Cris Froese Picks

piątek, 30 czerwca 2017

Skąd jesteś? - zapytał, przyjmując postawę na baczność. - Jestem z Polski - odpowiedziałam

 

  Czasami spotykają nas takie sytuacje, które w jednej chwili zwalają nas z nóg. Chcę wam opowiedzieć o jednej z nich.
Mieszkałam w Szkocji od kilku miesięcy. Nie zawsze było łatwo, miewałam okresy, kiedy bardziej odczuwałam wyobcowanie. Mój język angielski był ledwie co komunikatywny. Pracowałam w Domu Opieki jako sprzątaczka. Nas - Polaków pracowało tam więcej, ale relacje między rodakami bywały różne, powiedzmy, że mało wspomagające się nawzajem. Ciągle krążyły jakieś obgadywania za plecami, wzajemne donoszenia do szefostwa. Przygnębiało mnie to i chodząc z moim wózkiem od pokoju do pokoju, zastanawiałam się nad nami Polakami... Dlaczego tacy jesteśmy...
Pokoje w tym czasie były puste, bo była pora lunchu. Ale pielęgniarka mijając mnie na korytarzu, wspomniała, że w jednym pokoju jest nowy rezydent, który dopiero co przybył. Dodała, że będzie w D.O. przez tydzień -  "na próbę",  żeby jego córka mogła zobaczyć jak to będzie. Odwiedziłam jego pokój, pytając czy potrzebuje posprzątania. Mężczyzna nie był bardzo stary, ale miał poważną demencję. Przywitał się ze mną, podziękował z uśmiechem za moje dobre chęci, ale do sprzątania jeszcze nic nie było. Pożegnałam się i poszłam do następnego pokoju. Zdążyłam zamknąć za sobą drzwi, gdy rozległo się pukanie. Otworzyłam drzwi. Na korytarzu stał dopiero co poznany pan.

- Skąd jesteś? - zapytał, przyjmując postawę na baczność. Wzrokiem błądził,  jakby szukał czegoś w myślach.
- Jestem z Polski - odpowiedziałam przyjaźnie, gotowa na krótką rozmówkę.
W wyprostowanej pozycji(na tyle na ile mu wiek pozwalał), z rękami wzdłuż ciała, trochę zabawnie wyglądał...

- Jeszcze Polska nie zginęła puki my żyjemy! - rozbrzmiało nagle jak grom z jasnego nieba.

Stałam zszokowana, a nogi się pode mną ugięły. Zdążyła przemknąć mi myśl jak błyskawica, że ów pan nauczył się od kogoś jednego zdania i chciał mi zaimponować polskim, bo tak się często zdarzało.

- Co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy!- śpiewał dalej mocnym głosem.

Patrzył na mnie czy też poza mnie rozmytym wzrokiem i już go nie podejrzewałam o popisywanie się.

- Marsz, marsz Dąbrowski
z ziemi włoskiej do Polski...

Stałam jak zahipnotyzowana! Targnęły mną najrozmaitsze emocje. Wzruszenie ścisnęło mi gardło i ledwie powstrzymywałam łzy. Miejsce i sytuacja w jakiej się nagle w takim miejscu znalazłam  była nie do objęcia jedną myślą. Ten widok był niesamowity! Na długim, pustym korytarzu w Domu Opieki, w obcym państwie, starszy człowiek z demencją stał na baczność i śpiewał mój narodowy hymn! Śpiewał go dla mnie!

- Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę
będziem Polakami....

Rozkleiłam się i łzy pociekły mi po twarzy, ale nie spuszczałam z niego oczu. Poczułam dla niego wielki podziw, bo to nie była wygodna pozycja dla starego człowieka, a jednak stał nie zachwianie i nie przestał śpiewać dopuki nie skończył wszystkich zwrotek. Ja - Polka tyle nie umiałam. Wtedy ten polski hymn, zniekształcony angielskim akcentem, był dla mnie najpiękniej odśpiewanym hymnem jaki kiedykolwiek słyszałam. Stałam na baczność naprzeciw "dziadka", lekceważąc spływające łzy, sprzątanie i całą resztę.
Kiedy skończył śpiewać, powiedział dziękuję i poszedł do swojego pokoju jakby nigdy nic. Wyrwałam się z osłupienia i poszłam za nim. Podziękowałam mu i zapytałam czy jest Polakiem?. Zaprzeczył.  Zapytałam czy ma polskich przyjaciół? Zaprzeczył ponownie. Siadając na łóżku powiedział, że jest zmęczony i że chce się położyć, więc wyszłam.
Ciągle oszołomiona, poleciałam zapytać  pielęgniarkę, czy ten nowy rezydent nie jest przypadkiem Polakiem? I opowiedziałam jej o hymnie Polski. Roześmiała się mówiąc, że ludzie uczą się różnych rzeczy, to pewnie on też się nauczył, ale jest Szkotem, a nie Polakiem.
Poszłam podzielić się tym, co się wydarzyło z moimi rodakami. Skomentowali podobnie jak pielęgniarka -  pewnie się od kogoś nauczył. Mnie to nie przekonywało. To nie jest taka łatwa rzecz dla obcokrajowca nauczyć się tak długiego hymnu.
Postanowiłam, że następnego dnia poproszę go, aby mi opowiedział jak to z tą mauką było. I miałam nadzieję, że jego pamięć będzie to miała w swoim zapisie.

 Ale pokój był już pusty! Pielęgniarka wyjaśniła mi, że córka tego pana zmieniła zdanie. Przyjechała i zabrała go jeszcze poprzedniego dnia po południu. Zrobiło mi się smutno. Tak chciałam z nim porozmawiać...
Potem pomyślałam, że całe to zdarzenie było jak jeden z nie wyjaśnionych cudów. To nie było normalne. To było tak, jakby ten starszy pan pojawił się tam specjalnie, żeby odśpiewać dla mnie hymn mojego narodu.


środa, 28 czerwca 2017

Życie zapisane w dacie narodzin

Nic w naszym życiu nie jest przypadkowe, począwszy od dnia naszych narodzin. Dzień w którym przychodzimy na świat nie jest przypadkowym dniem. Rodzimy się w przypisanym dla nas dniu, który jak niektórzy twierdzą, wybieramy sobie sami(nasza dusza). Taką datę, której liczby są dla nas najlepszą ścieżką do dalszego rozwoju. W chwili narodzin oddziałuje na nas określona wibracja tych konkretnych liczb, które zawierają w sobie napęd i przekaz naszego przyszłego życia. Ponadto imię, które nam nadano razem z nazwiskiem(rodowym) są narzędziami do rozwijania zdolności, zainteresowań,  które w nas drzemią. Poszczególnym literom odpowiadają konkretne liczby. Przy czym samogłoski mają inne znaczenie, a spółgłoski inne. Zresztą podobno imię także nie jest przypadkiem, jak nam się wydaje. Sama znam dwa przypadki, gdzie imie dziecka w domu było uzgodnione od dawna, a w szpitalu nagle mama podała całkiem inne, nie wiedząc czemu.
Nauka o numerologii jest bardzo rozległa i bardzo stara, sięgająca Egipcjan, Fenicjan i Sumerów. Podwalinę pod dzisiejszą numerologię stworzył Pitagoras, który uważał że liczbami można cały świat zmierzyć i określić.
Każdy z nas po zsumowaniu swojej daty urodzin aż do pojedynczej liczby, może poznać swój życiowy numer.
Np.  dzisiejsza data      27.06.2017.       2+7+0+6+2+0+1+7= 25   2+5= 7
W tym przypadku jest to numer 7 - siódemka. Oprócz liczb zwykłych(pojedyńczych jak np. 7) są liczby mistrzowskie. Jeśli po zsumowaniu całej daty urodzin, otrzymujemy ostatnie dwie cyfry takie same, to już ich nie dodajemy. To są właśnie liczby mistrzowskie(doskonałe); 11, 22, 33, 44. Osoby z pod tych liczb są bardziej uzdolnione, uduchowione, oświecone, więc ich życie jest "piękniejsze", ale są także obarczone większą odpowiedzialnością(nie tylko za siebie). Bywa, że osoba z numerem mistrzowskim nie radzi sobie z tym i wtedy zaczyna wibrować negatywnie.
Na stronach wróżek można przeczytać swoje numerologiczne horoskopy. Można też zamówić sobie szczegółowy portret numerologiczny. Najlepiej znać jeszcze godzinę swoich narodzin. Dobry numerolog może nawet "poprawić" na lepsze nasze życiowe wibracje, przez dodanie nam dodatkowego imienia.
A czy zdarza wam się zauważać co jakiś czas albo często widzieć powtarzające się cyfry np. na zegarku 11:11, 17:17 czy 21:21 ? Mogą być też różne kombinacje cyfr, możemy widzieć je w różnych miejscach(nie tylko na zegarku), ale jeśli powtarzają się takie same, to oznacza, że nasz Anioł czy inny świetlny Opiekun próbuje nam zwrócić na coś ważnego uwagę. Na coś, co w tym czasie dzieje się w naszym życiu. Chce nam pomóc w dobrym wyborze decyzji, przed którą stoimy.
Odpowiedzi na takie powtarzające się cyfry też możemy znaleźć. Rozmawiajmy więc z naszymi Aniołami, prośmy ich o opiekę, o wskazówki którą iść drogą, gdy staniejemy czasem na rozstajach.  Jakby ktoś był zainteresowany, to podaję link do strony - jednej z wielu stron wróżek.    http://prosperita.edu.pl/index.html
A wróżki w tych czasach to bardzo wykształcone osoby, oczywiście z wrodzonymi cechami w tym kierunku. Jestem bardzo ciekawa waszego zdania w tym temacie, a może ktoś ma jakieś doświadczenia...

niedziela, 18 czerwca 2017

Przesilenie letnie

Te cudne zdjęcia są z netu - Pixabay. Pierwsze - Stonehenge w Anglii

Bardzo Wam wszystkim dziękuję za komentarze pod ostatnim postem. Spędziłam cudowny czas z moimi dziećmi i wnuczętami. Cieszyliśmy się sobą, czerpiąc z danego nam czasu każdą chwilę. Prowadziliśmy rozmowy, snuliśmy opowieści, były też żarty i zabawy.  A potem, jak goście wyjechali, zakradł się smutek.  Na to za dużo poradzić nie można. Trzeba pozwolić smutkowi pobyć, żeby mógł przejść... Wróciłam do pracy. Jak powszechnie wiadomo, gdy człowiek weźmie się za robotę, to szybko wraca do swojego trybu w dużym kole;)
Tymczasem czas poleciał jakby beze mnie i już jest druga połowa czerwca! Wkrótce przesilenie letnie. Ziemia wychyli swoją oś maksymalnie w kierunku słońca swoją północną stroną. Słońce rozpostrze promienie na zwrotniku Raka. A dla ludzi Północy, słońce wcale nie będzie zachodzić. Najkrótsza noc w roku z 20 na 21 czerwca. W tym roku przesilenie nastąpi o 6:24. Przesilenie czerwcowe to magiczne święto - sabat Litha.  Litha to zwycięstwo światła nad ciemnością, dnia nad nocą. Noc poświęcona jest żywiołom wody i ognia, które posiadają oczyszczającą moc. Tej nocy należy odprawiać rytuały na rzecz powodzenia w życiu miłosnym, robić praktyki oczyszczające i uzdrawiające, a także sporządzać amulety zapewniające pomyślność.  To magiczna noc, gdzie łączy się świat widzialny z niewidzialnym. Tej nocy najlepiej wcale nie iść spać, tylko tańczyć w kręgu przy ognisku, wróżyć, zbierać zioła i przywoływać elfy...
                                                               
                                                                           

środa, 31 maja 2017

Rodzina

Jednym z najcenniejszych darów w życiu jest - rodzina. Pierwszą rodziną, jaką znamy są nasi rodzice i rodzeństwo. No i dziadkowie, jeśli jeszcze nie odeszli z tego świata. (Ja znałam tylko dziadków ze strony ojca). W miarę jak rośniemy, poznajemy coraz więcej cioć i wujków, kuzynów i kuzynek.
Nasze rodzeństwo zakłada własne rodziny i przychodzą na świat nowe dzieci...Rodzina się rozrasta. Niektórzy fascynują się powiązaniami rodziny, poszukują swoich korzeni, tworzą drzewo genealogiczne. Czasem zamienia się to w cel życia.
W pewnym czasie my sami dojrzewamy do założenia własnej rodziny. Kiedy w naszym domu, pojawia się nasze dziecko... I patrzymy na to małe wielkie szczęście...Na małego człowieczka, który jest w stu procentach miłością...  Słowo rodzina nabiera bardzo szczególnego znaczenia. A energia naszego serca pięknieje i zatacza wielki krąg. Z każdym nowym dzieckiem coraz większy...
Następuje czas, kiedy w domach naszych dzieci pojawiają się także te maleńkie cuda. Kręgi naszego serca ciągle pięknieją i rozrastają się do magicznych rozmiarów...
W najbliższym czasie będę mniej obecna na blogu. Już za dwa dni mój dom rozświetli ta cudownie piękna, rodzinna energia:) Jak wiecie, mieszkamy w różnych miejscach i nie da się tak po prostu wpaść na kawę czy niedzielny obiad. Tym bardziej nasze spotkania to prawdziwa celebracja:)

czwartek, 25 maja 2017

MATKA

(Wszystkim matkom,  ze szczególnym wspomnieniem o mojej mamie)

                                                      
Matka jest wysłanniczką Stwórcy
Ogniwem,
które łączy niebo i ziemię
Matka daje cud życia
Jest portalem przejścia
Bez niej cóż by było...
Bycie matką to misja miłości
W naszym oddaleniu się od Boga
zapomnieliśmy
jak to jest kochać naprawdę...
Ale matka nie zapomniała
Zasłona zapomnienia jej nie objęła...
Nawet jeśli czasem nie potrafi
zrozumieć tego umysłem
nazwać słowem...
To jej serce i tak to wie, zawsze wie...
Serce, które jaśnieje
czystym światłem miłości
nie oczekując niczego w zamian


piątek, 19 maja 2017

Człowiek żyje z 20% tego, co zjada. Z pozostałych 80% żyją lekarze ;)

Każdy z nas chce być piękny, młody, zdrowy i bogaty! No i szczęśliwy w miłości:)
Wszyscy tego pragną, ale nie wszyscy dostają. Dlaczego tak się dzieje? Pewnie każdy zadaje sobie czasem takie pytanie. Ja zastanawiałam się nad tym często i zrobiłam duży krok, dowiadując się, że "wiem, że nic nie wiem"ha, ha.  A w małym kroczku doszłam do wniosku, z mojego obczytania się i własnych obserwacji, że sami sobie podcinamy skrzydła nieodpowiednim myśleniem.
Ciągle na wszystko narzekamy. Robimy to już z przyzwyczajenia, automatycznie. Zdania(życzenia), które najczęściej wypowiadamy są typu; "Życie to walka o przetrwanie"  "Ciągle trzeba się martwić o pieniądze" "Mnie to nic w życiu nie wychodzi" " Czuję, że coś mnie bierze, pewnie będę chora/y".
Wiem, że nie wszyscy podzielają taką opinię, że to my sami mamy wpływ na nasze życie, że je kreujemy myślami, słowami...  Ale co, jeśli tak jest... Wtedy w naszym życiu wydarza się to, o czym myśleliśmy nieświadomie, mechanicznie, chaotycznie. Tytuł mojego wpisu, to zdanie wyjęte z jakiegoś artykułu, niestety nie pamiętam z jakiego, ale spodobało mi się. Trochę zabawne, ale czyż nie jest prawdziwe? Pomyślałam, że podzielę się z wami moim doświadczeniem w sprawie zdrowia. Sama na sobie sprawdziłam kreowanie zdrowia. Od kilkunastu lat nie choruję wcale, żadne przeziębienie mnie nie bierze. Nie biorę żadnych leków. Wcześniej, przed laty chorowałam często, w zasadzie łapałam wszystkie wirusy, poza tym mój kręgosłup był w nie najlepszym stanie, nerki "dały mi popalić", miałam czasem jakieś zadyszki, moje serce coś zaburzało, powiększyła mi się tarczyca i odzywały się reumatyczne zmiany, pomimo że byłam młoda..  Kilka ładnych lat temu w pracy panował ciężki wirus grypy, który rozłożył po kolei wszystkich pracowników - tylko ja się nie zaraziłam. Każdy się dziwił, a ja odpowiadałam to co zwykle, czyli to, czego już się nauczyłam - mnie nie bierze, bo ja po prostu NIE CHORUJĘ.  I wtedy dokładnie zdałam sobie sprawę, że "to" działa! Próbowałam sobie przypomnieć, kiedy ostatnio cokolwiek mi dokuczało. Olśniło mnie, że nic mi nie jest od dawna, nawet te poważniejsze dolegliwości, które odczuwałam - cofnęły się! A ja nawet nie wiedziałam kiedy to się stało. Od tamtej pory "wiem "o tym świadomie. A na czym polegało moje uzdrowienie? To bardzo prosta rzecz. Trzeba tylko myśleć o sobie, jako o osobie zdrowej, pozytywnej, szczęśliwej. Unikać mówienia - "czuję, że coś mnie bierze", nie przyciągajmy do siebie choroby. Jeśli już mamy jakieś objawy, mówmy - "coś czuję, ale to już mi przechodzi". Każdego ranka, zawsze miło witajmy nowy dzień, mówiąc w myślach " jestem w doskonałym zdrowiu, fizycznym i psychicznym - lepiej niż poprzednio" "jestem młoda/y, zdrowa/y i atrakcyjna/y", uśmiechając się w myślach do siebie. Zapytajmy zaczynającego się dnia, co pięknego dziś nam przyniesie..., co fajnego nas spotka za tym wzgórzem...Czujmy radość oczekiwania na piękne rzeczy. Bo piękną rzeczą jest już takie "czucie się".   Pierwszą książką z radami jak być zdrowym, na jaką trafiłam była "Samouzdrawianie" Silvy. Szczerze mogę powiedzieć, że u mnie to zadziałało. Myślę, że tak samo działa to w innych dziedzinach, ale nie możemy podcinać skrzydeł swoim marzeniom, wątpiąc w nie już na samym początku, bo nie pofruną;)
Kiedyś widziałam film komediowy, z którego utrwaliła mi się  taka scenka; Sąsiad idzie do sąsiada pożyczyć sekator, żeby obciąć żywopłot. Musiał obejść swoją działkę i sąsiada, żeby dojść do jego drzwi wejściowych. Z początku wesoły, pełen zapału wyobrażał sobie jak tnie żywopłot, robi grila, rodzina się cieszy... Ale po chwili pomyślał - a może on (czyli sąsiad) nie będzie chciał mi pożyczyć tego sekatora... Nie, no czemu miałby nie pożyczyć - uśmiechnął się znowu radośnie. No, kto wie jaki on jest - podpowiadał drugi głos, najpierw delikatnie, ale potem z każdym krokiem coraz mocniej - Może będzie ci zazdrościł, że będziesz miał ładniejszy żywopłot i złośliwie pomyśli, że masz sobie kupić własny jak chcesz się chwalić żywopłotem, a tobie powie niewinnie, że nie może ci pożyczyć, bo ma zepsuty...
W tym miejscu  nasz sąsiad kipiał już  taką złością, że gdy doszedł do drzwi, nacisnął dzwonek i drzwi się otworzyły, zdołał tylko wykrzyknąć -  A w dupie mam twój sekator! Po czym odwrócił się i poszedł do siebie.
Wspaniałego zdrowia życzę sobie i Wam wszystkim:)  

sobota, 13 maja 2017

Zabawne słówka

Mieszkając w Anglii, co jakiś czas widzę śmieszne słówka. Śmieszne są tylko dla mnie, bo wyglądają jak polskie, ale w angielskim znaczą co innego. A ja nawet nie mam się z kim pośmiać w tym momencie, więc tylko się sama do siebie uśmiecham. I tak np. często widzę, bo w każdym sklepie jest -  różnego rodzaju mięso zapiekane w cieście o ogólnej nazwie "pukka pies"

Czasem restauracje wystawiają reklamę
W mojej pracy firma od rękawiczek nazywa się...

Wczoraj rano chciałam się upewnić jaka będzie pogoda, bo miałam ochotę wrócić z pracy "na nogach". Głównie chodziło mi o to czy nie będzie "coś" padać. Bo tutaj rodzajów deszczu jest wiele, od ulewy(bardzo rzadko) poprzez "prysznic"(ten często), coś pomiędzy prysznicem a bryzą, bryzę i jeszcze coś takiego, czego prawie nie widać, że pada, a jednak jest się mokrym.
Jednego wyrazu nie byłam pewna, więc wrzuciłam całą prognozę pogody na tłumacza. A ten od razu wprawił mnie w kabaretowy nastrój, pomimo, ze padać jednak coś miało.
Oto tłumaczenie;
"Podsumowanie prognozy
Dzisiaj
Mniejsze zachmurzenie z deszczem deszczowym w miejscach. W ciągu dnia powstaną słoneczne przerwy, ale także kolejne rozproszone prysznice, które mogą obracać się lokalnie ciężkimi grzmotami. Nadal czując ciepłe krajki"
Chyba te "krajki" padały ha ha ha, bo było ciepło.
Dzisiaj byłam w sklepie i obsługiwała mnie bardzo miła dziewczyna o imieniu "Pippa" ;) Skrót od Philippa.
Przypomniałam sobie przy okazji tego postu, jak mój mąż sprowokował mnie do głośnego wybuchu śmiechu w miejscu publicznym. Do tego tylko ja się śmiałam, bo on nie rozumiał co mnie śmieszy, nawet jak mu wyjaśniłam, to i tak nie było to tak zabawne dla niego jak dla mnie.  Byliśmy w Gdańsku i chcieliśmy jechać do ZOO w Oliwie. Przeglądałam Biuletyn turystyczny, żeby zobaczyć jak tam dojechać.
- Pojedziemy tramwajem - mówię do męża - Tylko nie mogę znaleźć tego Zoo - dodaję, studiując mapę Trójmiasta. On też patrzy na plan  i nagle podekscytowany woła, że znalazł!
- Gdzie? - pytam.
- Tu, zobacz jest "zuu" -  i pokazuje mi palcem miejsce z reklamą, gdzie występuje - Spółka z o.o.