Translate

czwartek, 6 października 2016

Doświadczam innych obyczajów


Mieszkam w innym kraju, więc co jakiś czas doświadczam innych obyczajów niż te znane mi – polskie. Pod koniec sierpnia, po raz pierwszy w życiu, uczestniczyłam w uroczystości pogrzebowej ze spalaniem. Wiem, że w Polsce spalanie też ma miejsce, ale ja nigdy nie miałam okazji być tego świadkiem. W Wielkiej Brytanii spalanie zwłok jest zdecydowanie częstszym obrządkiem niż chowanie do ziemi. Zmarła życzyła sobie być spalona.  Cała uroczystość odbyła się w Crematorium (bez księdza).
Wcześniej, czarna, oszklona limuzyna z trumną, podjechała pod dom Zmarłej, gdzie czekała cała rodzina. Podjechał także drugi czarny, elegancki samochód, z którego wysiadł mężczyzna – jako prowadzący Mistrz Ceremonii. Ubrany był w czarny surdut i wysoki kapelusz. Z tyłu jego kapelusza zwisały długie, czarne wstążki. W ręku trzymał laskę. Wyprostował się na baczność, zdjął kapelusz, po czym ukłonił się głęboko w stronę Zmarłej, a następnie w stronę jej rodzinnego domu. Gestem zaprosił rodzinę do podejścia. Mąż zmarłej, jej matka i rodzeństwo, podeszli do otwartej limuzyny, żeby się pożegnać. Po kolei dotykali trumny, przytrzymując dłoń na chwilę i objęli się nawzajem, tworząc wianuszek głów. Po czym Mistrz Ceremonii ponownie ukłonił się i zamknął drzwi limuzyny, a dla nich otworzył drzwi drugiego samochodu.
Limuzyna ruszyła powoli. Prowadzący gestem zaprosił zgromadzonych – rodzinę i przyjaciół do tworzenia konduktu pogrzebowego.
W drodze do Crematorium, konwój zatrzymał się dwa razy. Najpierw przed restauracją, gdzie Zmarła bywała częstym gościem. Prowadzący wysiadł, wyprostował się i tak jak poprzednio, ukłonił się w stronę trumny, a potem w stronę stojących osób, od których przyjął kwiaty.
Następne zatrzymanie się było przed ulubionym pubem zmarłej i to dla mnie było najbardziej wzruszającym momentem. Przed pubem stał długi rząd ludzi. Cała obsługa pubu ze wszystkich zmian i przyjaciele zmarłej, z którymi tam się spotykała. Stali w milczeniu płacząc... , kilka osób szlochało, z trudem stojąc w szeregu. Niektórzy trzymali symbolicznie kufle z piwem lub lampki z winem...
Wiem, że to było pożegnanie z głębi serca, zmarła była osobą kontaktową, bardzo lubianą przez wszystkich.
Mistrz Ceremonii powtórzył ceremonię ukłonów i przyjęcia kwiatów...
Tutejsze wiązanki pogrzebowe wyglądają zupełnie inaczej niż w Polsce. Są to krótko upięte główki kwiatów w jakiejś formie – przeważnie serca. Trumna była obłożona kwiatami w formie napisów; żona, siostra, ciocia.
W Crematorium ceremonię prowadziła kobieta. Na początku powitała wszystkich i w kilku zdaniach przedstawiła osobowość Zmarłej. Potem wspólnie odmówiliśmy modlitwę. Po czym słuchaliśmy  utworów muzycznych i piosenek, na przemian z recytowanymi wierszami (w tym mój) i krótkimi przemowami bliskich.  Prowadząca zakończyła ceremonię krótką mową pożegnalną i przy stosownej muzyce, opuściliśmy salę, która wyglądem przypominała kapliczkę.
Po około czterdziestu dniach, odbyła się uroczysta ceremonia rozsypania prochów. Tym razem tylko rodzina brała udział w uroczystości. Crematorium to nie jest tylko pomieszczenie ze spalaniem. Jest to bardzo duży obszar terenu. Przestrzenny park; z pięknymi roślinami, kwiatami, drzewkami, figurkami, ze stawem. Cały teren zakrywa okalający go pas lasu. Są wyznaczone miejsca, gdzie rodzina sadzi drzewka, upamiętniające zmarłych. W innym miejscu są postawione małe, kamienne tabliczki z imieniem i nazwiskiem, a przy nich posadzone roślinki, kwiaty. W pobliżu budynku crematorium, stoi ogrodowa budowla na kolumnach. Jest sporych rozmiarów, z łukowymi przejściami. Wzdłuż jednego, długiego boku tej budowli, jest ściana, na której wiszą także tabliczki upamiętniające zmarłych. Przy nich zamontowano rożki do kwiatów.
Wyruszyliśmy alejką parkową, podążając za Mistrzem Ceremonii, który niósł urnę z prochami Zmarłej. Ten był bez kapelusza.
W pewnym miejscu, zeszliśmy z alejki na łąkę, kierując się w stronę lasu. Na jego skraju rośnie tuja. Jest bardzo wysoka, objętościowa i bardzo stara.
Pod tym drzewem Mistrz Ceremonii odczytał wiersz o przemijaniu...
Po czym z namaszczeniem, powoli rozsypał prochy, formując z nich serce. Powiedział jeszcze krótkie pożegnalne podziękowanie rodzinie, po czym oddalił się.

Bliscy przynieśli ze sobą róże, które układali w sercu, które z prochu powstało...   

26 komentarzy:

  1. Nie mam dzisiaj nastroju.... .
    Pozdrawiam Mario. :) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem dziękuję za zostawione słowo tym bardziej.
      Pozdrawiam Tereso;)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawe doświadczenie. Nigdy w czymś takim nie brałam udziału i nie wiedziałam wcześniej jak takie ceremonie przebiegają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja brałam udział po raz pierwszy i byłam pod wielkim wrażeniem.

      Usuń
  3. W mojej rodzinie było z tym nieco cyrku, ponieważ nawaliło urządzenie kremacyjne i mieliśmy do wyboru - trzymać moją teściową nie wiadomo jak długo w chłodni lub przesłać zmarłą do Częstochowy, gdzie urządzenie funkcjonowało.Gdy prochy teściowej wróciły do W-wy załatwiliśmy "normalny", kościelny pogrzeb.
    A my z mężem zdecydowaliśmy, że też chcemy zostać skremowani ale nie życzymy sobie uroczystości kościelnej z tej okazji, ale świeckie pożegnanie.
    W kilka lat po śmierci teściowej kościół stanął dęba i zarządzili odprawianie dwóch mszy- jedną jeszcze przed kremacją, drugą już po. No ale nas to już nie dosięgnie.
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwie msze? To jakaś paranoja! No, ale podwójny biznes przecież.
      Ta świecka ceremonia była prowadzona z godnością i szacunkiem. Było dużo akcentów duchowego podniesienia, wzruszenia... Ja też myślę o kremacji.
      Pozdrawiam Anabell;)

      Usuń
  4. Z prochu powstałeś... Ciekawe doświadczenie, jakże różne niż u nas. U nas przede wszystkim nie wolno rozsypywać prochów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z prochu powstałeś... Ciekawe doświadczenie, jakże różne niż u nas. U nas przede wszystkim nie wolno rozsypywać prochów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Po raz pierwszy w mojej rodzinie skremowaliśmy moją matkę. Ona kiedyś tak sobie zażyczyła. Potem chorowała, straciła pamięć. Miałam problem, bo nie bardzo wiedziałam, jak moje rodzeństwo się do tego ustosunkuje (ojciec pochowany został tradycyjnie) W końcu powiedziałam o decyzji matki tak stanowczo,jak tylko umiałam. Nie było sprzeciwu. U nas firma pogrzebowa załatwia wszystko, a ceremonia odbywa się albo w kościele, albo po świecku. Moja matka była protestantką i w tym obrządku ja chowaliśmy. Kiedy zobaczyłam w kościele, jak wnoszą "pudełko" z matką.... Załamałam się. Ciągle mnie prześladuje świadomość, że z "ciała" nic nie zostało. Nic nie zostało z matki. I ciągle mam taki obraz- w grobie solidna trumna z ojcem i pudełko z "proszkiem matki".
    Irracjonalne. Strasznie. Lżej by mi było, gdybym mogła prochy matki rozsypać w ogrodzie. Niestety, przepisy nie pozwalają.
    Ja chcę być skremowana i taka wolę przekazałam bliskim.
    Bardzo pięknie chowają zmarłych w UK.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaskółko, w dużym kościele takie małe "pudełko" pewnie robiło wrażenie "zagubionej drobinki". Podczas uroczystości, którą opisałam, trumna stała cały czas na podwyższeniu. Kiedy po zakończeniu celebracji wychodziliśmy, to kto chciał mógł podejść i pożegnać się ze Zmarłą - czyli położyć rękę na trumnie. Kremowanie nastąpiło dopiero po naszym wyjściu.

      Usuń
  7. Marysiu, ja też miałam okazję widzieć taki pogrzeb jak Ty.Ponad rok temu zginął nasz kuzyn ,Jego rodzice i on też mieszkali w Szwecji.Nigdy nie była w Szwedzkim kościele na pogrzebie .Tu jest tak ,że rodzina siedzi po lewej a znajomi po prawej stronie .Jest godzinna ceremonia..Wspomnienia przyjaciół,opowiadają najweselsze przygody.Jest śpiewana najulubieńsza piosenka zmarłego,potem ksiądz odczytuje modlitwę..Na koniec każdy ,pierwszeństw najbliżsi maja ..Podchodzą do trumny kładą malutkie bukieciki na wierzch trumny i odchodzą na bok...i tak po kolei każdy żegna ..W Polsce grób obłożony jest wielkimi bukietami.Tu jest tak ,że są od rodzin ładne wiązanki po bokach trumny ale od wszystkich są malutkie bukieciki np.stokrotki,konwalia itd...Potem zostaje rodzina i ciało zostaje windą zwiezione do spalarni.Dwie godz.Cmentarz jest przepiekany ,niczym park ,bo właściwie to wielki przepiękny park cmentarny...Wodospad,uliczki bardzo szerokie,ponieważ jeździ autobus i co chwila sa przystanki,udogadniania dla osób starych.Sa piękne krzewy,dwa sztuczne małe jeziorka..I wielkie sosny ,świerki.Co kilka metrów sa ławki i zaplecze z woda ,konewkami ,grabkami ,worki na śmieci i zero wysypiska śmieci ,bo tu stoja malutkie tablice z nazwiskiem i jedynie maciupka płytka na znicze.Nikt nie stawia wielkich kwiatów .Tu nie ma rewii mody jak na polskich grobach..Dlatego nie ma śmieci.Jakiś aniołek ,balonik ,wstążeczki malutkie kwiatuszki..Zaskoczona byłam ,kiedy zauważyłam jeziorko ,myslałam że to dla ozdoby..A to nie ozdoba ,tylko tam rodzina rozsypuje prochy a znicze pala pod wielka sosną..jest ich tysiące..Wkoło jeziorka jakieś 3 metry jest tak soczysta trawa ,zieleń niesamowita..Znajomy powiedział mi ,że to przez te prochy,trawa ma taki kolor..Jakoś dziwnie się poczułam ..Ale teraz wiem jak wygląda taki pochówek....Pozdrawiam Marysiu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To widać, że jest podobnie. Nie ma ponurej, sztywnej atmosfery, ani wielkich wieńców czy wiązanek(kto kupi droższą). Kwiaty sa tylko symbolem i myślę, że stokrotki czy konwalie naprawdę wystarczą. Zmarła przed śmiercią przekazała życzenie, żeby na jej pogrzeb ludzie nie przyszli w czerni, tak więc dominowały motyle... na sukienkach, bluzkach. Motyle były też przyczepione przy kwiatach. Pozdrawiam Danusia;)

      Usuń
  8. Bardzo to wszystko wzruszające i powiem szczerze, że życzyłabym sobie kiedyś taką uroczystość, napiszę to chyba w ostatniej woli. Gdy bywam na pogrzebach w Polsce mam często mieszane uczucia, zwłaszcza odnośnie księży i całej reszty.Oboje z mężem wolelibyśmy świeckie pogrzeby.
    Dziękuję za przybliżenie innych obyczajów, bardzo to ciekawe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, uroczystość była wzruszająca, czuło się to uniesienie duchowe.
      Ja też myślę o kremacji.

      Usuń
  9. Uczestniczyłam w Polsce w podobnej ceremonii, sama też już wszystkich poinformowałam, że życzę sobie być skremowana. Moje prochy... najchętniej chciałabym byc rozsypana w pewnym miejscu, ale z tym sa pewne problemy.
    Mozna też - niedawno czytałam - "przerobić" prochy zmarłej osoby na diament... w Polsce. Musze o tym pomyśleć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Diament?! Poważnie? Zdaje się, że coś o tym słyszałam, ale uznałam za żart.

      Usuń
  10. Chciałabym,aby w Polsce też tak było.Mam na myśli końcową część ceremoni,czyli rozsypanie prochów.Obecnie urny z prochami chowane są w ziemi na normalnym cmentarzu.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to z powodu uiszczenia opłaty za mszę pogrzebową, bo inaczej ksiądz by nie zarobił

      Usuń
  11. Bardzo wzruszająca uroczystość. Też chcę by mnie spalili. Oczywiście, dopiero po śmierci...

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo ciekawy obrzęd. Cieszymy się, że go opisałaś. Mi najbardziej podobał się motyw zatrzymywania się konduktu w miejscach ważnych dla Zmarłej. Urocze, klimatyczne, piękne. Jeszcze ostatni raz Zmarła mogła pobyć w ukochany miejscach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Ci ludzie przed pubem zrobili na mnie takie wrażenie, że jeszcze teraz, jak o tym myślę, to mam gęsią skórkę.

      Usuń
  13. Najbardziej boję się nie samej śmierci, ale tego, że się jednak ocknę. No i nie wiem, czy wolałabym ocknąć się w piecu, czy pod ziemią? Może to głupie, ale to się zdarza. To ocknięcie, znaczy. Rzadko na szczęście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że co do "ocknięcia się", to tutaj też lepiej do tego podchodzą, a mianowicie - pogrzeb następuje ok dwóch tygodni po śmierci. Także kto ma się ocknąć, to jeszcze zdąży na tym padole.

      Usuń
  14. Ja czasami mam wrażenie, że tak powinien wyglądać pogrzeb. "Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz" Ale to tylko taka moja interpretacja.

    OdpowiedzUsuń