerkam po kątach w poszukiwaniu trefnego towaru.
- No chodź, zobacz -  bardzo z siebie zadowolony, pokazywał mi coś za oknem.
Popatrzyłam za szybę jak przysłowiowy wół na malowane wrota! Nic sensownego nie zobaczyłam. Zupełnie nie wiedziałam o co chodzi. Za oknem rosły krzewy, klomby z kwiatami i stało kilka samochodów na parkingu. Żadnej ukrytej torby.
- I co, podoba ci się? - zapytał roześmiany Manuel
Całkiem zbita z tropu, przytaknęłam tak, żeby do wszystkiego pasowało i pod pozorem śpieszenia się do zostawionej pracy, oddaliłam się czym prędzej. Musiałam ostudzić polskie myślenie;)
 

niedziela, 5 lutego 2017

Złota Liczba, Boska Proporcja

Słoneczniki to piękne kwiaty (zdj. internet)...
Widziałam kiedyś program o Boskiej Proporcji.
Pokaz zaczął się od szczegółowego przyjrzenia się słonecznikom. Zrobiło to na mnie tak wielkie wrażenie, że od tamtej pory inaczej patrzę na te słoneczka.
Ziarenka słoneczników ułożone są w krzyżujące się spirale, osiem spirali w jedną stronę i trzynaście spirali w drugą stronę.
Złota liczba. Tajemniczy ciąg Fibonacciego czyli liczba Fi. Polega ona na tym, że każda następna liczba powstaje w wyniku zsumowania dwóch poprzednich czyli
0,1,1,2,3,5,8,13,21,34,55 itd.
Boska Proporcja 1:1,618
Zainteresowanych odsyłam do fachowych stron, których na ten temat jest sporo. Ja z matematyką zawsze byłam na bakier, ale zdaje się, że cały świat z niej się składa, ba cały wszechświat!
 Wszystko zbudowane jest wg. wzoru Boskiej proporcji. Wszystko - Płatki kwiatów, liście, szyszki, muszle... Zwierzęta. Ludzkie ciało, Układ Słoneczny, Spirale Galaktyk... Muzyka.
Wszechświat to cudowna harmonia. Może to tylko my ludzie ją zaburzamy...