Translate

wtorek, 14 marca 2017

Emigranckie życie

Bycie Emigrantem to rozległe i głębokie doświadczenie. Życie Emigranta to złożony, niekończący się proces. Trudno jest to rozmienione na drobne życie wydobyć z głębokich pokładów, ująć w całość i ubrać w słowa.
Życie Emigranta to wiele żyć jednocześnie...  albo życie w innym wymiarze.
To są tęsknoty niezaspokojone i świadomość, że nie da się już ich zaspokoić...
Tęsknota... za domem... Ale gdzie jest Dom?
Na początku Emigrant wie – tęskni za krajem rodzinnym, za domem w Polsce.
Wkrótce miejsce tęsknoty wypełnia się wrażeniami z nowego świata. Emigrant  pozwala sobie na zachłyśnięcie się nowym życiem. Nowym światem, lepszym, łatwiejszym... Robieniem zakupów bez zwracania szczególnej uwagi na ceny. Wypłatę błyskawicznie przelicza w głowie na złotówki, a uzyskana przez pomnożenie kwota robi wrażenie! Wolne dni od pracy Emigrant przeznacza na  zwiedzanie nowego, pięknego kraju. Nie może się doczekać kiedy to wszystko opowie znajomym.
Czas szybko mija i nie wiadomo kiedy nadchodzi czas urlopu. Jest podekscytowany podróżą do Ojczyzny! Cóż za radość! Kupuje wszystkim prezenty, nie żałuje na nic. Emigrant wyobraża sobie te przyszłe wspaniałe spotkania z przyjaciółmi, ze znajomymi...
Szczęśliwy ląduje na rodowitej ziemi. Po wyjściu z lotniska trochę się dziwi, że napotykani ludzie nie uśmiechają się, ale to nic, jego radość wystarcza za wszystkich!
Pełen kipiącego entuzjazmu, w objęciach z bliskimi, jedzie w Polskę, ciesząc się widokami jak dziecko.
Urlop mija w zastraszającym tempie!
Gdzieś, w przebłyskach podświadomości Emigrant zdaje sobie sprawę, że lecąc do Polski, czuł radość powrotu do domu...
Ale on nie wrócił, on przybył tylko na chwilę...
Podczas spotkań, słucha rozmów z dziwnym uczuciem. Rodzina czy też znajomi planują jakieś spotkania, jakieś wyjazdy za tydzień, dwa lub za miesiąc...
 W pewnym momencie rozmawiają już poza nim, nie biorąc go pod uwagę, bo przecież już wyjedzie, już go nie będzie.
- Nie będzie mnie – myśli Emigranta przesuwają się też jakby poza nim... Czuje się niewidzialny, ale nie dostrzega w tym nic zabawnego.
Pora wracać do siebie.  DO SIEBIE?! Przez pierwszy tydzień po powrocie wszystko w nim krzyczy – CO JA TU ROBIĘ?!
Czuje wyobcowanie. Czytając o tym wcześniej, nie wiedział, że to boli...
Żeby nie zastanawiać się nad trudnymi pytaniami, rzuca się w wir pracy. Bierze wszelkie możliwe nadgodziny, nie ma czasu myśleć. Siłą rzeczy Emigrant oswaja się. Spotyka coraz więcej rodaków. Wymieniają poglądy, spostrzeżenia, dają sobie wzajemne rady odnośnie załatwiania różnych spraw. W grupie rodaków Emigrant czuje się najlepiej i nabiera nadziei na nie do końca sprecyzowaną przyszłość. Tymczasem kolejna wymarzona wizyta w Polsce. Pobytowi towarzyszy ogromna mieszanka uczuć. Radość Emigranta gaszona jest raz po raz. Starzy znajomi jakoś się rozmywają. Nie mają czasu albo mają  jakieś inne plany. Emigrant czuje się zbyteczny, odrzucony. Myślał, że wszystko będzie tak jak w chwili jego wyjazdu, ale przecież życie idzie do przodu, tylko że on nie bierze w nim udziału... Wytwarza się pustka,dół...   W miejscowym sklepie przy robieniu większych zakupów, zauważa zawistne oko niektórych osób, czasem słyszy komentarze, że chwali się kasą, a tu ludzie ciężko pracują.
Jest mu źle. Ludzie zazdroszczą mu, że ma pieniądze, a przecież on też ciężko pracuje, bardzo ciężko... Ludzie w jego kraju nie rozumieją go.
Tak tęsknił do tej swojskości, a tu patrzą na niego jak na obcego...
Wyobcowanie we własnym kraju... to boli jeszcze bardziej...
Nadchodzi koniec wakacji i czas odlotu. Emigrant nie potrafi sprecyzować co czuje, nie wie gdzie jest jego Dom... Już nigdzie nie czuje się u siebie... Po prostu mechanicznie czeka na samolot. Obserwuje żegnającą się rodzinę. Dziewczynka dziesięcio - może dwunastoletnia trzyma ramionami ojca z całych sił, a jej ciało wstrząsa szlochem rozpaczy. Matka próbuje ją pocieszać, bo ojciec musi już iść do odprawy...

Nasz Emigrant odwraca głowę, w której tłuką się myśli – za jaką cenę kupujemy pracę, lepsze materialne życie...

35 komentarzy:

  1. Marysiu jak ktoś wyjechał tylko "na chwilę" i w perspektywie jest lepsza przyszłość, to chyba nie jest aż tak źle, a zazdrośnicy znajdą się i tu, bo nie mało jest takich wokół nas, że będą Ci wszystkiego zazdrościć?Nie wiem może źle odbieram sąsiadkę, ale mam wrażenie, że mi zazdrości, że na kijki chodzę......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tereniu, na chwilę to przyjeżdża się do Polski - niestety. A ci, którzy mieli w planie wyjechać na krótko, ciągle potem przekładają powrót i żyją w zawieszeniu.

      Usuń
  2. Zawsze gdy wrócę zza miedzy brakuje mi na ulicy uśmiechu obcych ludzi.Tam, gdy złapiesz z kimś kontakt wzrokowy to się do ciebie uśmiechnie. To miłe. Tu nawet współlokatorzy jednego budynku nie zawsze
    powiedzą "dzień dobry" a uśmiechem obdarują tylko wtedy, gdy chcą porozmawiać.Zazdroszczą zawsze wszystkiego, nawet wtedy gdy nie ma czego, a do tego większość jest niesamowicie wścibska, co wcale nie przekłada się na jakąkolwiek życzliwość.
    Poza tym mam wrażenie, że są jeszcze dwa czynniki, które mają znaczenie- wiek w którym się wyjeżdża i cel. Moja córka mieszka za granicą już niemal 17 lat. Od samego początku twierdziła, że nie tęskni ani za Polską ani za znajomymi tylko za...mamą i tatą.A pomysł wyjazdu na stałe z Polski zakiełkował w głowie mego dziecka gdy była po raz pierwszy w Hastings w szkole językowej. Był to jej pierwszy w życiu samodzielny wyjazd i przez 3 tygodnie każdego wieczoru płakała z tęsknoty za domem, ale pierwsze co usłyszałam od niej na lotnisku- "ja wyjadę z Polski na stałe. Tam są zupełnie inni ludzie".I wyjechała.
    Miłego;)




    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak jestem w Polsce, to bardzo mi brakuje uśmiechających się do siebie ludzi, a tutaj to jest takie normalne. Opisałam w wielkim skrócie emigranta, który wyjeżdża za pracą. Kiedy się wyjeżdża, to myśli się wyłącznie o pracy, cała reszta przychodzi potem. Wszystko zależy od różnych czynników, ale wyobcowanie dopada czasem każdego, co wcale nie oznacza, że chce wtedy wracać do Polski. Negatywne oblicze Polski da się odczuć już po krótkiej w niej nieobecności, tak jak w przypadku Twojej córki. I tak chyba jest najlepiej - była młoda, podjęła decyzję i nie ma żadnych dylematów.

      Usuń
    2. Zapomniałam dodać w związku z tym, że wkrótce wyjeżdżasz. Kiedy rodzina jest razem, to nie ma większego znaczenia gdzie się mieszka:)

      Usuń
    3. Minęła mi fala paniki związana z podjęciem tej decyzji.Jestem jedynaczką, rodzice już dawno nie żyją,zresztą mnie wychowali dziadkowie i też już ich nie ma. Mąż miał wprawdzie brata , ale zarówno jego rodzice jak i brat też już nie żyją. Jesteśmy tu sami, więc to chyba jednak dobra decyzja. Mam naprawdę b. fajnego zięcia i wiem dobrze, że decyzję o sprowadzeniu nas zaakceptował w pełni. Wiesz,on się uczył polskiego, żeby móc z nami rozmawiać- bo z moją córką to rozmawia albo po niemiecku albo po angielsku.

      Usuń
  3. Doskonale podpatrzone życie tych, którzy wyjechali i zazdrość tych, którzy zostali. Prawdę powiedziawszy zazdrość by była także, gdyby zostali w kraju. Polacy tak mają. Najgorszy stan emigracji to zawieszenie. Nie integrują się, bo to niezwykle trudne,kiedy emigrant to zawsze "nie ten swój", a w ojczyźnie zyskują miano roszczeniowych. Mój siostrzeniec po przyjeździe krytykuje (słusznie), a to biurokrację, a to załatwianie spraw, a ostatnio ceny u dentysty wyższe niż w Anglii. Ma świadomość, że jest trudno także z powodu tęsknoty za najbliższymi.
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ultro. Integracja jest bardzo trudna, większość ludzi wyjeżdża ze słabym angielskim albo i bez. Poza tym różnicy kultur, nabytej przez pokolenia nie da się wypośrodkować na co dzień. Wracającym do Polski chyba trudno się w Niej odnaleźć na nowo. Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  4. Temat dla mnie bardzo aktualny. Moja najbliższa przyjaciółka przechodzi na emeryturę i pojawia się pytanie: gdzie dalej? Pozostanie do śmierci na obczyźnie ją przeraża, ale powrót do kraju, którego tak naprawdę nie zna, też. Nie umiem jej zachęcić do żadnej opcji, bo...nie wiem. Tej Polski, z której wyjechała (1986r.) już nie ma. W nowym miejscu pobytu nadal słyszalny jest jej akcent i ciągłe pytania: skąd jesteś? Na które nie umie już odpowiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cała prawda. Ja będę miała podobny dylemat, co Twoja przyjaciółka. Tu nigdy nie będę tutejszą, a w Polsce... ech, puki co mam zamiar wrócić;)

      Usuń
  5. Znam to od zaplecza...Siostra wyszła za Włocha i wiem że ma te same dylematy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam to samo - mój mąż to Anglik. Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Dobrze, że przybliżasz nam swoje przemyślenia. Wśród moich znajomych też zdarzały się wyjazdy i powroty, bo nie wszyscy wytrzymywali rozstania z rodziną. Na pewno wyjeżdżający za praca rodzice powinni zabierać dzieci. Pracuję w szkole i widuję, co utrata rodzica jednego nawet robi z psychiką dzieci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozłąka rodzin, szczególnie dzieci, to największy dramat w tej emigracji... Dzieci powinny być z rodzicami, to nie powinno podlegać żadnej dyskusji. Skutki w psychice zostawionych dzieci mogą być nieodwracalne.

      Usuń
  7. JA nigdy nie chciałam na stałe wyjechać, chociaz bardzo chętnie podróżuję - to jednak zupełnie coś innego... Krótkie wyjazdy bawią, i zawsze wiem, że wracam do siebie. I bardzo się cieszę, że moje dzieci też wybrały zycie tutaj. Siostrzeniec męża - on mieszka tam - stale tęskni, stale mówi, że zaraz wraca, i od jakiś 15 lat niczego nie zmienia. I żyje w takim zawieszeniu, bo przecież zaraz wróci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też znam takich, co przyjechali tylko na rok, z każdym następnym rokiem mówią to samo, że jeszcze tylko rok... i tak kilkanaście lat jak na poczekalni... Ja też nie miałam zamiaru wyjeżdżać, ale potoczyło się inaczej..
      Podróżować, zwiedzać inne kraje lubi chyba każdy, tylko w Polsce nie każdego na to stać - niestety.

      Usuń
  8. Wzruszyło mnie Twoje opowiadanie,noooooo i chyba tak naprawdę nie wyemigruję,chociaż marzyłam o tym. Dziękuję za książkę,co nie co przeczytałam,podoba mi się,ciekawie ujmujesz życiowe zdarzenia i tym samym trafiasz w samo sedno.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję Ula:) Tak to jest, przed wyjazdem nie ma się wyobrażenia o tym. To jest coś za coś. Na pewno młodym jest łatwiej, ale nie koniecznie, na yutube widziałam reportaż przeprowadzony z młodymi...Wstrząsający

    OdpowiedzUsuń
  10. No tak, to faktycznie jest problem.
    Takie emigranckie życie to jednak nie dla mnie.
    Ale rozumiem, że to też duża odwaga i ryzyko.
    Wszystkiego dobrego Ci życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem jest w tym, że emigrant nie czuje się u siebie ani tu ani tam, jednak z drugiej strony w takiej sytuacji następuje szersze i głębsze widzenie np. ludzkich zachowań. Dziękuję Stokrotko i życzę wzajemnie:)

      Usuń
  11. Przyznam się, że nawet nie myślałam, że w głowie "emigranta" kłębi się tyle myśli, że przeżywa tyle bolesnych wręcz emocji. Cóż, nigdy emigrantem nie byłam, a przynajmniej na większą skalę - ostatecznie "wyemigrowałam" jak na razie na ponad 20 lat z rodzinnej miejscowości, daleko, ale w Polsce. Mamę widuję trzy razy do roku i zagłuszam w sobie smutek z tego powodu... Mogę sobie wyobrazić, co czujesz. W jakimś stopniu mogę. Z tym, że u mnie powrót już zaplanowany :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gaju, Polacy na obczyźnie smutek zagłuszają przeważnie pracą tzn. jej nadmiarem, ale często bywa, że alkoholem niestety. Ci, którzy wyjechali jako dzieci są przystosowani najlepiej, dorośli w tym kraju i czują się u siebie.
      Ja mój powrót też mam zaplanowany, ale wątpliwości gdzieś tam się czają:)

      Usuń
  12. Powiem szczerze, że nie zdawałam sobie sprawy z dylematów, które toczą się w głowach emigrantów. Myślisz, że wszyscy przeżywają takie rozterki...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę Ariadno, że wszyscy, chociaż nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, zagłuszając te uczucie innymi zastępczymi rzeczami, żeby o tych rozterkach nie myśleć.

      Usuń
  13. Mój brat wyemigrował jakieś 10 lat temu, wydaje się, że jest mu dobrze, ale to mężczyzna więc raczej o swoich uczuciach nie opowiada. Ale wiem, że bratowa tęskni, że ciągle nie potrafi się odnaleźć i stwierdzić, że jest u siebie.Co roku na miesiąc przyjeżdżają do kraju. Początkowo jest radość a potem myśli "co w domu" czyli jednak tam, nie tu. Tak, jak opisałaś, Mario. Myślę,że największy problem leży w tym że Polacy nie potrafią całkiem "wsiąknąć" w tamtejszą atmosferę i ludzi i że przeważnie obracają się wśród swoich. Może gdyby było inaczej łatwiej byłoby o asymilację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem Iwonko czy całkowite wsiąknięcie jest w ogóle możliwe... Chyba, że dzieci, które tutaj dorastają i "wrastają" w ten kraj. Im przychodzi to naturalnie, włącznie z językiem angielskim, w którym nie słychać już akcentu. Ale czasem idzie to w drugą stronę, dzieci nie uczą się polskiego, kaleczą go. Wszystko zależy od podejścia i wychowania rodziców oczywiście, ale znam przypadki, gdzie dzieci przestają rozmawiać z dziadkami z Polski, bo j. polski jest za trudny i odpuszczają sobie.

      Usuń
    2. Na szczęście moja bratanica świetnie mówi po polsku i chodzi na lekcje języka polskiego.

      Usuń
  14. Marysiu doskonale to opisałaś. Tak właśnie jest! Często to jest straszne, bo brakuje tego co było domem. Ja też kiedyś wrócę, tu czuję się obco. Ludzie sa dla mnie mili i przyjażni, ale ja nie mam moich pól i brzozy i bociana i wielu innych rzeczy. Nie ma tu ludzi, którzy sa tacy jak ja! Pozdrawiam i miłej niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci Jolu za potwierdzenie moich zaobserwowań. Właśnie, pomimo przyjazności, życzliwości tutejszych ludzi, nie mogą oni dać nam swojskości, jaką znamy. Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  15. I love your blog!
    Do you want to support each other's blog by following each other?:) Please let me know if you do so I can follow you right back x

    xoxo, Nastya

    MY BLOG NASTYA DEUTSCH
    INSTAGRAM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you very much Nastya xx but I think our blogs are different

      Usuń
  16. Mario,dobrze, że przybliżasz swoje przemyślenia. Przeciętnemu zjadaczowi chleba wydaje się, że życie za granicą to sielanka z górą pieniędzy. Pierwsze pokolenie nigdy nie będzie ani bogate, ani zintegrowane. Dopiero może następne nie będą przeżywały tych dylematów.
    Zasyłam serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądre słowa Ultro. Nikt nie jest w stanie wcisnąć guziczka i czuć się zintegrowanym w nowym świecie. Ten proces musi powstać niejako naturalnie w drugim pokoleniu. Pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
  17. O mało co, już na początku lat 70 miałem okazję zostać emigrantem. Najstarsza, bezdzietna siostra mego taty miała biznes w górach Harzu i mnie wtedy upodobała sobie na spakobiercę.
    Bałem się tego, nic z tego nie wyszło, może i dobrze!
    ściskam i niezmiennie zapraszam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie dobrze, z drugiej strony, jeśli się tego nie sprawdzi, to się nie wie;)
      Pozdrawiam Andrzeju

      Usuń