piątek, 20 kwietnia 2018

Pośpiesz się!




Marzena jak codziennie rano, wyprowadziła rower z szopki i zawiesiwszy bańkę na mleko ruszyła w drogę do oddalonego o kilometr  gospodarstwa. Zwykle gospodyni czekała na nią na podwórku żeby chwilę poplotkować o tym i owym. Marzena nie miała nic przeciw dziesięciu - piętnastu minutowej pogawędce z rana. Dzieci zostawały same przez ten czas, ale nie były już małe, więc była o nie spokojna. 
W tym dniu jednak było jakoś inaczej.
Ledwie ujechała kawałek drogi, gdy zaczęła odczuwać niepokój. Najpierw słaby, ale szybko przybierał na sile i zamieniał się w strach. Z minuty na minutę Marzena odczuwała strach coraz silniej i przenikał on ją do głębi. Do tego pojawił się wewnętrzny głos! Głos, który nie był normalnym głosem, lecz raczej przekazem do jej myśli.
- Pośpiesz się, pośpiesz się, pośpiesz się! Słyszała to bezprzerwy!
Myśli były bardzo wyraźne i zawierały w sobie jakąś nieznaną jej moc, której nie mogła się oprzeć. Dojeżdżała właśnie do gospodarstwa, gdzie widziała krzątającą się gospodynię.
- Pośpiesz się! Pośpiesz się! Pośpiesz się!
Wibrowało w jej głowie i piersiach. Czuła to w mózgu, w oddechu i w krwi krążącej w żyłach!
Wiedziała, że coś się stało! Strasznie bała się o dzieci. Nic innego nie przychodziło jej do głowy.
Marzena miewała czasem „przeczucia” , ale to co odczuwała teraz było czymś całkowicie innym. To nie było przeczucie. To coś zawładnęło nią, nie pozwalając na żadne rozważania, tylko żądało szybkiego powrotu do domu!
Ku ogromnemu zdumieniu gospodyni, Marzena rzuciła rower, chwyciła zamienną bańkę z mlekiem i w biegu odjeżdżając  krzyknęła – jutro!
Marzena nie pamiętała  nawet powrotnej drogi. Cała zamieniła się w dwa wyrazy:
Pośpiesz się! Pośpiesz się! Pośpiesz się! Pośpiesz się! Pośpiesz się!

Rzuciła rower przed drzwiami i wpadła do domu jak burza nagle, aż dzieci się wystraszyły.
- Ja tylko herbatę robię  – powiedziała cicho, przestraszona nagłym wtargnięciem matki jej najmłodsza córka.

Marzena nie zwróciła nawet na to uwagi tylko otwierała kolejne drzwi i sprawdzała gdzie i co się stało! Nic. W jej domu wszystko było w porządku. Dzieci były całe i zdrowe. Nie było żadnego pożaru ani wypadku. Nie rozumiała. W jej głowie dudniło nadal:
Pośpiesz się! Pośpiesz się! Pośpiesz się!
Wypadła z domu. Na podwórku tez nic się nie działo. Weszła z powrotem do domu. Nie, to nie to, w domu nic nie było…
Wybiegła na zewnątrz pchana wewnętrzną siłą. Rozejrzała się. Po sąsiedzku mieszkali jej teściowie, z którymi stosunki od jakiegoś czasu nie były najlepsze. Gdy spojrzała na ich dom, wiedziała, że musi tam iść.
Otworzyła drzwi do ich domu i zapytała od progu czy nic się u nich nie stało. Zaskoczeni niemile jej widokiem odpowiedzieli z irytacją:
 – A co się niby miało stać?  
Ta odpowiedź nie zadowoliła Marzeny.  Wariowała wprost od tej wewnętrznej pchającej ją siły.
Pośpiesz się! Pośpiesz się! Pośpiesz się!
Wyszła od teściów…, ale otworzyła drzwi z powrotem i zapytała gorączkowo:
- A gdzie jest Leszek?!
- Jak to Leszek, gdzieś poszedł… po wodę chyba – patrzyli na nią jak na głupią, coś jeszcze komentując, lecz Marzena nie słuchała już. Wybiegła i skierowała się prosto do studni, która była na tyłach ich domu.
Zajrzała do środka. Leszek(osiemnastoletni brat jej męża) był w środku! Studnia była głęboka, a on trzymał się  kurczowo rurki, która prowadziła do kiedyś zamontowanej w dole pompy. Mokry, wyziębiony, resztką sił wołał pomocy, ale jego słaby głos nie unosił się zbyt wysoko, nie wychodził poza głęboką studnię.

Historia jest prawdziwa, a główną jej bohaterką jest wspaniała, niesamowita, moja młodsza koleżanka.



40 komentarzy:

  1. Kobieca intuicja to potęga!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy mamy intuicję bez względu na płeć, tylko zagłuszyliśmy ją i teraz nie wielu odczuwa ją tak mocno jak moja koleżanka.

      Usuń
  2. Niestety, a może i dobrze?, nie mam takich zdolności. Zresztą nie bardzo wierzę w intuicję. Ale w przeczucia już tak, rozumiane jako podświadome kojarzenie pewnych przypadkowo zarejestrowanych faktów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często takie zdolności kojarzą nam się wyłącznie z dramatycznymi zdarzeniami, ale intuicja podpowiada nam także dobre wybory, kieruje nas w "piękną drogę". Intuicja to niczym nieograniczony głos serca, umysł podsuwa nam przeczucia oparte na bazie wszystkich informacji zebranych z naszego obecnego życia.

      Usuń
  3. Ciarki mnie przeszły.
    Znam to uczucie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy słuchałam opowieści Marzeny też miałam ciarki.
      Ja też znam.

      Usuń
  4. Wierzę w przeczucia, w szósty zmysł czy siłę przewidywania, jakkolwiek to nazwiemy...są na świecie rzeczy, o których się filozofom nie śniło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, są rzeczy które dzieją się ciągle wokół nas i oddziałują na nas, chociaż tego nie widzimy.

      Usuń
  5. Ja też miewam czasem takie niewytłumaczalne historie. Niesamowite to, o czym piszesz Mario... ale wierzę, że tak bywa w życiu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest nas więcej potwierdzających obecność intuicji i cieszę się z tego Gabrysiu.
      Historie, którą opisałam robi wrażenie, wiem

      Usuń
  6. Zawsze trzeba słuchać tego, co nam podpowiada intuicja.I ja tak zawsze robię.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, wspominałaś kiedyś o tym na swoim blogu. Intuicja zawsze podpowie nam najlepiej tylko nie zawsze umiemy ten "głos" odpowiednio odebrać.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Niesamowita historia. Pozdrawiam Marysiu. :) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo niesamowita, ale w całości prawdziwa.
      Pozdrawiam Tereniu:)

      Usuń
  8. Faktycznie niesamowita opowieść!

    OdpowiedzUsuń
  9. Człowiek, to jednak tajemnicza istota, a zwłaszcza jego mózg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jednak serce, ono wszystko wie pierwsze, mózg dopiero potem. To jest już udowodnione. Człowiek jest istotą wielowymiarową:)

      Usuń
  10. Bardzo ciekawa historia! Mimo, że dość mocno stąpam po ziemi - nie wydaje mi się jakoś bardzo nieprawdopodobna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewniam Cię - historia jest jak najbardziej prawdziwa.

      Usuń
  11. Nie mogę...czytałam jak książkę i to jedną z najlepszych. Cóż za historia, jakoś nie wiem, co napisać. Cieszę się, że wszystko skończyło się dobrze. Intuicja, te głosy...to jest bezcenne. Czasami udajemy, że nie słyszymy, a powinniśmy słuchać. Posta tego nie zapomnę, no nie zapomnę. Wartość w nim ogromna!!! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Agnieszko za pochwałę opisu:) Chciałam podzielić się tą historią, bo pamiętam jakie ciarki miałam podczas słuchania o tym. Głos intuicji jest bezcennym darem, masz rację:)

      Usuń
  12. Szósty zmysł, to niestety jest to coś, co ja też mam, ale nie będę się o tym rozpisywać. Pięknie opisana, a tym samym wciągająca historia. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Mówimy niestety, bo w większości odbieramy informacje o złych wydarzeniach, z własnego doświadczenia wiem, że intuicja podpowiada nam także dobre, piękne rzeczy, nawet takie codzienne drobne wybory, które zawsze są dla nas najlepszym wyborem.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  13. Intuicja, przeczucie....Coś wiem na ten temat. Jeżeli sie pojawia staram się ich słuchać
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, należy słuchać, ja też słucham Ismeno
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  14. Intuicja to coś, co odzywa się u mnie rzadko ale...zawsze ma rację!
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To życzę częstszego odzywania:)
      Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  15. Oj wiele razy gnałam za głose mwewnętrzym i to nie zawsze ,że ostrzgającym..często właśnie prowadzącym też ku dobremu..mówił..np,zób to ,zrób to !!
    Niesamowita historia, super,że koleżanka posłuchałą podpowiedzi swego wnętrza:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To masz naprawdę piękne połączenie:)
      Koleżanka w tej historii właściwie nie miała wyboru, to była taka siła, że ona musiała się jej podporządkować, ale uratowała komuś życie i to jest piękne:)

      Usuń
  16. Ciarki mi po plecach przebiegły.
    Znam to Mario, zdarza mi się mieć tzw. przeczucia, które się sprawdzają.
    Choć jak na razie i mam nadzieję, że nigdy w tak dramatycznych okolicznościach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja podczas słuchania tej historii też miałam ciarki. Moja koleżanka "odbiera" w większości takie zagrożenia i nie jest jej z tym dobrze, ale zawsze zdąży zadziałać na czas. Ta historia dla niej była największym przeżyciem i choć minęło dużo lat od tamtej pory opowiadając mi to bardzo była przejęta.

      Usuń
  17. O kurczę. Co za historia. Przeczuciom jak widać warto ufać, też czasem mam różne przeczucia, bardzo rzadko co prawda, ale pojawiają się. Dobrze, że go uratowała i nie przybyła tam za późno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Biedak był już u kresu wytrzymałości, ale jak widać ma skutecznego Anioła Stróża, który przywołał Marzenę żeby go uratowała.
      Warto słuchać intuicji, wsłuchując się w serce, stamtąd dostajemy zawsze dobre podpowiedzi:)

      Usuń
  18. I całe szczęście, że Marzena posłuchała swojego wewnętrznego głosu, bo mogło się to skończyć tragicznie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dobrze że słyszała to tak wyraźnie, bo byłoby po Leszku.
      Pozdrawiam Basiu:)

      Usuń
  19. Rozpoczynając lekturę, byłam przekonana, że to fragment Twojej nowej powieści. Gdy doszłam do ostatniego zdania, mówiącego o tym, że to prawdziwa historia, to zrodziło się pytanie, czy Marzena zdołała uratować szwagra. Bardzo mocno wierzę i w intuicję i w tzw. "szósty zmysł". Mój syn bardzo boi się tych moich przeczuć, bo zazwyczaj się sprawdzają i wtedy mówi "wykrakałaś". Tak dziwnie w moim przypadku się składa, że intuicja i przeczucia odnoszą się tylko do zdarzeń negatywnych. Usatysfakcjonowana lekturą(jak zawsze), pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Iwonko za miłe słowa:) Tak, Leszek został uratowany, Marzena pobiegła po teściów, rzucili mu grubą linę(w gospodarstwie zawsze takie są) i wspólnie go wyciągnęli. Co dziwne, Leszek nie pamiętał jak do tej studni wpadł (na skutek szoku), ale prawdopodobnie idąc po wodę pośliznął się(był tego dnia lekki przymrozek), a że studnia była niżej to nie zdążył wychamować i stracił równowagę. Był cały mokry, więc musiał zanurkować i przekręcić się pod wodą, żeby mógł się tej rury uczepić. Dramatyczna historia, ale jak bardzo pokazuje, że niwidoczne dla nas siły działają.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  20. Ja podobnie, jak ktoś z komentujących, byłam pewna, że to twoja nowa powieść. Aż trudno uwierzyć, że to życie. To znaczy w wypadek uwierzyć łatwo, ale ta intuicja twojej koleżanki... Niesamowite:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzenę znam od pół roku, od pierwszego spotkania czułam, że jest w niej coś niesamowitego. Po bliższym poznaniu się widzę jak silną więź ma ze swoją intuicją, chociaż nie zalicza się do osób "przebudzonych"

      Usuń