Translate

środa, 11 stycznia 2017

Odwołanie się udało

Przemieszczając się w pod londyńskim terenie, z południa na północ i z północy na południe, trzeba korzystać z płatnego przejazdu zarówno tunelem pod Tamizą jak i mostem Królowej Elżbiety II nad nią.  Kilka lat temu, na autostradę płatną w tych miejscach, wjeżdżało się przez bramki, przy których były zamontowane pojemniki do wrzucania  pieniędzy. Kiedy pierwszy raz miałam okazję jechać tym przejazdem, to opłata wynosiła 1 funt. Bramki zlikwidowano, żeby pozbyć się korków, bo każdy samochód musiał się zatrzymywać w tym miejscu. Teraz opłata wynosi 2,50, a dokonać jej można na trzy sposoby; online, założyć konto na ich stronie lub po prostu w pobliskim sklepiku, wykupić bilet w formie doładowania jak np.do telefonu.
Mój mąż jest zwolennikiem tej ostatniej formy, to znaczy lubi małe, stare, tradycyjne sklepiki. I kiedy kilka miesięcy temu, wybieraliśmy się w trochę dłuższą, dwudniową podróż, właśnie w takim sklepiku wykupił dwa przejazdy. A, że jest człowiekiem nie przywiązującym zbytnio uwagi do drobiazgów, to też nie zawracał sobie specjalnie głowy pokwitowaniem. czyli paragonem zakupu.

Po miesiącu przyszedł list z informacją, że samochód o takiej rejestracji i w takim dniu i o takiej godzinie, przejechał drogą płatną, nie uiszczając opłaty.
Mąż od razu się oburzył na taki zarzut - jak to nie  zapłacone? Kupiłem bilet w... i tu wymienił nazwę sklepiku. W dalszej części bardzo ugrzecznionego listu, stało, że niczym się nie martw, jeśli zapłaciłeś, to wystarczy, że odeślesz w załączonej kopercie zwrotnej dowód na to. Może to być wydrukowane potwierdzenie online, z banku lub... bilet ze sklepiku. W przypadku braku jakiegokolwiek dowodu, trzeba zapłacić karę 70 funtów(jeśli w ciągu dwóch tygodni to 35)
- Masz te bilety?- zapytałam retorycznie, znając już w zasadzie odpowiedź. Przeszukał, oczywiście, co się dało, czyli portfel, kieszenie i samochód, ale bezowocnie.
Ostatnia część listu informowała o tym, że możesz się odwołać. Jeśli masz jakieś inne wyjaśnienie tej sytuacji, opisz ją w skrócie w załączonej ramce z pustym polem.
- Trzeba zapłacić, bo nie ma wyjścia, skoro nie ma dowodu - westchnęłam.
- Ale ja zapłaciłem, kupiłem bilety na dwa przejazdy - upierał się mąż i po chwili dodał - piszemy odwołanie! Napisaliśmy. O tym, że rano przed wyjazdem kupił bilety w takim sklepie o takiej nazwie. Niestety, bilety zgubiły się i nie ma dowodu. Po jakimś czasie przyszedł list z odpowiedzią, że jeśli nie ma dowodu,to Oni nie mogą tego rozpatrzyć, ale możemy odwołać się do wyższej instancji, czyli do specjalnego od tych spraw - sądu.
- Odwołujemy się - spokojnie powiedział mąż.
- Do sądu? - aż mnie zatkało - bez żadnych dowodów?
- Przecież zapłaciłem, nie oszukuję - dodał ze szczerością dziecka.

Po długim oczekiwaniu, dostaliśmy odpowiedź z decyzją Sędziego.
Sędzia napisał w uzasadnieniu, że nam wierzy! Na słowo. I, że lepiej by było gdyby był dowód, no ale skoro się zgubił... A wina leży pewnie w zakłóceniu systemu, który tego nie odnotował, albo w sklepowej maszynce, która nie doładowała.
A więc opłaca się odwoływać...
Pomimo tego sukcesu, od tamtej pory przejazdy wzięłam w swoje ręce i opłaty dokonuję przez internet, żeby dowód się nie zgubił.

Zdjęcie z internetu

25 komentarzy:

  1. Niesamowite, to chyba tylko na wyspach możliwe, bo u nas bez pieczątek, zaświadczeń itp. nie da rady. Wy tez pewnie ,mieliście zdziwione miny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ja nie bardzo wierzyłam, pewnie dlatego, że myślę starym zwyczajem. Z drugiej strony też czułam niesprawiedliwość, bo bilet uczciwie zastał kupiony.
      Ja byłam zaskoczona, chociaż mile, ale mąż nie. On tego się spodziewał;)

      Usuń
  2. Na Wyspach wierzą ludziom i nie traktują ich a priori jak potencjalnych oszustów, co już wiele, wiele lat temu zadziwiło mego męża gdy tam był służbowo.
    Miłego,:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ostatnich czasach trochę się to zmieniło. Jest większa czujność urzędników, dlatego, że część naszych rodaków i innych przybyłych do UK, nieuczciwie wyłudzała, ile się dało, kiedy tylko zorientowali się, że wszystko jest na wiarę.
      Na przykład, żeby dostać jakiś zasiłek, w aplikacji o niego, wystarczyło samemu wpisać roczny dochód, bez żadnego zaświadczenia i na tej podstawie ludzie dostawali pieniądze. Nadal wiele spraw tak się załatwia, ale już nie zasiłki.

      Usuń
  3. Cóż - sąd też człowiek :) i słowo nieraz ma większą moc niż nie jeden dowód

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby racja, ale w Polsce to chyba tak często się nie zdarza, żeby tak na słowo;)

      Usuń
  4. U nas czasem udaje się, ale częściej nakładają karę twierdząc, że uzasadnienie odwołania nie jest wystarczające- czyt. chciałeś naciągnąć państwo????? a teraz kombinujesz. Ma rację anabell, nas tutaj traktuje się bardzo często jako potencjalnych oszustów i złodziei.
    Mam syna na wyspach. Kiedy opowiada, jak tam załatwia sprawy to aż się mi wyć chce na myśl o załatwianiu tutaj. Oczywiście, nie wszystko tam jest różowe, ale bardziej normalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, można śmiało powiedzieć, że tutaj sprawy urzędowe załatwia się normalnie. Człowiek zawsze jest traktowany z szacunkiem i grzecznością.

      Usuń
  5. niesamowicie pozytywna opowieść, i nawet nie chodziłoby mi o te funciaki ( chociaż oczywiście też), ale o zasadę - i rozumiem Twego męża, że walczył

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy tu przybyłam, to dziwiłam się wielu rzeczom - tak pozytywnie. Taki świat, gdzie wszyscy mówią prawdę i wierzą sobie nawzajem... Na ulicy wszyscy się do siebie uśmiechają, nikt nie pcha się do autobusu bez kolejki;)
      Wiara mojego męża była niezachwiana i tak - chodziło o zasadę.

      Usuń
  6. To chyba jednak różnica kultur. Trudno mi uwierzyć, że w Polsce ktoś by obywatelowi na słowo uwierzył :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tylko się do tej mentalności wiary obywatelowi na słowo nie przyzwyczajaj, jeśli zamierzasz wracać do kraju ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, wiem... przyjdzie się przyzwyczajać na nowo;)

      Usuń
  8. Ja kiedyś też się odwoływałam i to u nas.
    Do dzisiaj nie mogę uwierzyć że mi się udało.
    Też nie mogłam przestawić żadnego dokumentu, ale uwierzyli mi.
    Ale to naprawdę był wyjątek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pocieszające, że w Polsce też takie rzeczy się zdarzają;)

      Usuń
  9. A już miałam pisać, że w naszym kraju pewnie by nie uwierzyli, a tu Stokrotka pisze, że u nas też można coś wskórać :)
    Jednak, każdy kij ma dwa końce - czy uwierzyliby także komuś, kto kłamie i wcale nie zapłacił? Może jest jednak jakaś sensowna możliwość weryfikacji tej opłaty. Jak myślisz, Marysiu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, myślę, że nie ma innego sposobu weryfikacji akurat tej opłaty. I prawdopodobnie nasz przejazd nie został opłacony, a powodem był automat do doładowań w owym sklepiku. Tak myślę, bo zwróciliśmy się tam o sprawdzenie - przejazd kupuje się na konkretny numer rejestracyjny samochodu, ale nie mogli odnaleźć, więc pewnie maszynka nie doładowała. Zresztą sędzia tak też uzasadnił, że wina jest po stronie sklepu lub ich systemu, który tego nie odnotował. "Wierzę, że dokonałeś opłaty, bo gdybyś tego nie zrobił, nie odwoływał byś się, tylko zapłacił mandat"- zdanie z decyzji sędziego. Fajnie się człowiek czuje po przeczytaniu takiego zdania;)

      Usuń
  10. Ale fajnie !!! To jest kraj dla ludzi , a nie przeciwko nim ! Kiedyś byłam w Wielkiej Brytanii, w okolicach Liverpoolu. Gościliśmy u starszego pana - Anglika. Pewnego dnia nasz gospodarz przyniósł ze sklepu kawę. Po otworzeniu opakowania okazało się, że to kawa w kapsułkach do ekspresu, a on chciał mieloną. Po czym stwierdził, że odniesie to do sklepu i wymieni. Nie pomogły nasze tłumaczenia, że nic w ten sposób nie wskóra. Jednak uparcie pomaszerował do sklepu i dokonał wymiany produktu. Ku naszemu zdziwieniu po niedługim czasie staruszek wrócił ze sklepu z opakowaniem kawy - takiej , jaką chciał ! Co kraj - to obyczaj !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mieszkam tutaj już dziewięć lat, a ciągle jakieś rzeczy mnie zaskakują. Np.nie ma społecznego podziału ludzi na tych, co mają stanowiska i tych, którzy sa zwykłymi pracownikami. W pracy manager jest po imieniu ze wszystkimi. Nieważne , kto jaką funkcję pełni - siedzi w biurze czy sprząta. Chociaż po imieniu, to wszyscy odnoszą się do siebie z szacunkiem i życzliwością. Tak samo jest z lekarzami.

      Usuń
  11. W Szwecji też potrafią człowiekowi uwierzyć,byle jak najmniej stresu::))Dobrze że się tak zakończyło...Pozdrawiam::))))

    OdpowiedzUsuń
  12. Oby takich Sędziów było więcej.:)
    Warto postawić na swoim , skoro wiemy, że postąpiliśmy uczciwie.:)

    OdpowiedzUsuń