Ostatnimi czasy mało się udzielam i sama u siebie jestem gościem, zamiast być gospodarzem, nie mówiąc już o odwiedzinach zaprzyjaźnionych blogów i komentarzach. Na dodatek od jutra, nie będę mieć internetu! Obiecano mi, że potrwa to tylko(lub aż) tydzień. A wszystko to za sprawą przeprowadzki! Każdy, kto chociaż raz w życiu się przeprowadzał, wie, co to oznacza.
SODOMJA I GOMORJA ;)
Najpierw załatwianie spraw papierkowo-urzędowych w związku ze starym mieszkaniem i z nowym. Zostajemy dalej w tej samej miejscowości, tylko zmieniamy mieszkanie na większe i ze strefy północnej na południową. Dla spraw wcześniej wspomnianych, nie ma to jednak znaczenia, bo procedura jest taka sama. Od kiedy podpisaliśmy umowę i dostaliśmy klucze - przyszedł czas na pakowanie!
Zanim jednak porozstawiałam kartony, pojechałam do Londynu. Albowiem tak się złożyło, że na czas przeprowadzki, nałożył mi się termin wizyty w Konsulacie w związku ze zmianą paszportu.
Skoro i tak musiałam tam jechać, szkoda było nie zobaczyć Londynu, zwłaszcza, że byłam tam pierwszy raz. Tak więc, razem z mężem zrobiliśmy sobie dwudniowa wycieczkę, nie zważając na nic - kartony nie zając, nie uciekną.
Po powrocie, trzeba było się spiąć. Dla siebie czasu nie miałam wcale; na blogowanie, na pisanie, na czytanie, nawet na dobry odpoczynek, bo do pracy iść trzeba. Ale wreszcie koniec! Najpierw odpocznę do syta. Potem przeczytam wszystkie zaległe książki, które czekają. Wybaczcie, ale odwiedzę wszystkich dopiero po przeniesieniu internetu. Ściskam Was:)
O wyprawie do Londynu napiszę.

Cris Froese Picks
sobota, 22 października 2016
czwartek, 13 października 2016
Pomiędzy przeszłością, a przyszłością
Najwięcej
czasu zajmuje mi , a myślę, że nie tylko mnie – planowanie przyszłości. I nie
mam tu na myśli - snucia wielkich planów. Najwięcej czasu zabierają nam te... małe planiki. Takie - na jutro, na pojutrze, na za
tydzień... Zwykłe, drobne sprawy, związane z bytem codziennym. Trzeba planować
pójście do pracy, dopilnować zapłaty rachunków domowych, pomyśleć o zakupach
żywności. Zaplanować pranie, gotowanie... Zdecydowanie te małe sprawy zabierają
za dużo czasu. Ktoś mądry już dawno powiedział, że gdyby nie te małe sprawy, to moglibyśmy dokonać wielkich rzeczy. Z drugiej strony na przeszłość także poświęcamy sporo czasu...
Kiedy spotykamy się z rodziną, przyjaciółmi, oddajemy się wspomnieniom, jak to
było... z tym i z tamtym. I kiedy jesteśmy sami – jest podobnie. Myślimy
o tym, co już zrobiliśmy albo o tym, co jeszcze mamy do zrobienia...
czwartek, 6 października 2016
Doświadczam innych obyczajów
Mieszkam w
innym kraju, więc co jakiś czas doświadczam innych obyczajów niż te znane mi –
polskie. Pod koniec sierpnia, po raz pierwszy w życiu, uczestniczyłam w
uroczystości pogrzebowej ze spalaniem. Wiem, że w Polsce spalanie też ma
miejsce, ale ja nigdy nie miałam okazji być tego świadkiem. W Wielkiej Brytanii
spalanie zwłok jest zdecydowanie częstszym obrządkiem niż chowanie do ziemi.
Zmarła życzyła sobie być spalona. Cała uroczystość odbyła się w Crematorium (bez
księdza).
Wcześniej,
czarna, oszklona limuzyna z trumną, podjechała pod dom Zmarłej, gdzie czekała
cała rodzina. Podjechał także drugi czarny, elegancki samochód, z którego
wysiadł mężczyzna – jako prowadzący Mistrz Ceremonii. Ubrany był w czarny
surdut i wysoki kapelusz. Z tyłu jego kapelusza zwisały długie, czarne wstążki. W ręku trzymał laskę. Wyprostował się na baczność, zdjął kapelusz, po czym ukłonił się głęboko w
stronę Zmarłej, a następnie w stronę jej rodzinnego domu. Gestem zaprosił rodzinę
do podejścia. Mąż zmarłej, jej matka i rodzeństwo, podeszli do otwartej
limuzyny, żeby się pożegnać. Po kolei dotykali trumny, przytrzymując dłoń na
chwilę i objęli się nawzajem, tworząc wianuszek głów. Po czym Mistrz Ceremonii
ponownie ukłonił się i zamknął drzwi limuzyny, a dla nich otworzył drzwi
drugiego samochodu.
Limuzyna
ruszyła powoli. Prowadzący gestem zaprosił zgromadzonych – rodzinę i przyjaciół
do tworzenia konduktu pogrzebowego.
W drodze do
Crematorium, konwój zatrzymał się dwa razy. Najpierw przed restauracją, gdzie Zmarła
bywała częstym gościem. Prowadzący wysiadł, wyprostował się i tak jak poprzednio,
ukłonił się w stronę trumny, a potem w stronę stojących osób, od których
przyjął kwiaty.
Następne
zatrzymanie się było przed ulubionym pubem zmarłej i to dla mnie było
najbardziej wzruszającym momentem. Przed pubem stał długi rząd ludzi. Cała
obsługa pubu ze wszystkich zmian i przyjaciele zmarłej, z którymi tam się
spotykała. Stali w milczeniu płacząc... , kilka osób szlochało, z trudem stojąc
w szeregu. Niektórzy trzymali symbolicznie kufle z piwem lub lampki z winem...
Wiem, że to
było pożegnanie z głębi serca, zmarła była osobą kontaktową, bardzo lubianą
przez wszystkich.
Mistrz Ceremonii
powtórzył ceremonię ukłonów i przyjęcia kwiatów...
Tutejsze wiązanki
pogrzebowe wyglądają zupełnie inaczej niż w Polsce. Są to krótko upięte główki
kwiatów w jakiejś formie – przeważnie serca. Trumna była obłożona kwiatami w
formie napisów; żona, siostra, ciocia.
W
Crematorium ceremonię prowadziła kobieta. Na początku powitała wszystkich i w
kilku zdaniach przedstawiła osobowość Zmarłej. Potem wspólnie odmówiliśmy
modlitwę. Po czym słuchaliśmy utworów muzycznych
i piosenek, na przemian z recytowanymi wierszami (w tym mój) i krótkimi
przemowami bliskich. Prowadząca
zakończyła ceremonię krótką mową pożegnalną i przy stosownej muzyce, opuściliśmy
salę, która wyglądem przypominała kapliczkę.
Po około
czterdziestu dniach, odbyła się uroczysta ceremonia rozsypania prochów. Tym
razem tylko rodzina brała udział w uroczystości. Crematorium to nie jest tylko
pomieszczenie ze spalaniem. Jest to bardzo duży obszar terenu. Przestrzenny
park; z pięknymi roślinami, kwiatami, drzewkami, figurkami, ze stawem. Cały
teren zakrywa okalający go pas lasu. Są wyznaczone miejsca, gdzie rodzina sadzi
drzewka, upamiętniające zmarłych. W innym miejscu są postawione małe, kamienne
tabliczki z imieniem i nazwiskiem, a przy nich posadzone roślinki, kwiaty. W
pobliżu budynku crematorium, stoi ogrodowa budowla na kolumnach. Jest sporych
rozmiarów, z łukowymi przejściami. Wzdłuż jednego, długiego boku tej budowli,
jest ściana, na której wiszą także tabliczki upamiętniające zmarłych. Przy nich
zamontowano rożki do kwiatów.
Wyruszyliśmy
alejką parkową, podążając za Mistrzem Ceremonii, który niósł urnę z prochami Zmarłej.
Ten był bez kapelusza.
W pewnym
miejscu, zeszliśmy z alejki na łąkę, kierując się w stronę lasu. Na jego skraju
rośnie tuja. Jest bardzo wysoka, objętościowa i bardzo stara.
Pod tym
drzewem Mistrz Ceremonii odczytał wiersz o przemijaniu...
Po czym z
namaszczeniem, powoli rozsypał prochy, formując z nich serce. Powiedział
jeszcze krótkie pożegnalne podziękowanie rodzinie, po czym oddalił się.
Bliscy
przynieśli ze sobą róże, które układali w sercu, które z prochu powstało...
Subskrybuj:
Posty (Atom)