Translate

piątek, 24 marca 2017

Emigracja - plusy

Anioł północy
Wszystko, co napisałam w poprzednim poście jest prawdą, którą odczułam na własnej skórze lub raczej na własnym sercu, duszy...
Doszłam jednak do wniosku, że mam obowiązek napisania także o plusach bycia emigrantem.
To prawda, że nie czujemy się u siebie, no... chociaż są tacy, co tak twierdzą i to już po paru miesiącach mieszkania za granicą. Szybko zapominają polskiego, na urlopy jeżdżą wyłącznie do egzotycznych krajów i otwarcie mówią, że Polska nic już ich nie obchodzi, bo Polakami się nie czują. Żal mi ich, bo nie wiedzą , co mówią.
Jeśli nie są Polakami, to przepraszam bardzo, ale kim są? Nikim. Bez tożsamości. Ale to nie jest temat o nich.
Plus Emigranta to łatwiejsze życie materialne. Na początku tak łatwo nie jest, ale to zależy od tego, do kogo się przyjechało i czy praca już czeka czy trzeba jej dopiero szukać. Polacy, wiadomo zaradny naród, więc z zarabianych tutaj pieniędzy, szybko potrafią odłożyć. A więc nie trzeba się martwić czy starczy do wypłaty, a jeszcze można pomyśleć o jakichś inwestycjach.  Są różnego rodzaju zasiłki od państwa np. wyrównują niski dochód, dają zasiłki na dzieci oprócz tzw. rodzinnego, dokładają do wynajętego mieszkania lub dają mieszkanie. Jeśli chodzi o zasiłki, to wśród rodaków nie brakuje roszczeniowców i oszustów, niestety.
Plusem jest wszechobecna tolerancja pod każdym względem. Ludzie są różnych nacji, różnego koloru skóry, a nikt nie musi czuć się inny z tego powodu. Także w kwestii ubraniowej jest ogromna różnorodność, ale nikt się za nikim nie ogląda i nie kręci głową, jak to widywałam w Polsce. W zimie często można zobaczyć osoby na krótki rękaw lub nawet w spodenkach, a jeszcze częściej w klapkach na gołych nogach. I nie zawsze są to młodzi. Pewnie jest im ciepło, bo dla jakiego innego powodu mieliby się tak ubierać. Tak samo jest z biżuterią, fryzurą, kolorem włosów itp. Nikt się nie dziwi. Każdy ma swój gust, ale nie narzuca go innym.
Plusem są wizyty u lekarzy. Wizyta jest zawsze umawiana na czas(może zdarzyć się kilkuminutowe opóźnienie, ale rzadko). Przeważnie lekarz przychodzi osobiście po swojego pacjenta na poczekalnię i zabiera go do gabinetu. Czasem lekarz prosi pacjenta za pomocą wyświetlacza, na którym ukazuje się nazwisko pacjenta i nr gabinetu. Nigdy nie spotkałam się ze znanymi mi z Polski kolejkami pod gabinetem, że kto za kim przyjdzie tak wejdzie. Zawsze może towarzyszyć rodzina. Lekarz traktuje pacjenta życzliwie i opiekuńczo.
Leki w Szkocji są za darmo, a w Anglii ryczałtowo 6 f za lek. Antykoncepcja darmowa wszędzie.
Plusem jest załatwianie spraw w Urzędach, gdzie klient/petent zawsze obsługiwany jest grzecznie, z uśmiechem, z szacunkiem.
Plusem i to wielkim jest kultura. Zwroty grzecznościowe; dziękuję, proszę, przepraszam używane są wszędzie i bez przerwy. Ludzie uśmiechają się do siebie, nie tylko znajomi, ale obcy ludzie kiedy się mijają wymieniają uśmiechy, a jeśli to jest gdzieś w plenerze to także z pozdrowieniem się. Kultura jest także na drodze wśród kierowców, chociaż teraz to już różnie bywa, bo nietutejszych jest sporo. Tutejsi zawsze ustąpią, wpuszczą z drogi podporządkowanej, nie zbliżą się maksymalnie do samochodu przed nim i nie rzucają wiązanką jak już im ktoś zajedzie drogę, najwyżej jednym wyrazem;)

Plus zawarty jest także w minusach poprzedniego wpisu „Emigranckie życie”. Doświadczanie tego procesu, przeżycia z nim związane, analizowanie, prowadzi nas – emigrantów do rozszerzenia świadomości życia. Widzimy szerzej i więcej... Samotność sprzyja rozmyślaniu i zagłębianiu się we wszystko... Stajemy się przez to innymi ludźmi, więcej rozumiemy. Swój kraj postrzegamy też inaczej, niż wtedy gdy mieszkaliśmy w nim.  Z perspektywy odległości, czasu, przemyśleń... widać lepiej, wyraźniej.

poniedziałek, 20 marca 2017

Wiosna przyszła!

Zaskoczyła mnie wiosna
jak co roku
weszłam do parku
wolnym krokiem
a tam cóż?
Kwiatuszki białe, żółte
dzwoneczkowe
z perlistą rosą
fioletowe
i lila róż!

Chciałam skakać jak dziecko
radośnie ;)
lecz czy to wypada
przy wiośnie
gdy jesień życia
wchodzi na bark?
Szłam więc powoli
i dostojnie
a kwiatki oczka
puszczały do mnie
czarując park;)

wtorek, 14 marca 2017

Emigranckie życie

Bycie Emigrantem to rozległe i głębokie doświadczenie. Życie Emigranta to złożony, niekończący się proces. Trudno jest to rozmienione na drobne życie wydobyć z głębokich pokładów, ująć w całość i ubrać w słowa.
Życie Emigranta to wiele żyć jednocześnie...  albo życie w innym wymiarze.
To są tęsknoty niezaspokojone i świadomość, że nie da się już ich zaspokoić...
Tęsknota... za domem... Ale gdzie jest Dom?
Na początku Emigrant wie – tęskni za krajem rodzinnym, za domem w Polsce.
Wkrótce miejsce tęsknoty wypełnia się wrażeniami z nowego świata. Emigrant  pozwala sobie na zachłyśnięcie się nowym życiem. Nowym światem, lepszym, łatwiejszym... Robieniem zakupów bez zwracania szczególnej uwagi na ceny. Wypłatę błyskawicznie przelicza w głowie na złotówki, a uzyskana przez pomnożenie kwota robi wrażenie! Wolne dni od pracy Emigrant przeznacza na  zwiedzanie nowego, pięknego kraju. Nie może się doczekać kiedy to wszystko opowie znajomym.
Czas szybko mija i nie wiadomo kiedy nadchodzi czas urlopu. Jest podekscytowany podróżą do Ojczyzny! Cóż za radość! Kupuje wszystkim prezenty, nie żałuje na nic. Emigrant wyobraża sobie te przyszłe wspaniałe spotkania z przyjaciółmi, ze znajomymi...
Szczęśliwy ląduje na rodowitej ziemi. Po wyjściu z lotniska trochę się dziwi, że napotykani ludzie nie uśmiechają się, ale to nic, jego radość wystarcza za wszystkich!
Pełen kipiącego entuzjazmu, w objęciach z bliskimi, jedzie w Polskę, ciesząc się widokami jak dziecko.
Urlop mija w zastraszającym tempie!
Gdzieś, w przebłyskach podświadomości Emigrant zdaje sobie sprawę, że lecąc do Polski, czuł radość powrotu do domu...
Ale on nie wrócił, on przybył tylko na chwilę...
Podczas spotkań, słucha rozmów z dziwnym uczuciem. Rodzina czy też znajomi planują jakieś spotkania, jakieś wyjazdy za tydzień, dwa lub za miesiąc...
 W pewnym momencie rozmawiają już poza nim, nie biorąc go pod uwagę, bo przecież już wyjedzie, już go nie będzie.
- Nie będzie mnie – myśli Emigranta przesuwają się też jakby poza nim... Czuje się niewidzialny, ale nie dostrzega w tym nic zabawnego.
Pora wracać do siebie.  DO SIEBIE?! Przez pierwszy tydzień po powrocie wszystko w nim krzyczy – CO JA TU ROBIĘ?!
Czuje wyobcowanie. Czytając o tym wcześniej, nie wiedział, że to boli...
Żeby nie zastanawiać się nad trudnymi pytaniami, rzuca się w wir pracy. Bierze wszelkie możliwe nadgodziny, nie ma czasu myśleć. Siłą rzeczy Emigrant oswaja się. Spotyka coraz więcej rodaków. Wymieniają poglądy, spostrzeżenia, dają sobie wzajemne rady odnośnie załatwiania różnych spraw. W grupie rodaków Emigrant czuje się najlepiej i nabiera nadziei na nie do końca sprecyzowaną przyszłość. Tymczasem kolejna wymarzona wizyta w Polsce. Pobytowi towarzyszy ogromna mieszanka uczuć. Radość Emigranta gaszona jest raz po raz. Starzy znajomi jakoś się rozmywają. Nie mają czasu albo mają  jakieś inne plany. Emigrant czuje się zbyteczny, odrzucony. Myślał, że wszystko będzie tak jak w chwili jego wyjazdu, ale przecież życie idzie do przodu, tylko że on nie bierze w nim udziału... Wytwarza się pustka,dół...   W miejscowym sklepie przy robieniu większych zakupów, zauważa zawistne oko niektórych osób, czasem słyszy komentarze, że chwali się kasą, a tu ludzie ciężko pracują.
Jest mu źle. Ludzie zazdroszczą mu, że ma pieniądze, a przecież on też ciężko pracuje, bardzo ciężko... Ludzie w jego kraju nie rozumieją go.
Tak tęsknił do tej swojskości, a tu patrzą na niego jak na obcego...
Wyobcowanie we własnym kraju... to boli jeszcze bardziej...
Nadchodzi koniec wakacji i czas odlotu. Emigrant nie potrafi sprecyzować co czuje, nie wie gdzie jest jego Dom... Już nigdzie nie czuje się u siebie... Po prostu mechanicznie czeka na samolot. Obserwuje żegnającą się rodzinę. Dziewczynka dziesięcio - może dwunastoletnia trzyma ramionami ojca z całych sił, a jej ciało wstrząsa szlochem rozpaczy. Matka próbuje ją pocieszać, bo ojciec musi już iść do odprawy...

Nasz Emigrant odwraca głowę, w której tłuką się myśli – za jaką cenę kupujemy pracę, lepsze materialne życie...

środa, 8 marca 2017

Sztuka nie oceniania


Umiejętność obserwowania
bez oceniania
jest najwyższą formą inteligencji


                      Jiddu Krishnamurti










Hmm... Czy można widzieć czyjeś wady i nie oceniać ich, nie krytykować? Nie oceniać w żaden sposób ani komentując głośno ani w myślach. Czy to jest w ogóle możliwe, czy tak potrafimy...
Ludzie, którzy zgłębili głęboką wiedzę, ludzie „przebudzeni duchowo” twierdzą, że można. I, że dopiero wtedy możemy żyć w pełnym komforcie, bez doznawania złych, niskich uczuć jak złość, zazdrość, zawiść, które nami targają i robią nam szkodę.
Za taki stan odpowiedzialne jest nasze ego(nadmiernie rozbudowane), nasz niższy umysł. To ono gromadzi i przechowuje te odczucia, aby w razie nadażającej się, sprzyjającej  sytuacji szybko je nam podsunąć. My, utażsamiając się z nimi, np. ze złością, zasilamy tę złość swoją energią i automatycznie wzmacniamy ją. Ta wzmocniona złość wróci do nas prędzej czy później, poprzez jakichś ludzi czy sytuacje, bo tak działa prawo przyczyny i skutku, dla wszystkich jednakowe.
Aby uwolnić się od tego, trzeba pracę zacząć od siebie. Pobyć tylko ze sobą, wsłuchać się w siebie, pokochać siebie... Zaakceptować się takim jakim się jest. Nie kochając siebie, nie możemy być szczęśliwi...
Przebywać często na łonie natury. Słuchać pięknej muzyki.
Telewizję, politykę i religię zamknąć i odesłać.
Wtedy zauważymy, że te czyjeś wady już nas nie irytują, właściwie wcale nas już nie obchodzą... Będziemy je postrzegać jako obserwator, ale bez emocji, bez oceny, z wewnętrzną wolnością...

Myślicie, że to możliwe?


niedziela, 5 marca 2017

Lubię starocie



Mam słabość do rzeczy, które ktoś wykonał ręcznie, lubię także starocie. Myślę, że każdy twórca w swoje dzieło wkłada trochę serca, a może nawet całkiem dużo. Nie wszystkie napotkane rzeczy, które mi się podobają od razu kupuję, ale od czasu do czasu coś muszę. Czasami coś dostaję w prezencie. Wszystkie niezmiernie mnie cieszą.



Mam dwa albumy do zdjęć, które wykonane są z jakichś egzotycznych, ale naturalnych materiałów.



To także egzotyczna, chyba tykwa do wody. Nie wiem co to za materiał, ale chyba rodzaj drewna. Góra jest otwierana

Obraz z worka

















Bardzo ładne pudełko, chyba bardzo stare, bo mapy wcale nie przypominają dzisiejszych


Ramka do zdjęcia wręcz mnie urzekła

Babciunia z papieru

A to rzeczy, które dostałam. Dwie filiżanki z podstawkami podarowała mi koleżanka Jola. Są one wykonane  z gliny z odciśniętymi prawdziwymi liśćmi, przez znajomych mojej koleżanki.





                   

Niedawno dostałam od mojej tesciowej, która robiła remonty w domu i pozbywała się różności. Oryginalna butelka z oliwą z oliwek, ciągle zalakowana i puszka (chyba z gliny) z musztardą też nie użyta jeszcze, ale raczej tez się nie skuszę ;)



Na koniec angielska ozdoba w kształcie wszechobecnego czajnika do herbaty. Na czajniki to swoją drogą osobny wpis potrzebny


sobota, 25 lutego 2017

Dzień, w którym komputer napisał powieść

W Japonii od roku 2013 jest organizowany konkurs literacki o nagrodę Shinichiego Hoshi, jednego z najlepszych pisarzy science-fiction. W ubiegłym roku dopuszczono do konkursu prace z udziałem sztucznej inteligencji. Jurorzy podczas czytania nie znają nazwisk autorów (żeby nie było kumoterstwa). Do konkursu nadesłano 1450 tytułów. Okazało się, że przez pierwszy z czterech etapów selekcji przeszła książka o tytule "Dzień, w którym komputer napisał książkę" napisaną przez... komputer!
Co prawda, program napisali ludzie z ogólnym zarysem powieści, ale całość składał i pisał komputer. Członkowie Komisji uznali, że fabuła jest dobra. Zastrzeżenia mieli tylko do zbyt mało rozbudowanych postaci. Nie zorientowali się, że powieść napisała maszyna...  Zakończenie książki brzmi tak;
 „Wiłem się z radości, której doświadczyłem pierwszy raz i pisałem wciąż w pełnym podnieceniu. Dzień, w którym komputer napisał powieść. Komputer, kładąc nacisk na dążenie do własnej radości, przestał pracować dla ludzi” 
Czy powinniśmy się bać? Wszak komputerom powierzamy coraz więcej i we wszystkich dziedzinach. Są coraz inteligentniejsze, rozwijają się. A my ludzie stajemy się wygodni. Sporo z nas ogranicza się do kontaktu z ekranikiem, który usłużnie podsuwa nam domyślne wyrazy, zwroty... Pomaga nam, ale może kiedyś uznać, że jest mądrzejszy... Gdzieś przeczytałam zdanie "Albo będziemy czytać książki albo ślad po nas nie zostanie"  Jak tak rozejrzeć się po ludziach w publicznych miejscach... Wszyscy mają ręce przyspawane do komórek, są jak w transie... Nasuwa się pytanie - czy ci ludzie jeszcze samodzielnie myślą, czy to już komputer za nich...
My ludzie jesteśmy wyjątkowi poprzez odczuwanie uczuć... żebyśmy tylko potrafili żywić te dobre uczucia do siebie, wzajemnie...

poniedziałek, 13 lutego 2017

Komentarz do "Przygody z angielskim"

Pozwolicie, że odpowiem Wszystkim jednocześnie, gdyż każdy zastanawia się nad tym samym - Co Manuel mi pokazywał?
Tak naprawdę nie mam pewności, bo on wkrótce po tym wydarzeniu, zwolnił się z pracy i więcej go nie widziałam. Ale rozmawiałam o tym z różnymi osobami z pracy(Polakami) i wszystko wskazywało na samochód, który Manuel kupił od zaprzyjaźnionego Polaka. A owo magiczne słówko było w nazwie samochodu. No, bo za oknem oprócz samochodów były tylko kwiatowe rabatki. Żadnej ukrytej torby ze wspomnianym trunkiem, ani śladu ha ha ha
Oczywiście, nie zamierzałam pić tego wyobrażonego przeze mnie spirytusu - chyba oczy wyszłyby mi z orbit! Chciałam tylko odwieść Manuela od tego pomysłu, podążając za nim, rozpaczliwie szukałam odpowiednich do tego słów po angielsku.
Jestem na krótkim urlopie, ale jutro wszystkich Was odwiedzę - obiecuję:)