Translate

poniedziałek, 13 lutego 2017

Komentarz do "Przygody z angielskim"

Pozwolicie, że odpowiem Wszystkim jednocześnie, gdyż każdy zastanawia się nad tym samym - Co Manuel mi pokazywał?
Tak naprawdę nie mam pewności, bo on wkrótce po tym wydarzeniu, zwolnił się z pracy i więcej go nie widziałam. Ale rozmawiałam o tym z różnymi osobami z pracy(Polakami) i wszystko wskazywało na samochód, który Manuel kupił od zaprzyjaźnionego Polaka. A owo magiczne słówko było w nazwie samochodu. No, bo za oknem oprócz samochodów były tylko kwiatowe rabatki. Żadnej ukrytej torby ze wspomnianym trunkiem, ani śladu ha ha ha
Oczywiście, nie zamierzałam pić tego wyobrażonego przeze mnie spirytusu - chyba oczy wyszłyby mi z orbit! Chciałam tylko odwieść Manuela od tego pomysłu, podążając za nim, rozpaczliwie szukałam odpowiednich do tego słów po angielsku.
Jestem na krótkim urlopie, ale jutro wszystkich Was odwiedzę - obiecuję:)

sobota, 11 lutego 2017

Przygody z angielskim

W Anglii pracowałam od niedawna. Mój angielski powiedzmy, że był komunikatywny. Pewnego dnia w pracy zagadnął mnie czarnoskóry kolega. Było z niego kawał chłopa, a na imię przy tym miał Manuel, jak ten motylek z bajki.
- Hi (Cześć)
- Hi
- How are you? (Jak się masz?)
- I'm fine, thank you. And you? (Dobrze, dziękuję. A ty jak się masz?)
- Very good.(Bardzo dobrze)
- What your name? (Jak masz na imię?)
- Maria. 
- Ooo, Marija! Nice, very nice.(Bardzo ładnie)
- My name is Manuel.
I zaszczycił mnie szerokim uśmiechem, ukazując bielutkie zęby, jak z reklamy.
- Manuel - powtórzyłam niedowierzająco, mając przed oczami wspomnianego motylka.
- Where are you from?( Skąd jesteś?) - zapytałam.
- Nigeria. Are you  Polish?( Z Nigerii. Ty jesteś Polką?)
- Yes. I am. (Tak)
- I like Poland! I like polish people. I like you - Marija - rozkręcał się Manuel.
 Przy czym zaczął mówić szybko i dużo. Nie wiele z tego rozumiałam, mój komunikatywny angielski nie nadążał. Przytakiwałam, wyłapując znajome wyrazy "like" "polish". W następnej porcji zdań zaczął powtarzać jakieś bliżej nieokreślone "sprit" albo "spirit". Nagle ucichł i zdałam sobie sprawę, że chyba oczekuje ode mnie jakiejś reakcji.
Poprosiłam, żeby powtórzył powoli, licząc na jakiś cud zrozumienia.
Manuel z ochotą powtórzył, że lubi Polaków i że ma polskich przyjaciół. Potem dodał, że lubi polski... w tym miejscu użył znów tego wyrazu "sprit".

Nagle mnie olśniło - Lubi polski spirytus!
- Do you like polish drink? (Lubisz polskie napoje?)- chciałam się upewnić
- Yea... I like it. Polish drink is very good.(Tak, są bardzo dobre) - pochwalił Manuel.
- Polish drink is very strong(polskie napoje są mocne) - straszę go i czekam na reakcję.
- No - zbagatelizował moje słowa.
- Not strong... hevi...? - nie dowierzam
- No. Marija do you like... Dalej nie zrozumiałam, no ale przecież już wiedziałam, że rozmowa toczy się o polskim alkoholu, odpowiedziałam więc wzruszając lekko ramionami - Sometimes (czasami)
- Marija com with me. I have got...(chodź ze mną, ja mam, dostałem...)
Manuel widząc moje niezdecydowanie, zapewniał mnie, że to nie daleko i zajmie tylko małą chwilę.
Ja stałam sparaliżowana!  Manuel przyniósł do pracy polski spirytus! I chce mnie nim poczęstować...
Boże, może to chociaż tylko wódka! - myślę gorączkowo. A on czeka całkiem spokojny, uśmiechnięty. Widzę, że się nie przejmuje. Jak można być takim lekkomyślnym... - nie dowierzam. Chcę mu powiedzieć, że nie wolno, ale nie wiem jak. Poza tym, jeśli ktoś usłyszy tą rozmowę, to od razu się wyda... 
Idę! Trudno, przecież muszę mu jakoś wytłumaczyć, że nie wolno... alkohol w pracy... - miałam burzę w mózgu - Do tego spirytus! Żeby chociaż nie polski... jak się wyda, będzie na nas...
A Manuel podszedł do dużych, oszklonych drzwi. Idąc w jego kierunku, bacznie zerkam po kątach w poszukiwaniu trefnego towaru.
- No chodź, zobacz -  bardzo z siebie zadowolony, pokazywał mi coś za oknem.
Popatrzyłam za szybę jak przysłowiowy wół na malowane wrota! Nic sensownego nie zobaczyłam. Zupełnie nie wiedziałam o co chodzi. Za oknem rosły krzewy, klomby z kwiatami i stało kilka samochodów na parkingu. Żadnej ukrytej torby.
- I co, podoba ci się? - zapytał roześmiany Manuel
Całkiem zbita z tropu, przytaknęłam tak, żeby do wszystkiego pasowało i pod pozorem śpieszenia się do zostawionej pracy, oddaliłam się czym prędzej. Musiałam ostudzić polskie myślenie;)
 

niedziela, 5 lutego 2017

Złota Liczba, Boska Proporcja

Słoneczniki to piękne kwiaty (zdj. internet)...
Widziałam kiedyś program o Boskiej Proporcji.
Pokaz zaczął się od szczegółowego przyjrzenia się słonecznikom. Zrobiło to na mnie tak wielkie wrażenie, że od tamtej pory inaczej patrzę na te słoneczka.
Ziarenka słoneczników ułożone są w krzyżujące się spirale, osiem spirali w jedną stronę i trzynaście spirali w drugą stronę.
Złota liczba. Tajemniczy ciąg Fibonacciego czyli liczba Fi. Polega ona na tym, że każda następna liczba powstaje w wyniku zsumowania dwóch poprzednich czyli
0,1,1,2,3,5,8,13,21,34,55 itd.
Boska Proporcja 1:1,618
Zainteresowanych odsyłam do fachowych stron, których na ten temat jest sporo. Ja z matematyką zawsze byłam na bakier, ale zdaje się, że cały świat z niej się składa, ba cały wszechświat!
 Wszystko zbudowane jest wg. wzoru Boskiej proporcji. Wszystko - Płatki kwiatów, liście, szyszki, muszle... Zwierzęta. Ludzkie ciało, Układ Słoneczny, Spirale Galaktyk... Muzyka.
Wszechświat to cudowna harmonia. Może to tylko my ludzie ją zaburzamy...




czwartek, 26 stycznia 2017

Zima

Zdjęcie z internetu - kartki.pl
Ten pierwszy wiersz napisałam już dano temu, ale często przypominam sobie tamto zauroczenie zimą












Płaty śniegu na drzewach
iskrzą srebrem
Mróz trzyma
Zima.
Usypane zaspy na polach
śpi przykryta ozimina
Zima.
Sople wiszą pod dachem
i sikorki tańczą przy słoninach
Zima.
Koń biegnący, rzuca śnieg kopytami
a w saniach ojciec powozi lejcami
Dookoła piękna kraina...
Zima.

Wiem, że zima niesie ze sobą utrudnienia, niedogodności, ale ja,kiedy słyszę zima,to zawsze mam przed oczami piękne, czarodziejskie widoki.
Tutaj, niestety, tych widoków nie mam. Czasem jakąś namiastkę i nawet wtedy czuję te achy;)


Witaj zimowy lesie


Ach, witaj mi czarujący lesie!
Witajcie dumne w orszaku drzewa!
To pozdrowienie niech się niesie,
po lesie całym niech rozbrzmiewa!

Dziś na gałązkach zimowe szaty.
Sukienki o świerkowej zieleni
przybrano w srebro i brokaty,
co srebrzy się cudnie i mieni.

Promienne słońce drzewa oświetla
- na dwornej scenie stoją strojni.
Pokazują zimowy spektakl
dla zachwyconej wprost widowni!

wtorek, 17 stycznia 2017

Napisałam książkę




...a właściwie książeczkę, bo liczy ona sobie tylko 95 stron.
Długo zastanawiałam się czy powinnam się nią pochwalić, no bo prawdziwym pisarzem to ja nie jestem. Nie mam w tym kierunku ani wykształcenia ani innego przygotowania. Ot, zwykła amatorka.
Ale, co tam - zdecydowałam się. Wszelką krytykę przyjmę pokornie, a jeśli kogoś zainteresuje moja książka, to będzie mi bardzo miło.
Zawsze chciałam napisać książkę, a przynajmniej spróbować. Myślałam, że zabiorę się do tego na emeryturze, ale widok emerytury przesuwa się jak marchewka na kiju przed zającem.
Decyzję o napisaniu tej książki podjęłam spontanicznie. Usłyszałam bowiem historię, która mnie urzekła. Temat więc niejako sam wpadł mi w rękę z piórem. Wystarczyło tylko, żeby  wszystko to spisać... Czemu nie spróbować teraz? - olśniło mnie któregoś ranka, no i tak zaczęłam moją przygodę z pisaniem. Niestety, przy pracy na cały etat, nie rzadko z nadgodzinami, na pisanie zostawało nie wiele czasu. I dlatego napisanie  tej, nie grubej przecież książki, zajęło mi jednak prawie dwa lata. Nie zawsze też byłam w stanie pisać, bo żeby pisać dalsze losy bohaterów, najpierw (za każdym razem)musiałam wchodzić w ten klimat, poczuć emocje bohaterów w różnych sytuacjach... Zwykle czytałam kilka zapisanych już kartek i "przenosiłam się" automatycznie, ale nie zawsze tak było, czasem zmęczenie nie pozwalało albo jakieś sprawy domowe.
Szybko zdałam sobie sprawę, że pisanie sprawia mi wielką frajdę. Fajnie się czułam wchodząc w ten magiczny świat.
Opowieść jest o miłości. Wiem, że wielu z was skrzywi się w tym miejscu, ale trudno, tak wyszło.
Ona i On poznają się przez internet. Obydwoje są w dojrzałym wieku, po przejściach i nie oczekują już fajerwerków od życia. Samotność jednak dokucza, więc szukają kogoś dla towarzystwa. Tymczasem nieoczekiwanie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przeżywają coś, co ich zaskakuje i ledwie za tym nadążają.
Książka powinna być dostępna w Empiku i innych księgarniach. Na pewno jest na stronie dystrybutora "motyle książkowe" link jest poniżej.

http://www.motyleksiazkowe.pl/literatura/29829-kliknij-milosc-9788394537197.html?search_query=kliknij+milosc&results=1

środa, 11 stycznia 2017

Odwołanie się udało

Przemieszczając się w pod londyńskim terenie, z południa na północ i z północy na południe, trzeba korzystać z płatnego przejazdu zarówno tunelem pod Tamizą jak i mostem Królowej Elżbiety II nad nią.  Kilka lat temu, na autostradę płatną w tych miejscach, wjeżdżało się przez bramki, przy których były zamontowane pojemniki do wrzucania  pieniędzy. Kiedy pierwszy raz miałam okazję jechać tym przejazdem, to opłata wynosiła 1 funt. Bramki zlikwidowano, żeby pozbyć się korków, bo każdy samochód musiał się zatrzymywać w tym miejscu. Teraz opłata wynosi 2,50, a dokonać jej można na trzy sposoby; online, założyć konto na ich stronie lub po prostu w pobliskim sklepiku, wykupić bilet w formie doładowania jak np.do telefonu.
Mój mąż jest zwolennikiem tej ostatniej formy, to znaczy lubi małe, stare, tradycyjne sklepiki. I kiedy kilka miesięcy temu, wybieraliśmy się w trochę dłuższą, dwudniową podróż, właśnie w takim sklepiku wykupił dwa przejazdy. A, że jest człowiekiem nie przywiązującym zbytnio uwagi do drobiazgów, to też nie zawracał sobie specjalnie głowy pokwitowaniem. czyli paragonem zakupu.

Po miesiącu przyszedł list z informacją, że samochód o takiej rejestracji i w takim dniu i o takiej godzinie, przejechał drogą płatną, nie uiszczając opłaty.
Mąż od razu się oburzył na taki zarzut - jak to nie  zapłacone? Kupiłem bilet w... i tu wymienił nazwę sklepiku. W dalszej części bardzo ugrzecznionego listu, stało, że niczym się nie martw, jeśli zapłaciłeś, to wystarczy, że odeślesz w załączonej kopercie zwrotnej dowód na to. Może to być wydrukowane potwierdzenie online, z banku lub... bilet ze sklepiku. W przypadku braku jakiegokolwiek dowodu, trzeba zapłacić karę 70 funtów(jeśli w ciągu dwóch tygodni to 35)
- Masz te bilety?- zapytałam retorycznie, znając już w zasadzie odpowiedź. Przeszukał, oczywiście, co się dało, czyli portfel, kieszenie i samochód, ale bezowocnie.
Ostatnia część listu informowała o tym, że możesz się odwołać. Jeśli masz jakieś inne wyjaśnienie tej sytuacji, opisz ją w skrócie w załączonej ramce z pustym polem.
- Trzeba zapłacić, bo nie ma wyjścia, skoro nie ma dowodu - westchnęłam.
- Ale ja zapłaciłem, kupiłem bilety na dwa przejazdy - upierał się mąż i po chwili dodał - piszemy odwołanie! Napisaliśmy. O tym, że rano przed wyjazdem kupił bilety w takim sklepie o takiej nazwie. Niestety, bilety zgubiły się i nie ma dowodu. Po jakimś czasie przyszedł list z odpowiedzią, że jeśli nie ma dowodu,to Oni nie mogą tego rozpatrzyć, ale możemy odwołać się do wyższej instancji, czyli do specjalnego od tych spraw - sądu.
- Odwołujemy się - spokojnie powiedział mąż.
- Do sądu? - aż mnie zatkało - bez żadnych dowodów?
- Przecież zapłaciłem, nie oszukuję - dodał ze szczerością dziecka.

Po długim oczekiwaniu, dostaliśmy odpowiedź z decyzją Sędziego.
Sędzia napisał w uzasadnieniu, że nam wierzy! Na słowo. I, że lepiej by było gdyby był dowód, no ale skoro się zgubił... A wina leży pewnie w zakłóceniu systemu, który tego nie odnotował, albo w sklepowej maszynce, która nie doładowała.
A więc opłaca się odwoływać...
Pomimo tego sukcesu, od tamtej pory przejazdy wzięłam w swoje ręce i opłaty dokonuję przez internet, żeby dowód się nie zgubił.

Zdjęcie z internetu

czwartek, 5 stycznia 2017

Idzie nowe

Stary rok minął, zamykając okres różnych spraw, które miały miejsce w naszym życiu. U mnie, był to rok wyjątkowo bogaty w wydarzenia, zarówno w sprawach zewnętrznych jak i wewnętrznych - czyli emocjonalnych, przemyśleniowych.
A na koniec roku, w okresie świąt, miałam bardzo miłą niespodziankę. Odwiedziły mnie dzieci ze swoimi dziećmi i przeżywaliśmy radość z bycia razem. Rodzina to skarb.
Okres świąt - zastoju, leniuchowania - minął, a z nowym rokiem idzie nowe...
Dzień się powoli wydłuża, słońce świeci jakoś radośniej... przynajmniej u mnie;)
Ziemia rozpocznie nowy cykl, przyroda odrodzi się na nowo...
Może my też tak się odradzamy, kto wie...
Gdybyśmy umieli być tacy jak przyroda, jak ona, dawać z siebie wszystko co najlepsze, dla innych, bez stawiania warunków, ograniczeń. Ale byłoby pięknie:)
Drzewa dają cień i ukojenie, a kwiaty cudowne widoki i zapachy -  dla wszystkich ludzi, jednakowo, bez żadnych podziałów.
Wracając dzisiaj z pracy, zobaczyłam parę butów przy drodze. Miałam już w głowie dzisiejszy temat - idzie nowe. Jeden but, co prawda dziurawy, ale ... w drogę do nowego;)